Paweł jedynie wzruszył ramionami, a na jego ustach pojawił się cień rozbawienia.
– Spróbuj – rzucił spokojnie. – Ojciec i tak się na to nie zgodzi. Poza tym wasze pieniądze nie są mi do niczego potrzebne. Sam potrafię zadbać o siebie i zapewnić sobie to, czego chcę.
Elżbietę Nowakowskiównę aż paliła bezsilna złość. Miała wrażenie, że mówi do ściany. Syn pozostawał nieugięty, a jeśli dalej będzie tak obstawał przy swoim, naprawdę poślubi Gabrielę. „Czy na starość muszę przeżywać coś takiego…” – kołatało jej w głowie.
Tego samego dnia Paweł zaprosił Gabrielę na obiad do rodzinnego domu, by oficjalnie przedstawić ją rodzicom. Dziewczyna przywitała się z szacunkiem, słuchała uważnie, a na Pawła patrzyła z taką czułością, że trudno było tego nie zauważyć. Rozmawiała swobodnie, pomagała przy nakrywaniu do stołu, każdy jej gest świadczył o dobrym wychowaniu. Właściwie kandydatka idealna – gdyby nie, zdaniem Elżbiety, jej uroda. Gdy Gabriela wyszła do łazienki, matka natychmiast odciągnęła syna na bok i ponownie zaczęła wyliczać swoje zastrzeżenia.
Paweł od pewnego czasu mieszkał już sam, w swoim mieszkaniu. Miał za sobą kilka związków, lecz żaden nie przetrwał próby czasu; zwykle powtarzał, że to jeszcze nie to.
