Agata uchodziła w firmie za kogoś, kto potrafił usłyszeć więcej, niż inni zdążyli powiedzieć. Cudze sekrety same do niej lgnęły. Emilię traktowała życzliwie, z cichym współczuciem, bo sama kiedyś przekonała się, jak smakuje zdrada.
— Agata, cześć. Posłuchaj, u Mateusza pojawiła się podobno jakaś nowa prawniczka, Paulina. Wiesz może, czym dokładnie się zajmuje? — Emilia zmusiła się do spokojnego tonu. — Chciałam zrobić mężowi niespodziankę, coś ładnie załatwić z domkiem, więc próbuję rozeznać temat.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Nie trwała długo, ale wystarczyła, by Emilii ścisnęło żołądek.
— Emilia, ty mówisz poważnie, czy tylko udajesz, że nic nie wiesz? — głos Agaty nagle spoważniał. — Ta Paulina to żmija w eleganckim kostiumie. Oficjalnie jest u nas konsultantką, ale w praktyce kręci z twoim Mateuszem romans. Myślałam, że już do ciebie dotarło. Oni spotykają się od miesiąca. I tak, przygotowuje jakieś papiery dotyczące nieruchomości. Przypadkiem słyszałam, jak rozmawiali o domku, o śmiesznie niskiej wycenie i o przepisaniu go na jakąś Marię. Brzydko to wygląda, Emilia. Naprawdę uważaj.
Przez moment Emilia nie mogła zaczerpnąć powietrza. Podziękowała Agacie niemal automatycznie i zakończyła połączenie. Teraz wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsca. Chcieli ją wyrzucić z życia jak zużyty przedmiot. Odebrać jej domek, pieniądze, godność. Zmiażdżyć i zostawić z niczym. Do całej operacji Mateusz wciągnął kochankę prawniczkę, a Danuta nie tylko o wszystkim wiedziała, lecz także dawała synowi ciche przyzwolenie.
Skoro więc chcieli wojny, mieli ją dostać.
W dniu wyjazdu na działkę Emilia wyglądała tak spokojnie, jakby w jej głowie nie istniał żaden plan. Twarz miała nieruchomą, ruchy opanowane. Najpierw należało sprawić, by przeciwnicy stracili czujność. Wstała o piątej rano. Zaparzyła Mateuszowi mocną kawę, usmażyła jajka z pomidorami, pokroiła świeży chleb. Dla teściowej przygotowała ziołową mieszankę w porcelanowym czajniczku kupionym dzień wcześniej specjalnie na tę okazję i podała ją niemal z ukłonem.
— Pani Danuto, pomyślałam o tym, co pani mówiła. Proszę spróbować. Byłam w aptece, farmaceutka zapewniała, że to najlepsza mieszanka. Uspokaja, a przy okazji dodaje sił.
Danuta aż znieruchomiała. Spodziewała się ponurego milczenia, ewentualnie zaciętego oporu, a nie takiej pokory. Podejrzliwie pochyliła się nad filiżanką i powąchała napar.
— Skąd nagle taka odmiana? — zapytała ostrożnie.
— Po prostu chciałabym, żeby w rodzinie wreszcie zapanował spokój — odparła Emilia, spuszczając wzrok. — Rozumiem, że nie zawsze byłam dobrą żoną. Chcę to naprawić.
Mateusz wszedł do kuchni z mokrymi włosami i zatrzymał się w progu. Popatrzył na nią z lekkim zdumieniem.
— No proszę. Może jednak poszła po rozum do głowy — mruknął.
— Poszłam — potwierdziła miękko Emilia i przysunęła mu talerz. — Jedz, zanim wystygnie. Zmieniłam też pościel, a do samochodu włożyłam koc, żeby było ci wygodniej. Ostatnio narzekałeś, że siedzenie jest za twarde.
Mateusz wymienił z matką szybkie spojrzenie. W jego oczach mignęła ulga. Uznał, że żona wreszcie pękła, zaakceptowała własną bezradność i od tej chwili będzie posłuszna. Danuta także wyraźnie się rozluźniła. Nawet pozwoliła sobie na łaskawy, protekcjonalny uśmiech.
— No widzisz. Od dawna trzeba było tak rozmawiać. Może jeszcze wszystko da się ułożyć.
Emilia odpowiedziała uśmiechem pełnym udawanej wdzięczności, a w myślach zanotowała jedno: połknęli przynętę. Uwierzyli w przedstawienie. Teraz pozostawało zdobyć dowody, których nie da się podważyć.
Przez całą drogę Danuta rozprawiała o tym, że domek potrzebuje porządnej ręki, że płot się przechylił, a altanę należałoby wreszcie odmalować. Mateusz przytakiwał jej co kilka minut, od czasu do czasu rzucając Emilii badawcze spojrzenia. Ona siedziała z tyłu, patrzyła przez szybę na mijane pola i domy, i milczała. W głowie układała rozmowę, którą musiała przeprowadzić z sąsiadem.
Pamiętała, że na sąsiedniej działce mieszka pan Robert, były śledczy. Rok wcześniej częstował ją jabłkami i mimochodem wspomniał, że przepracował w służbach trzydzieści lat. Jeśli ktokolwiek mógł podpowiedzieć jej, co robić, to właśnie on.
Gdy samochód zatrzymał się pod domkiem, Emilia wysiadła pierwsza. Mateusz z Danutą zajęli się wyciąganiem rzeczy z bagażnika, a ona powiedziała, że musi rozprostować nogi, po czym ruszyła w stronę sąsiedniego ogrodzenia. Pan Robert akurat podwiązywał krzak porzeczki.
— Dzień dobry! — zawołała. — Przywiozłam coś słodkiego do herbaty.
Starszy mężczyzna wyprostował plecy, poprawił okulary i uśmiechnął się z rozpoznaniem.
— Emilia, sąsiadko. Dawno pani nie widziałem. Jak się pani trzyma?
— Szczerze mówiąc, kiepsko — odpowiedziała cicho. — Panie Robercie, mogę prosić pana o radę? Mam poważny problem.
