Żadne dalsze rozmowy nie mogły już niczego odwrócić. Paweł Nowicki nie miał zamiaru się zmieniać. Krystyna Michalakówna także nie zatrzymałaby się z własnej woli.
Następnego ranka Katarzyna Witkowskiówna zadzwoniła po ślusarza.
Fachowiec zjawił się przed południem. Krzątał się przy drzwiach mniej więcej czterdzieści minut. Kiedy wyszedł, w zamku tkwiły już dwa nowe mechanizmy — solidne, porządne, drogie. Katarzyna przez chwilę ważyła w dłoni świeżo dorobione klucze. Dwa komplety. Oba należały wyłącznie do niej. Schowała je do torebki.
Tego dnia Paweł został dłużej w pracy. Krystyna Michalakówna przyjechała o wpół do siódmej. Katarzyna zobaczyła ją przez wizjer. Teściowa nie była sama — obok niej stał Mateusz Sikora z miną człowieka, którego wezwano jako wsparcie.
Najpierw rozległ się metaliczny zgrzyt klucza wsuwanego do zamka. Potem cisza. Kolejna próba. I głos Krystyny Michalakówny, z początku zdezorientowany, po chwili coraz bardziej ostry:
— Co jest… Mateusz, zobacz. Klucz nie wchodzi.
Katarzyna stała po wewnętrznej stronie drzwi, w przedpokoju, i nawet nie drgnęła.
— Katarzyna! — Krystyna zaczęła walić pięścią w skrzydło. — Otwieraj natychmiast! Co tu się dzieje?!
Katarzyna przekręciła zamek i uchyliła drzwi.
Krystyna Michalakówna stała na progu z wypiekami na policzkach, ściskając w garści pęk bezużytecznych kluczy.
— Wymieniłaś zamki?! Bez słowa uprzedzenia?! Jak ty w ogóle śmiałaś?!
— Śmiałam — odparła Katarzyna.
Powiedziała to spokojnie, równo, bez żadnego podniesienia głosu. W tym jednym słowie nie było ani triumfu, ani złości. Była tylko pewność kogoś, kto już podjął decyzję i nie zamierza się z niej wycofywać.
— Czy ty w ogóle rozumiesz, co robisz?! — Krystyna zrobiła krok do przodu, lecz Katarzyna nie cofnęła się ani o centymetr. — To mieszkanie mojego syna! Nie masz prawa!
— To również moje mieszkanie. I od dzisiaj nikt nie wejdzie do mojego domu bez mojej zgody.
Mateusz Sikora, stojący za plecami Krystyny, skrzyżował ręce na piersi.
— Otwieraj — rzucił tonem, jakby wydawał polecenie, którego nie wolno kwestionować. — Albo dzwonię po policję.
— Proszę bardzo — odpowiedziała Katarzyna. — Niech pan im wyjaśni, że przyszedł pan do cudzego mieszkania z kluczami, których nikt panu nie przekazał.
To go wyraźnie przyhamowało. Spojrzał na Krystynę, a ona na niego. Teściowa jednak szybko odzyskała rezon i znów zaczęła mówić — głośno, z myślą o sąsiadach, którzy z pewnością już nasłuchiwali za drzwiami. Opowiadała o przejmowaniu mieszkania, o synowej wypychającej rodzinę za próg, o tym, że Paweł nie ma pojęcia, co wyprawia jego żona.
Paweł pojawił się po dwudziestu minutach. Przyjechał natychmiast po telefonie matki, zdyszany i zaczerwieniony.
— Katarzyna, co tu się dzieje? — przenosił wzrok z matki na żonę i z powrotem. — Dlaczego wymieniłaś zamki?
— Bo nie miałam już innego sposobu, żeby zamknąć drzwi własnego domu.
— Ona oszalała! — wtrąciła Krystyna. — Paweł, powiedz jej coś! Niech odda klucze!
Paweł wszedł do środka i zatrzymał się pośrodku przedpokoju. Katarzyna patrzyła na niego uważnie. I widziała dokładnie to samo, co przez ostatnie trzy lata: człowieka rozpiętego między dwoma brzegami, niezdolnego do tego, by naprawdę wybrać którykolwiek.
— Mama ma rację — powiedział w końcu, a w jego głosie pobrzmiewało coś niemal przepraszającego; Katarzyna nie potrafiła już stwierdzić, czy przepraszał matkę, czy żonę. — Mogłaś chociaż uprzedzić. Oddaj klucze, porozmawiamy spokojnie i wszystko wyjaśnimy.
— Nie ma już czego wyjaśniać, Pawle.
— Katarzyna…
— Przez trzy lata rozmawiałam. Przez trzy lata tłumaczyłam. I nic się nie zmieniło.
Paweł zacisnął szczęki. Z korytarza nadal dobiegał głos Krystyny, ale Katarzyna przestała go słyszeć.
— W takim razie stawiam sprawę jasno — odezwał się Paweł, tym razem twardszym tonem. — Albo oddasz klucze, albo… sam nie wiem, co dalej będzie z naszą rodziną. Rozumiesz, o czym mówię?
Katarzyna spojrzała na niego długo i uważnie. Dawniej, być może, podobne słowa kazałyby jej się cofnąć. Teraz zobaczyła tylko mężczyznę, który właśnie ostatecznie pokazał, po czyjej stronie stoi. I, co dziwne, nie poczuła strachu.
