Kęs za kęsem znikał w jej ustach.
— Zaczęło się — mruknął pod nosem Karol Sokołowski, obserwując scenę z nieukrywanym napięciem.
Po kilku minutach Irena Pawlakówna jakby odzyskała resztki kontroli nad sytuacją. W pośpiechu zgarnęła to, co zostało z rolady, owinęła w foliową torebkę, porwała jeszcze pół tortu i niemal wybiegła z naszego mieszkania, trzaskając drzwiami.
Odczekaliśmy dobre trzydzieści minut, zanim wróciliśmy do siebie. Gdy znaleźliśmy się na naszym piętrze, zza drzwi sąsiadki dobiegały dźwięki, które spokojnie mogłyby posłużyć jako ścieżka dźwiękowa do dramatu scenicznego. Dariusz Król walił w drzwi i wołał rozpaczliwie: „Irena, miej litość! Otwórz, fatalnie się czuję! Irena, słyszysz mnie?!” W odpowiedzi słychać było jedynie zduszone, gniewne pojękiwania Pawlakówny.
Podeszłam bliżej i zapukałam zdecydowanie.
— Pani Ireno, czy wszystko w porządku? Straszny hałas… A tak przy okazji — zniknęła mi z lodówki rolada i pół tortu. Jestem załamana, bo mięso marynowałam w bardzo silnym odczynniku chemicznym do eksperymentów medycznych, a do kremu dodałam specjalny preparat. Całość się zepsuła. Może widziała pani, kto mógł wejść do naszego mieszkania?
Zapadła cisza tak głęboka, jakby w mieszkaniu nikogo nie było. Po chwili rozległ się charakterystyczny szum spłuczki. A zaraz potem — kolejny, z drugiej toalety.
Tego samego wieczoru pod naszymi drzwiami znaleźliśmy pęk kluczy. Bez karteczki, bez słowa wyjaśnienia.
Nazajutrz spotkałam Irenę Pawlakównę przed klatką. Wyglądała, jakby przeszła ciężką infekcję — blada, przygarbiona, z podkrążonymi oczami. Na mój widok nie zagadnęła jak zwykle, tylko natychmiast przeszła na drugą stronę ulicy.
Dariusz Król od tamtej pory, gdy mnie mija, przyspiesza kroku i wpatruje się w chodnik, jakby studiował jego fakturę. Minął miesiąc. W mojej lodówce może leżeć wszystko — od zwykłej szynki po najdroższy kawior. I mam pewność, że nikt poza mną tego nie tknie. Czasem najskuteczniejszą metodą obrony własnych granic jest sprawić, by stały się zbyt „pikantne” dla cudzych apetytów.
A wy? Na miejscu Agnieszki Pawłowskiówny dalej znosilibyście bezczelność sąsiadki, czy również zdecydowalibyście się na taką lekcję?
