Natalia jeszcze się zaśmiała pod nosem.
— Wiem, że udajesz twardą, ale masz miękkie serce.
— Już nie — odparła Karolina sucho. — Teraz jest jak dobrze wysmażony stek. Twarde i nie do przegryzienia.
— Jasne, jasne. Trzymaj się. Jakby coś się działo, dzwoń.
— Zadzwonię.
Rozłączyła się i odłożyła telefon na stolik. Po chwili przeniosła się do salonu, opadła na kanapę i włączyła telewizor tylko po to, by zagłuszyć ciszę. Obraz migał, ale ona i tak go nie widziała. W głowie wciąż układała możliwe scenariusze.
Zastanawiała się, co przyniesie powrót Michała. Czy zacznie prosić o pieniądze? Czy stanie po jej stronie? A może znów będzie rozdarty między nią a matką? I co ona wtedy powie?
Wrócił po około dwóch godzinach. Wyglądał, jakby ktoś wyssał z niego energię — zmęczony, napięty, zamknięty w sobie.
— Odwiozłeś ją? — zapytała spokojnie.
— Jest u siostry. Tam mają coś ustalić.
— A ty?
— Ja… wróciłem. Jeśli mogę tu być.
Skinęła głową.
Usiadł obok niej. Przez chwilę panowała cisza.
— Przepraszam, że przyszła bez zapowiedzi. Nie wiedziałem.
— To nie twoja wina.
— Dzięki, że mnie nie wyrzuciłaś.
— Nie ciebie miałam ochotę wyrzucać.
Westchnął ciężko.
— Słyszałaś, co mówiła? O nożu?
— Tak.
— Ona by sobie nic nie zrobiła. Tylko straszy.
— Wiem.
Odwrócił się w jej stronę.
— Ty się niczego nie boisz?
— Boję się. Po prostu nie pokazuję.
— Naucz mnie.
— Czego?
— Tego, jak nie dać się strachowi.
Spojrzała na niego uważnie. Migające światło telewizora podkreślało zmarszczki przy oczach, których wcześniej nie zauważała.
— Tego nie da się nauczyć — powiedziała cicho. — To przychodzi samo, kiedy już nie masz nic do stracenia.
— A ty masz?
Zawahała się.
— Kiedyś miałam. Teraz nie jestem pewna.
Ujął jej dłoń. Nie cofnęła jej.
— Nie chcę cię stracić.
— Więc nie strać.
Siedzieli tak długo, bez słów. Potem Michał poszedł pod prysznic, a Karolina do sypialni. Zasnęła szybko, bez snów.
Następnego ranka obudził ją telefon. Nieznany numer.
— Karolina Nowicka? — formalny, męski głos.
— Tak, słucham.
— Mówi aspirant Kowalczyk. Pani szwagier, Kacper Nowicki, wskazał panią jako osobę bliską. Czy może się pani stawić na komisariacie?
Usiadła na łóżku.
— Jako kogo mnie wskazał?
— Jako żonę brata. Potrzebujemy obecności rodziny przy składaniu zeznań. Matka nie może przyjechać, ma problemy z ciśnieniem.
— A brat?
— Michał również został wezwany. Pani nazwisko także znajduje się w protokole.
Chwilę milczała.
— Będę.
Zadzwoniła do Michała. Stał w kuchni i smażył jajecznicę.
— Musimy jechać na komisariat. Oboje.
— Po co?
— Kacper nas podał.
Wyłączył palnik.
— Dobra. Jedziemy.
Godzinę później siedzieli w dusznym korytarzu komendy. Zapach wilgoci i papierosów wgryzał się w ubrania. W końcu zaproszono ich do gabinetu.
Policjant, około czterdziestki, z podkrążonymi oczami, przeglądał akta.
— Kacper twierdzi, że został sprowokowany. Poszkodowany ma osiemnaście lat. Wstrząśnienie mózgu, otarcia. Rodzice są skłonni wycofać zawiadomienie za dwieście tysięcy złotych.
— Dwieście? — Michał pobladł. — Wczoraj było sto.
— Stawki rosną. Dziś dwieście, jutro może być więcej.
Karolina milczała.
— Czy jest pani w stanie pomóc finansowo? — zapytał funkcjonariusz, patrząc jej prosto w oczy.
— Nie — odpowiedziała bez wahania.
Skinął głową.
— W takim razie sprawa trafi do sądu. Grozi mu do dwóch lat.
Michał przełknął ślinę.
— A jeśli zapłacimy?
— Wtedy pokrzywdzony wycofa wniosek i postępowanie zostanie umorzone.
Wyszli na zewnątrz. Na ławce przy wejściu siedziała Bożena. Gdy ich zobaczyła, poderwała się.
— I co?
— Dwieście tysięcy albo sąd — powiedział Michał.
Złapała się za głowę.
— Skąd ja wezmę takie pieniądze?
Jej wzrok zatrzymał się na Karolinie.
— Ty masz mieszkanie. Można sprzedać. I tak prawie spłacone.
Karolina zmrużyła oczy.
— Słuchała pani naszych rozmów?
— Mówiliście przy mnie, że za trzy lata kredyt zniknie. To prawie wasze. Sprzedacie, wynajmiecie coś tańszego, a pieniądze dla Kacpra.
Michał aż wstał.
— Mamo, przestań. To jej mieszkanie. Dostała je po babci. Kredyt jest na nią.
— Ale ty tam jesteś zameldowany! To też twoje!
Karolina uśmiechnęła się chłodno.
