„Paulinko, tęskniłem” — Emilia zamarła, podsłuchując męża przez drzwi

Podłe kłamstwa rozbijają kruche wspomnienia.
Opowieści

Emilia z zawziętością upychała w torbie słoiki z przetworami. Kuchnia wyglądała jak prowizoryczny punkt przeładunkowy: na stole piętrzyły się reklamówki, termos, podręczna apteczka i kilka drobiazgów, które miały się przydać na działce. Mateusz opierał się o framugę, z rękami skrzyżowanymi na piersi, i obserwował żonę z irytacją, której nawet nie próbował dobrze ukryć.

— Znowu ta harówka — syknął przez zęby. — Normalni ludzie jadą nad morze, a ja mam jak jakiś skazaniec podlewać grządki i dokarmiać komary.

Emilia nic nie odpowiedziała. Zdążyła już przywyknąć do tego, że każdą wyprawę na działkę mąż traktował jak osobistą zniewagę. Dawniej tłumaczyła się, przekonywała, próbowała łagodzić atmosferę. Teraz po prostu milczała.

Do kuchni wpłynęła Danuta, jej teściowa. Omiótłszy wzrokiem torbę, zacisnęła usta i bez pytania wyciągnęła ze środka słoiczek kawy rozpuszczalnej.

— A to po co? Na działce jest świeże powietrze, natura, a ty truciznę ze sobą wleczesz. Włożyłam ci mieszankę ziół, z miętą i lebiodką. Dobra na cerę i na nerwy. Mateuszku, no powiedz jej coś.

— Mamo, daj spokój — mruknął Mateusz. — Niech robi, co chce.

Emilia jednak zauważyła, jak zerknął na telefon leżący na parapecie. Komórka zawibrowała, ekran rozbłysnął. Mateusz chwycił aparat niemal natychmiast i wyszedł do korytarza, szczelnie przymykając za sobą drzwi.

Coś w Emilii drgnęło. Od kilku tygodni mąż zachowywał się dziwnie: wracał później, chował telefon, a poprzedniego dnia przypadkiem znalazła w jego kieszeni paragon z drogiej restauracji, choć zapewniał, że siedział na naradzie. Udała, że poprawia torby, po czym bezszelestnie zbliżyła się do drzwi.

Przez cienką płycinę dobiegł ją jego głos — miękki, czuły, niemal gruchający, zupełnie niepodobny do tonu, jakim zwykle zwracał się do niej.

— Paulinko, tęskniłem. W weekend przyjadę. Domek będzie całkiem do naszej dyspozycji, matka pomoże. Papiery są prawie gotowe, nie martw się. Wszystko przepiszemy. A z tą… coś wymyślimy. Ona nawet niczego się nie domyśla.

Emilii zrobiło się tak, jakby nagle zapadła się pod nią podłoga. Odsunęła się od drzwi i na nogach jak z waty wróciła do stołu. Serce waliło jej tak mocno, że puls czuła aż w uszach. Po minucie Mateusz znów pojawił się w kuchni, z półuśmiechem błąkającym się w kąciku ust.

— Z pracy dzwonili. Jakieś problemy ze sprawozdaniami — rzucił od niechcenia.

— Rozumiem — odparła cicho Emilia i zaczęła składać ręczniki, choć dłonie wyraźnie jej drżały.

Tej nocy nie zmrużyła oka. W głowie wciąż odtwarzały się urywki podsłuchanej rozmowy: „Paulinko”, „przepiszemy”, „coś wymyślimy”. A więc kochanka. A więc za jej plecami szykowano jakąś machinację z działką. I teściowa była wtajemniczona, a nawet pomagała. Emilia zacisnęła pięści. Uznali ją za nikogo, za rzecz do przesunięcia z miejsca na miejsce, za zbędny balast. Dobrze. Jeszcze się okaże, kto będzie się śmiał ostatni.

Rano, ledwie weszła do kuchni, Danuta natychmiast się do niej przyczepiła.

— Emilko, jaka ty dziś blada. Źle spałaś? A ja jakbym przeczuwała, zaparzyłam ci mięty. Wypij, to ci wszystkie głupoty z głowy wywieje.

Podała jej filiżankę z mętnym naparem. Emilia odsunęła ją spokojnie.

— Dziękuję, herbatę wypiję później.

— Jakie później? Teraz pij. O zdrowiu powinnaś myśleć, ty przecież nawet jeszcze porządnie rodzić nie próbowałaś. A przy takim podejściu to i nie spróbujesz. Mateuszek wraca zmęczony, potrzebuje spokoju, a ty ciągle gdzieś latasz po swoich sprawach. Wczorajsza kolacja znowu była przesolona. Dobra żona dba o męża, a nie skacze nie wiadomo gdzie.

W tej chwili do kuchni wszedł Mateusz. Danuta spojrzała na niego wymownie.

— Mateuszku, popatrz tylko na nią. Tę swoją paskudną kawę pije litrami, a potem narzeka na serce. Choć raz mogłaby pomyśleć o rodzinie.

— Mamo, już wystarczy — ziewnął Mateusz. — Emilia się stara, widzę przecież.

— Stara się? Nie rozśmieszaj mnie. U takich jak ona starania są tylko na pokaz. Prawdziwa kobieta robi swoje po cichu i patrzy, czego mężowi potrzeba.

Emilia mocno zacisnęła zęby. Teściowa najwyraźniej badała grunt, sprawdzała, ile upokorzeń synowa zdoła jeszcze przełknąć. Ale w jej oczach kryło się coś więcej: chłód, wyrachowanie, pewność siebie. Wiedziała. Bez wątpienia znała plany syna i z przyjemnością czekała na finał.

Kiedy Mateusz poszedł pod prysznic, Emilia sięgnęła po swój telefon i wybrała numer Agaty. Agata pracowała w tej samej firmie co Mateusz, w dziale księgowości, i właśnie ona mogła stać się pierwszą osobą, która pomoże Emilii zrozumieć, co naprawdę dzieje się za jej plecami.

Blaskot