Niepokoiło ją, że Paweł Walczak wciąż nie spotkał kobiety, z którą mógłby związać się na całe życie. Elżbieta Nowakowskiówna martwiła się tym coraz bardziej – pragnęła, aby jej syn wreszcie osiągnął stabilizację i stworzył prawdziwy dom.
Często żaliła się przyjaciółkom, że Paweł stołuje się w restauracjach albo zamawia gotowe dania z dowozem. Powtarzała, że nic nie może się równać z domowym obiadem przygotowanym przez troskliwą żonę, która dba o rodzinę.
Była jeszcze kwestia, która bolała ją najmocniej – wnuki. Zbliżała się do siedemdziesiątki, a zdrowie zaczynało szwankować. Jedna dolegliwość zastępowała kolejną, w ubiegłym roku trafiła nawet do szpitala. Na szczęście skończyło się jedynie na strachu, lecz obawa pozostała. Bała się, że zabraknie jej czasu, by wziąć na ręce wnuka, pogładzić delikatne policzki i przekazać przyszłej synowej własne doświadczenia w wychowaniu dzieci. Dlatego tak wielkie znaczenie miało dla niej to, jaka kobieta przekroczy próg ich domu – a myśl, że uroda Gabrieli Przybylskiównej może przynieść rodzinie kłopoty, nie dawała jej spokoju.
