— Agnieszko, twój urlop został anulowany — oznajmił Jarosław Kowalczyk podczas kolacji, rozsiadając się wygodnie i obdarzając żonę triumfalnym uśmiechem. Wyraźnie smakował tę chwilę. — Kupiłem wyjazd nad morze dla mamy. Przez całe życie marzyła, żeby zobaczyć prawdziwą plażę. Pomyślałem więc, że pojedzie zamiast ciebie i wreszcie odpocznie. Zasłużyła.
Agnieszka Pawlakówna powoli podniosła wzrok znad talerza. Przez kilka sekund wpatrywała się w męża badawczo, jakby próbowała dostrzec w nim coś nowego. Nie powiedziała ani słowa. Na jej ustach pojawił się lekki uśmiech — nie ironiczny, nie złośliwy, raczej zaskakująco spokojny.
Właśnie ta cisza i opanowanie zbiły Jarosława z tropu. Przygotował się na awanturę, trzaskanie drzwiami, może nawet lecące w jego stronę naczynia. A tu nic. Spokój. I ten niepokojąco łagodny wyraz twarzy.
— Czyli… nie masz mi tego za złe? — dopytał już mniej pewnym tonem. — Naprawdę?
— Oczywiście, że nie, kochanie — odparła miękko Agnieszka, jak gdyby rozmawiali o czymś zupełnie błahym. — Skoro twoja mama tak bardzo pragnęła wyjazdu nad morze, niech spełni swoje marzenie. To przecież piękne.

Jarosław zmieszał się jeszcze bardziej. Skąd ta anielska wyrozumiałość? Czy to możliwe, że wszystko przeszło tak gładko? „No proszę — pomyślał z ulgą — jednak mam rozsądną żonę.”
Elżbieta Królówna wyruszyła trzy dni później. Wycieczka do Turcji, świeżo kupiony kostium kąpielowy, walizka wypchana po brzegi i twarz promieniejąca szczęściem. Od rana trajkotała bez przerwy:
— Spójrz, Agnieszko, jak twarzowo mi w tym kapeluszu! Wyprosiłam go od sąsiadki, pani Tamary, i wcale nie zamierzam oddawać — niech popęka z zazdrości. Jarku, synku, tysiąc razy dziękuję! Jesteś prawdziwym mężczyzną. A ty, Agnieszko, nie smuć się za bardzo. Choć… — zachichotała — może będzie cię trochę dręczyć sumienie, gdy pomyślisz, że ja spaceruję po plaży, a ty dusisz się w tym nagrzanym mieszkaniu.
Poczucie humoru teściowej było, delikatnie mówiąc, specyficzne, lecz Agnieszka jedynie skinęła głową i zachowała swój spokojny uśmiech.
Tego samego wieczoru Jarosław rozsiadł się przed telewizorem z butelką piwa i włączył mecz. Czuł się jak bohater we własnym domu: uszczęśliwił matkę i uniknął domowej kłótni. „Tak właśnie wygląda dojrzałe małżeństwo” — pomyślał z satysfakcją. — „Wszystko pod kontrolą.”
A potem coś zaczęło się zmieniać.
Nazajutrz Agnieszka nie wróciła na noc. Jej telefon milczał. Początkowo Jarosław wzruszył ramionami, lecz około północy ogarnął go niepokój. Zajrzał do łazienki i wtedy zauważył, że zniknęła jej szczoteczka do zębów. Serce zabiło mu szybciej. Podbiegł do szafy — brakowało połowy jej ubrań…
