— Przy wszystkim potrafi się tak ślimaczyć.
Maria poprawiła szerokie rondo kapelusza i prychnęła z niezadowoleniem.
— Mówiłam ci, Jan, że trzeba było jechać bez niej. Zostawilibyśmy jej wyjazd na przyszły rok, a sami porządnie byśmy odpoczęli. I moje stawy wreszcie by się wygrzały.
— Mamo, daj już spokój.
Jan skrzywił się nerwowo.
— I tak ledwo udało się to wszystko dogadać.
Właśnie wtedy między ludźmi mignęła znajoma kurtka. Agata szła w ich stronę pewnym, równym krokiem. Obok niej dreptał Adam, zabawnie przebierając nogami i ciągnąc za sobą małą dziecięcą walizeczkę w kształcie pingwina.
Jan aż znieruchomiał. Uśmiech, który przed chwilą miał na twarzy, zastygł mu jak przyklejony.
— Agata? A on co tu robi?
Zatrzymała się mniej więcej metr od męża. Nie wyglądała ani na wściekłą, ani na zapłakaną. Była dziwnie spokojna.
— Jak to co? Leci nad morze.
Jan odruchowo obejrzał się na kolejkę przy stanowisku numer czterdzieści dwa. Kilka osób już zaczynało zerkać w ich stronę.
— Aga, czy ty oszalałaś?
Podszedł bliżej i ściszył głos do ostrego, syczącego szeptu.
— Przecież wczoraj wszystko ustaliliśmy! Nie ma go na liście pasażerów! Tłumaczyłem ci, że dopisaliśmy matkę. Nas nie przepuszczą!
Maria ruszyła na synową z miną zwiastującą burzę.
— Agatko, tego już naprawdę za wiele. Po co robisz dziecku taką krzywdę? Przyprowadziłaś go na lotnisko tylko po to, żeby za chwilę zawrócić do domu? Oddaj Janowi paszporty i wyślij małego taksówką z powrotem!
Adam przestraszony wtulił się w nogę matki.
— Ja nigdzie sam taksówką nie jadę.
Agata mocniej ścisnęła dłoń syna.
— Przepraszam panią, można na chwilę?
Jan nie wytrzymał. Dopadł do stanowiska odprawy, po drodze potrącając mężczyznę z plecakiem.
— Proszę sprawdzić naszą rezerwację! Ostrowski Jan, Ostrowska Agata i Ostrowska Maria!
Pracownica lotniska, w służbowej apaszce pod szyją, bez większego zainteresowania zaczęła stukać w klawiaturę.
— Tak, widzę państwa. Trzech pasażerów. Poproszę dokumenty.
Jan odwrócił się do żony z triumfem w oczach.
— Słyszałaś? Trzy osoby! Agata, nie rób przedstawienia. Daj dokumenty, bo blokujemy kolejkę.
— Masz rację, Jan.
Agata wyjęła z kieszeni swój paszport.
— Trzy osoby.
Po tych słowach cofnęła się o krok.
— Tylko że ja z wami nie lecę.
Wyciągnięta ręka Jana zawisła w powietrzu.
— Jak to nie lecisz?
— Dokładnie tak, jak mówię.
Agata sięgnęła do plecaka i wyjęła dwie wydrukowane karty podróży.
— Całe szczęście, że trzy tygodnie temu zajrzałam do twojego laptopa. Skoro ty planowałeś swoje niespodzianki, ja też postanowiłam się przygotować. Wypłaciłam z naszego wspólnego konta oszczędnościowego dokładnie moją połowę. Do tego dołożyłam urlopowe. Wystarczyło akurat na nas dwoje.
Poruszyła wydrukami w powietrzu.
— Ja i Adam lecimy do innego kurortu. Z trzeciego terminala. Nasz samolot odlatuje za dwie godziny.