— Meldunek nie daje prawa własności. To mój majątek sprzed ślubu.
— A jeśli mąż spłacał kredyt?
Odwróciła się do Michała.
— Spłacałeś?
Zamilkł.
— Kiedykolwiek przelałeś ratę?
— Parę razy dawałem ci pieniądze…
— Te, które dzień wcześniej pożyczyłeś ode mnie?
Zarumienił się.
— To nie tak.
— Właśnie tak.
Bożena patrzyła zdezorientowana.
— Czyli pieniędzy nie ma?
— Ja nie mam — powiedział Michał cicho.
— Ja mam — wtrąciła Karolina. — Ale nie dam.
— Dlaczego?!
— Bo pani syn pluł w moim domu, obrażał mnie, jadł moje jedzenie i ani razu nie podziękował. Bo pani przestawiała moje rzeczy i traktowała mnie jak intruza. I bo mój mąż na to pozwalał. Nie jestem zobowiązana ratować Kacpra.
Bożena się rozpłakała.
— Zła jesteś.
— Nie. Sprawiedliwa.
Odeszła w stronę przystanku. Michał dogonił ją.
— Nie proszę o pieniądze. Chciałem tylko zapytać, jak się czujesz.
— Jestem zmęczona.
— Rozumiem.
— Nie rozumiesz. Wciąż liczysz, że zmienię zdanie.
— Nie!
— Tak.
Wsiadła do autobusu. Został na chodniku.
Wieczorem wrócił. Usiadł obok niej na łóżku.
— Rozmawiałem z mamą. Przyznała, że mieszkanie jest twoje. Nie będzie więcej naciskać.
— A Kacper?
— Chyba skończy się sądem.
— Chcesz, żebym pomogła?
Spojrzał jej w oczy.
— Chcę, żebyś była spokojna. Jeśli zapłacisz, będziesz mieć do mnie żal. Nie chcę tego.
— Uczysz się.
— Staram.
— Za późno.
— Lepiej późno niż wcale.
Westchnęła.
— Pomyślę. Ale nie dziś.
W nocy długo nie mogła zasnąć. Dwieście tysięcy. Pół roku oszczędzania. Może rok. Oddać je człowiekowi, który nią gardził? A jeśli nie odda — Michał będzie żył z poczuciem winy.
Napisała do Natalii: „Jeśli zapłacę za Kacpra, jestem idiotką?”
Odpowiedź przyszła natychmiast: „Tak. Ale przecież tego nie zrobisz?”
Nie odpisała.
Rano podjęła decyzję. Bez dramatów, bez łez. Po prostu wiedziała.
Zadzwoniła do prawnika.
— Potrzebuję umowy pożyczki w sprawie karnej.
— Zapraszam.
Po konsultacji wróciła do domu.
— Daję pieniądze — oznajmiła Michałowi. — Ale jako pożyczkę. Z umową.
Zamarł.
— Serio?
— Tak. Z odsetkami. Dziesięć procent rocznie. A ty będziesz poręczycielem.
Przełknął ślinę.
— Zgadzam się.
Wieczorem podpisali dokumenty. Kacper krzywił się przy każdym punkcie. Bożena podpisała jako świadek. Karolina przelała pieniądze.
Sprawa została zamknięta.
— Dziękuję… — wycedziła teściowa. — Choć i tak jesteś…
— Wiem.
Gdy wyszli, Michał przytulił ją mocno.
— Nie wiem, jak ci się odwdzięczę.
— Będziesz spłacał, jeśli on nie spłaci.
Minął miesiąc.
Kacper milczał, Bożena też. Michał codziennie zostawiał na stole paragony i przelewał połowę wydatków. Był uważny, spokojny, nie naciskał.
Pewnego wieczoru zaproponował wyjazd.
— Może gdzieś pojedziemy? Tylko my.
Zgodziła się.
Wybrali weekend nad Wisłą. Spacerowali, rozmawiali, patrzyli na zachód słońca.
— Chcę być dla ciebie partnerem — powiedział.
— Widzę, że próbujesz.
W hotelu leżeli obok siebie. On zapytał szeptem:
— Mogę?
— Nie dziś.
Uszanował to.
Po powrocie zastali pod drzwiami Kacpra. Z piwem w ręku.
— Musimy pogadać o długu.
Wszedł bez zaproszenia.
— Rzuciłem robotę. Nie mam z czego płacić. Daj mi pół roku.
— Nie zapłaciłeś ani złotówki — odpowiedziała chłodno.
— Bo nie było z czego!
Michał warknął:
— Wynoś się.
Kacper splunął na podłogę i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Wieczorem przyszła wiadomość od Bożeny z groźbą pozwu. Michał zadzwonił do niej i jasno postawił granicę.
Kilka dni później na konto wpłynęło pięć tysięcy. Od Kacpra.
— Cud — mruknęła Karolina.
Powoli robiło się cieplej. Nie od razu, ale dzień po dniu.
Aż do telefonu z nieznanego numeru.
— Aspirant Kowalczyk. W sprawie Kacpra Nowickiego. Pojawiło się nowe zdarzenie. Bójka w barze. Poszkodowany w ciężkim stanie.
Karolina zamarła.
— Nie mam z nim kontaktu.
— Rozumiem. Możliwe, że sprawa będzie poważniejsza.
Odłożyła słuchawkę. Michał stał w drzwiach.
— Co się stało?
Spojrzała na niego.
— Kacper znów się w coś wpakował. Tym razem naprawdę poważnie.
