Runęła na ubitą ziemię. Przez prawe kolano przeszył ją ostry, paraliżujący ból, aż na chwilę pociemniało jej przed oczami. Z góry dobiegł stuk kroków, a potem głos teściowej:
— Żyjesz tam jeszcze? Co tak hałasujesz?
Zaraz po niej odezwała się Agata, siostra Jolanty:
— Jola, ona się tam jeszcze rusza? Bo można by klapę zamknąć. Niech posiedzi do wieczora i przemyśli swoje zachowanie.
Obie wybuchnęły śmiechem. Ten śmiech — zimny, twardy i okrutny — podziałał na Katarzynę mocniej niż jakikolwiek lek przeciwbólowy. Zacisnęła zęby i, walcząc z pulsującym bólem w kolanie, podniosła się z podłogi. Ubranie miała całe w błocie i kwaśnej zalewie, dłonie piekły od otarć. Kulejąc, dotarła do schodków i wydostała się na zewnątrz.
Jolanta i Agata stały przy wejściu do piwnicy. Na widok umazanej synowej teściowa skrzywiła się z obrzydzeniem.
— A ty dokąd się wybierasz? Kto obiad zrobi? Marek wróci z ryb głodny. Wracaj na dół i kończ robotę!
Katarzyna zatrzymała się. Po raz pierwszy tego dnia spojrzała teściowej prosto w oczy.
— Obiad mężowi niech szykuje ktoś, kto ma sprawne ręce i nogi. Ja nie jestem waszą służącą. I módlcie się, żebym nie podała was do sądu za to — powiedziała, wskazując na spuchnięte kolano.
— Co ty sobie wyobrażasz, ty podła małpo?! — zapiszczała Agata.
Jolanta poczerwieniała na twarzy i ruszyła w stronę Katarzyny, ale ta już kulała ku furtce. Za plecami usłyszała jakiś szelest. Obejrzała się na sekundę i zobaczyła, jak teściowa chwyta widły oparte o płot i zamachuje się nimi.
Katarzyna nacisnęła przycisk na kluczyku. Samochód piknął. Wślizgnęła się do środka i natychmiast zablokowała drzwi. Kamerka na przedniej szybie uchwyciła starszą kobietę biegnącą z widłami w stronę bramy. Katarzyna wrzuciła wsteczny, wycofała auto i wyjechała na drogę. Kolano rwało ją z każdym ruchem, po policzkach płynęły łzy wściekłości, ale w środku narastał lodowaty spokój. Do tego domu nie miała zamiaru wracać nigdy więcej.
Tego samego wieczoru Marek pojawił się w mieszkaniu późno. Był zadowolony z połowu, pachniał rzeką i dymem z ogniska. W ręku trzymał reklamówkę z rybami. Wchodząc do środka, spodziewał się zobaczyć cichą, skruszoną żonę i nakryty stół. Zamiast tego w salonie paliła się przygaszona lampka, Katarzyna leżała na kanapie z zabandażowanym kolanem, a na stoliku kawowym leżał plik dokumentów i włączony laptop.
— Czemu ty leżysz? A kolacja? — rzucił już od progu.
— Kolacji nie będzie — odpowiedziała spokojnie. — Usiądź. Musimy porozmawiać.
Marek cisnął torbę z rybami na podłogę i podszedł do kanapy. Twarz miał wykrzywioną gniewem.
— Co ty odwaliłaś? Matka dzwoniła do mnie z płaczem! Zostawiłaś starszą kobietę samą, naubliżałaś jej i uciekłaś! Ona na ciebie czekała, a ty zwiałaś! Jesteś niewdzięczna, Kaśka!
Katarzyna bez słowa wzięła telefon i włączyła nagranie. W pokoju rozległy się głosy. Najpierw brutalne „niech haruje”, potem złośliwe „zachciało się jej po kurortach jeździć”, a następnie mrożące krew w żyłach: „można by klapę zamknąć, niech posiedzi do wieczora”. Na końcu zabrzmiał śmiech. Ten sam, który słyszała, leżąc z obolałą nogą na podłodze piwnicy.
