Kolejnym „niezbędnym” elementem uzdrawiania mieszkania okazała się szklana piramidka ustawiona na samym środku stołu jadalnego. Podobno miała stabilizować przepływ dobrobytu. W tym samym czasie Dariusz Laskowski coraz śmielej wcielał się w rolę pana i władcy rezydencji, choć jedyne, czym realnie zarządzał, był pilot do telewizora.
Po dwóch tygodniach codziennych wykładów o tym, że kobieta powinna być „cichą rzeką opływającą skałę męskiej potęgi”, postanowił przejść do ofensywy. Siedzieliśmy przy kolacji, gdy nagle uniósł widelec niczym berło.
— Prawdziwy gospodarz nie może pozostawać gościem we własnym domu! — oznajmił patetycznie. — Mama gnieździ się w tej klaustrofobicznej sypialni dla gości i traci poczucie bezpieczeństwa. Bez formalnego statusu jej energia stoi w miejscu. Jutro idziemy do notariusza. Przepiszesz na mnie połowę mieszkania. To dziejowa sprawiedliwość! Skoro małżeństwo to jedność, to i metry powinny być wspólne!
Barbara Witkowskiówna przymknęła oczy i z namaszczeniem pokiwała głową.
— Dopiero stapiając się z mężem, kobieta odnajduje swoją prawdziwą tożsamość…
— Darek — przerwałam spokojnie. — Artykuł 33 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego Rzeczypospolitej Polskiej wyraźnie stanowi, że majątek nabyty przed ślubem pozostaje wyłączną własnością danego małżonka. Twoja „sprawiedliwość dziejowa” rozbija się o przepisy szybciej niż porcelana o kafelki. Nie będzie żadnego przepisywania.
Jego twarz przybrała kolor dojrzałego buraka. Z rozmachem uderzył pięścią w stół, celując w efektowną demonstrację gniewu, lecz trafił prosto w brzeg talerza z gorącym barszczem. Czerwony strumień chlusnął na jego dresowe spodnie. Zerwał się, podskakując po kuchni i potrącając krzesła, jakby właśnie rozpoczął jakiś egzotyczny taniec godowy.
— Ty… wyrachowana materialistko! — wrzeszczał, usiłując wytrzeć plamy z newralgicznego miejsca. — Żona, która nie oddaje mężowi majątku, jest jak drzewo bez owoców! To ostateczność! Jeśli do jutra wieczorem nie zobaczę aktu darowizny, podejmę radykalne kroki!
Właśnie te „radykalne kroki” zabrzmiały dla mnie jak dzwonek alarmowy.
Nazajutrz, gdy oboje odsypiali duchowe wyczerpanie po dramatycznym wieczorze, pojechałam do sądu i złożyłam pozew o rozwód.
Kiedy wróciłam, zastałam ich w salonie. Siedzieli wygodnie, popijając mój kolekcjonerski napar, który trzymałam na wyjątkowe okazje.
— Mieliście rację, —
