Na kartce wciąż wisiała cisza, jakby atrament bał się dotknąć papieru.
— C’est injuste de juger sans savoir, Monsieur le Juge. La vie est parfois plus compliquée qu’un protocole de police — dodała łagodnie, a jej francuski brzmiał miękko i dźwięcznie. — To niesprawiedliwe osądzać, nie znając prawdy. Życie bywa bardziej zawiłe niż policyjny formularz.
Zaraz potem popłynęły kolejne słowa — najpierw precyzyjny, twardy niemiecki, później hiszpański szybki jak nurt górskiej rzeki. Po nim włoski, pełen światła i śpiewności.
Jan Witkowski słuchał w milczeniu. Nie wychwytywał sensu każdego zdania, lecz wyczuwał rytm i autentyczność. To nie było wyuczone recytowanie. Ona oddychała tymi językami.
Gdy przeszła na gardłowy arabski, a następnie na melodyjny turecki, drzwi gabinetu uchyliły się nieznacznie. Jacek Michalak stanął w progu z miną człowieka, który zapomniał, po co przyszedł. W sekretariacie ucichło stukanie w klawiaturę.
— Hindi, perski i mój ojczysty — zakończyła Aleksandra Dudekówna spokojnie. — Dziesięć światów, panie sędzio. A w żadnym nie znalazłam miejsca, gdzie najpierw zobaczono mnie, a dopiero potem mój paszport.
Zapadła głęboka cisza, przerywana jedynie jednostajnym brzęczeniem jarzeniówki pod sufitem. Witkowski powoli zdjął okulary. Patrzył na dziewczynę nie jak na osobę zatrzymaną za wykroczenie, lecz jak na coś, co nie mieści się w rubrykach i paragrafach.
Przemknęła mu przez myśl Emilia Mazurówna. Uczyła się języków latami — z korepetytorami, na kosztownych kursach — a mimo to wciąż zdradzał ją akcent. A ta młoda kobieta, nie wiadomo w jakich warunkach, sama uczyniła z siebie tak doskonałe narzędzie.
— Panie Janie — odezwał się ostrożnie Michalak, wchodząc do środka. — Przyznaję, robi wrażenie. Ale przepisy są jasne. Naruszenie przepisów pobytowych jest oczywiste. Mam sporządzić dokumenty?
Sędzia spojrzał na funkcjonariusza. W tej chwili wydawał mu się drobny, przygaszony i boleśnie schematyczny.
— Michalak — powiedział cicho. — Dlaczego w protokole nie ma wzmianki, że zatrzymanej odebrano dokumenty?
— Twierdziła, że ktoś jej je zabrał. Różne rzeczy mówią.
— To nie jest drobiazg. Jeśli paszport przetrzymują osoby trzecie pod przymusem, nie mówimy o zwykłym wykroczeniu. To może wskazywać na przestępstwo z artykułu 189a kodeksu karnego — handel ludźmi.
Policjant wyraźnie pobladł.
— Panie sędzio, bez przesady… Jaki handel? To zwykła kawiarnia…
— Zwykła, powiadasz — odpowiedział Witkowski, a w jego głosie pojawiła się nuta, która zapowiadała, że ta sprawa nie zakończy się podpisem pod rutynową decyzją.
