Z toaletki zniknęły flakony perfum, kremy i balsamy, a nawet ten nowiutki kostium kąpielowy kupiony specjalnie na wakacyjny wyjazd.
Jakby Agnieszka Pawlakówna wymazała się z jego życia, jakby nigdy tu nie mieszkała.
Następnego dnia przyszedł SMS.
„Żegnaj, Jaruś. Skoro nie potrafisz dać mi morza, sama sobie je zorganizuję – w końcu jestem atrakcyjną kobietą. Nie zamartwiaj się i nie przesadzaj z alkoholem, choć na trzeźwo też nie jesteś żadnym skarbem. Agnieszka.”
Pod wiadomością widniało zdjęcie. Agnieszka na tle turkusowej wody, w kapeluszu z szerokim rondem, w krótkiej sukience z głębokim dekoltem, z drinkiem w dłoni. Obok niej stał wysoki, brodaty mężczyzna w nieskazitelnie białej koszuli. Oboje uśmiechnięci, rozpromienieni, spleceni ramionami – jak para z katalogu biura podróży.
Jarosław Kowalczyk wpatrywał się w ekran, jakby próbował dostrzec w nim drugie dno. Czy to żart? Prowokacja? Naprawdę uciekła z jakimś typem? A co z domem, z ich wspólnym stołem, z przysięgą, którą składali przed urzędnikiem? Czy to wszystko miało tak po prostu przestać istnieć?
Przez trzy kolejne dni nie wychodził z mieszkania. Najpierw poprzestał na piwie, później sięgnął po wódkę, a na końcu pił coś brunatnego z plastikowej butelki – nawet nie pamiętał, co to było. Telewizor mrugał bezgłośnie, wypełniając pokój migotliwym światłem. Ciszę rozdzierało jedynie żałosne miauczenie wygłodzonego kota, który wyjadał resztki z talerzy, gdy właściciel półprzytomny zalegał na kanapie.
Agnieszka rozpłynęła się jak dym.
Siódmego dnia w drzwiach stanęła Elżbieta Królówna. Opalona, wypoczęta, w ciemnych okularach przeciwsłonecznych, z magnesem w kształcie wielbłąda w dłoni.
– Synku, już jestem! – zawołała radośnie od progu. – Gdybyś wiedział, jak tam było cudownie! Woda przejrzysta jak kryształ, jedzenie jak w najlepszej restauracji. Co prawda przesadziłam z winogronami i jeden dzień przeleżałam w pokoju, ale jaki to był pokój! Widok na basen – bajka. A tak w ogóle, gdzie jest Agnieszka?
Jarosław siedział w fotelu. Niewyspany, zarośnięty, opuchnięty. Miał na sobie jedynie sprane bokserki i rozciągnięty podkoszulek. Przed nim stała pusta butelka i miska z zaschniętym makaronem.
– Agnieszka… też nad morzem – wychrypiał. – Wyjechała z kochankiem. Dzień po twoim wylocie, mamo. Spakowała się i zniknęła. Napisała, że skoro nie potrafię zapewnić jej wakacji, sama je sobie załatwi. I przysłała zdjęcie… Obejmuje jakiegoś brodacza, popija koktajl i wygląda na najszczęśliwszą kobietę świata.
Elżbieta Królówna znieruchomiała. Przez chwilę patrzyła na niego bez słowa, po czym wybuchnęła:
– Co ty opowiadasz?! Jak to uciekła?! I ty tak po prostu na to pozwoliłeś? Jesteś mężczyzną czy kluchą? Kto to w ogóle jest ten brodaty? Gdzie byłeś, kiedy się pakowała?