Marek pobladł i cofnął się o krok.
— Co to ma być? Ty nas nagrywałaś? Kompletnie ci odbiło?
— To jest to, co mówi twoja matka i twoja ciotka, kiedy są przekonane, że nikt ich nie słyszy — odparła Katarzyna i zatrzymała nagranie. — Mam też zdjęcie listy czterdziestu ośmiu prac, które miałam wykonać, fotografię dziurawych gumowców, które mi dały, i nagranie z kamerki samochodowej, na którym twoja matka biegnie na mnie z widłami. Chcesz obejrzeć?
— Źle to zrozumiałaś. To były żarty. Z mamą zawsze miałyście jakieś nieporozumienia. Masz chorą wyobraźnię, Kaśka. Jak zwykle wszystko sobie dopowiadasz.
— Chorą mam nogę, Marek. Byłam na SOR-ze. Stłuczenie łąkotki. Złożyłam też zawiadomienie na policji o próbie wyrządzenia mi krzywdy. Więc z moją wyobraźnią wszystko jest w porządku.
Marek otworzył usta, ale nie zdołał wydobyć z siebie ani słowa. Katarzyna sięgnęła po kartkę leżącą na stoliku i podała mu ją.
— Co to jest?
— Pozew o rozwód. Jutro składam go w sądzie. Dzieci zostają ze mną. Mieszkanie kupiła moja matka jeszcze przed naszym ślubem, więc nie masz w nim żadnego udziału. Samochód, którym jeździsz, został kupiony z mojego kredytu, a jutro idę do banku przepisać dokumenty.
Marek drgnął. W jego oczach pojawił się strach.
— Nie odważysz się. Dzieci są moje. Jestem ich ojcem. Nie pozwolę ci na to.
— Pozwolisz, bo nie masz wyjścia. Od dzisiaj tu nie mieszkasz. Twoje rzeczy spakuję i wystawię na korytarz. Możesz jechać do mamusi. U niej ziemniaki nadal nieobsypane, będziesz miał zajęcie.
Nie podnosiła głosu, ale każde jej zdanie trafiało dokładnie tam, gdzie powinno. Marek chwycił pozew ze stołu, rozerwał go na pół i cisnął na podłogę.
— Idiotka! Beze mnie jesteś nikim! Komu będziesz potrzebna z dwójką dzieci?
— Wynoś się — powiedziała Katarzyna. — Albo natychmiast dzwonię na policję.
Wyszedł, trzaskając drzwiami tak mocno, że zadrżały ściany. Katarzyna opadła na poduszkę i zamknęła oczy. Bała się, bolało ją całe ciało, ale gdzieś głęboko zaczynał kiełkować pierwszy, nieśmiały pęd wolności.
Następny ranek rozpoczął się od łomotu do drzwi. Katarzyna po bezsennej nocy dopiero zasnęła, gdy ktoś zaczął walić pięściami w wejście do mieszkania. Podeszła cicho i spojrzała przez wizjer. Na klatce schodowej stali Jolanta, jej siostra Agata oraz Marek. Cała trójka miała twarze wykrzywione furią. Teściowa tłukła w drzwi i wrzeszczała:
— Otwieraj, niewdzięczna żmijo! Znam swoje prawa! Tu mieszka mój syn i nie masz prawa go wyrzucać!
Katarzyna założyła łańcuch i uchyliła drzwi zaledwie na kilka centymetrów.
— Jeśli spróbujecie wyważyć drzwi, zadzwonię na policję. Naruszenie miru domowego to przestępstwo. Grozi za to nawet do trzech lat więzienia. Naprawdę chcecie to sprawdzić?
— Jaka policja, co ty bredzisz?! — ryknęła Jolanta. — Oddawaj wnuki! Jedziemy na działkę, niech pomogą! Dość tego siedzenia u twojej mamusi, ona nastawia je przeciwko nam!
— Dzieci są w bezpiecznym miejscu. Do was nie pojadą. Stanowicie zagrożenie dla ich zdrowia i psychiki. A tutaj jest kopia zawiadomienia złożonego na policji w sprawie tego, co zrobiłyście na działce.
