…szczegóły u notariusza.
W tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Na wycieraczce stało dwóch barczystych mężczyzn w roboczych kombinezonach.
— Zamawiali państwo transport z wyniesieniem rzeczy? — zapytał niższy, głosem jak z megafonu.
Dariusz Laskowski zamrugał, wyraźnie zbity z tropu.
— Jaki transport? O czym pan mówi? Czekamy przecież na ekipę remontową!
Wyszłam przed nich spokojnie, trzymając pod pachą elegancką teczkę z dokumentami.
— Rozsądni ludzie, Darku, zanim zaczynają rewolucję w cudzym mieszkaniu, zaglądają do przepisów — powiedziałam z uprzejmym uśmiechem. — A za własne remonty płacą z własnej kieszeni. Wasza „nowa energia” za chwilę przeniesie się do wynajętej kawalerki na obrzeżach miasta. Samochód opłacony na dwie godziny. Panowie, możecie zaczynać.
— Co ty wygadujesz?! Jakie wynoszenie?! — pisnęła Barbara Witkowskiówna, ściskając klatkę z przerażonym papugą.
— To bardzo proste — odparłam, wyjmując papiery z teczki. — Właśnie zapakowaliście cały swój dobytek własnymi rękami, oszczędzając mi nerwów i kosztów eksmisji. Tu jest kopia pozwu rozwodowego. A tutaj oficjalne wezwanie do opuszczenia lokalu przez osoby nieposiadające ani meldunku, ani prawa własności. Zamki zostaną dziś wymienione.
Dariusz spróbował napompować pierś i przybrać groźną minę, jakby szykował się do kolejnej tyrady. Zrobił krok naprzód — i wpakował stopę prosto w otwarte pudełko z ulubionymi kaktusami swojej mamusi.
Zawył przeciągle i runął na podłogę, chwytając się za nogę. Cały jego nadęty patos uszedł z niego jak powietrze z przebitego balonu.
— Synku! — zawodziła Barbara, rzucając się w jego stronę, lecz zaplątała się w swój obszerny szal i z hukiem przewróciła donicę z fikusem.
Pracownicy wymienili porozumiewawcze spojrzenia i bez słowa zaczęli znosić walizki na dół.
Po trzydziestu minutach klatka schodowa opustoszała. Stałam w progu własnego, cichego mieszkania, słuchając, jak na dole cichnie kłótnia mojego byłego męża, który obwiniał matkę o złe ustawienie „energetycznych piramidek”.
Dziewczyny, zapamiętajcie jedno: jedyna przestrzeń, jaką warto udostępniać bezczelnym ludziom, to miejsce przed waszymi drzwiami — i to wyłącznie po zewnętrznej stronie. Uczucia uczuciami, ale akt własności to najskuteczniejszy talizman przeciw pasożytom i wszelkim „złym mocom”.
