— Wczoraj byłam na cmentarzu, chciałam zajrzeć na grób waszego ojca — zaczęła Barbara Wieczorekówna już spokojniej, lecz z wyraźnym napięciem w głosie. — Ziemia wyraźnie się zapadła, pomnik, który postawiliśmy dziesięć lat temu, przechylił się na bok, a co najgorsze — płyta pękła.
Zofia Pawłowskówna westchnęła cicho.
— I co w związku z tym ma zrobić Kamil?
— Jak to co? — oburzyła się matka. — Nie jest to oczywiste? Niech wszystko naprawi, zamówi nowy pomnik i dopilnuje montażu.
— Mamo, Kamil pracuje na innym cmentarzu — przypomniała cierpliwie Zofia. — A tam, gdzie leży tata, też są firmy, które się tym zajmują.
— Ty chyba nie masz pojęcia, jakie to są koszty! — podniosła głos Barbara. — Zorientowałam się i omal nie zemdlałam, kiedy usłyszałam ceny.
— Czyli oczekujesz, że mój mąż zrobi to za darmo? — zapytała chłodno córka.
— Oczywiście — odparła bez skrępowania Barbara. — Robociznę może wykonać sam, przecież ma doświadczenie. A wy moglibyście sfinansować nowy pomnik. W końcu to twój ojciec. Poza tym Kamil na pewno ma znajomości, ktoś udzieli rabatu.
Zofia poczuła, jak ogarnia ją lodowata złość.
— Wybacz, mamo, ale Kamil nie będzie się tym zajmował. Skoro nie potrafisz go zaakceptować i nawet nie chcesz widzieć go w swoim domu, poradzisz sobie bez jego pomocy. Zatrudnij fachowców.
— Nie stać mnie na to! — wyrzuciła z siebie Barbara.
— W takim razie poproś o wsparcie tego „lepszego” zięcia — odcięła się Zofia z nutą ironii. — Muszę wracać do obowiązków.
Rzeczywiście nie zamierzała angażować w to męża ani wspominać mu o rozmowie. Jednak wieczorem Barbara zadzwoniła bezpośrednio do Kamila.
Kamil Michalski wysłuchał teściowej uważnie, nie przerywając jej ani razu. Gdy skończyła, spokojnie zapewnił, że postara się pomóc.
— Kochanie, dlaczego się zgodziłeś? — zdziwiła się Zofia, która słyszała całą rozmowę. — Przecież ona cię nie znosi, traktuje gorzej niż obcego.
Kamil wzruszył ramionami.
— I co z tego? Mam zniżać się do tego samego poziomu? Nie, Zosiu. Wolę postępować po swojemu. Nie poznałem twojego taty, ale skoro wychował taką córkę, musiał być wartościowym człowiekiem. A porządnemu człowiekowi należy się szacunek, nawet po śmierci. On przecież nie jest winny temu, jak układają się nasze relacje.
Na twarzy Zofii pojawił się ciepły uśmiech. Przytuliła męża mocno.
— Masz rację. Tata byłby dumny z takiego zięcia. A z mamą… trudno. Najważniejsze, żebyśmy sami nie stali się zgorzkniali. Trzeba pozostać przyzwoitym człowiekiem, niezależnie od wszystkiego.
