– Siedziałem w kuchni i piłem.
– No jasne, że piłeś! – prychnęła Elżbieta Królówna. – Głupie pytanie zadałam. Oczywiście, że zaglądałeś do kieliszka. A ona w tym czasie? Spakowała walizkę i fru – w ciepłe kraje z kochankiem. Dla niej nic nie jest święte. A ty? Zamiast działać, siedzisz jak sparaliżowany. Wstyd mi za ciebie! Wstawaj natychmiast, jedź za nią, szukaj jej!
Jarosław Kowalczyk uśmiechnął się krzywo.
– Po co, mamo? Wyraźnie napisała: „Żegnaj”. Tu nie ma czego ratować. A poza tym… – wzruszył ramionami – teraz ma wszystko. Pieniądze, paszport, pewnie i to swoje wymarzone szczęście.
– Jarek, Jarek… jaki z ciebie niemądry człowiek – westchnęła ciężko. Osunęła się na krzesło i utkwiła wzrok w podłodze. – To moja wina. Powinniśmy byli kupić bilet Agnieszce Pawlakównie, nie mnie.
Minął miesiąc. Agnieszka nie wróciła.
Ze zdjęć publikowanych w mediach społecznościowych Elżbieta Królówna wyczytała, że synowa wcale nie wygrzewa się w Turcji, jak przypuszczała, lecz najpierw była na Cyprze, potem w Rzymie, a w końcu w Paryżu. Na każdej fotografii promieniała – śmiała się, pozowała pod wieżą Eiffla w sukience w kolorze przydymionego łososia, z kieliszkiem w dłoni. Brodacz nazywał się Piotr Nowicki – rozwiedziony przedsiębiorca mieszkający na stałe w Europie.
Pod jednym z kadrów Agnieszka napisała: „Kiedy kobieta przestaje liczyć na cud od męża, znajduje go sama”.
Niedługo później przyszły dokumenty rozwodowe. Jarosław nawet nie zagłębił się w treść – podpisał w wyznaczonym miejscu i bez słowa odesłał papiery.
W kuchni jego matka siedziała przy stole, jakby w kilka tygodni postarzała się o lata. Włosy całkiem jej posiwiały.
– Chciałam tylko, żebyś był szczęśliwy… – mamrotała pod nosem. – A wyszło jak wyszło. Zostałeś sam. Marzyłeś o morzu, a masz ciszę i wstyd…
Dwa tygodnie później rozległ się dzwonek do drzwi.
Jarosław otworzył niechętnie. Na progu stała Agnieszka – zadbana, opalona delikatnie śródziemnomorskim słońcem, w eleganckiej bluzce. Wyglądała tak dobrze, że przez chwilę nie mógł wydobyć z siebie słowa.
– Cześć, Jaruś – rzuciła lekko i weszła do środka, jakby nigdy nie wyjechała. – Muszę zabrać kilka rzeczy. Stare zdjęcia, jakieś dokumenty. Nie będzie ci to przeszkadzało?
Skinął głową. Patrzył, jak porusza się po mieszkaniu z pewnością kogoś, kto już podjął decyzję.
– Powiedz… jesteś z nim szczęśliwa? Z Piotrem? – zapytał w końcu.
– Tak. I to bardzo. Ale najważniejsze jest to, że on mnie szanuje. Czego od ciebie nigdy nie dostałam.
– Bo kupiłem bilet mamie zamiast tobie?
– Nie o sam bilet chodziło, Jarek. Zawsze stawiałeś ją przede mną. Zawsze. Samochód, wakacje, każdą decyzję. Nawet wtedy, gdy prosiłam cię o jeden jedyny wieczór tylko dla nas.
