Po mniej więcej tygodniu atmosfera zaczęła się jednak wyraźnie zmieniać. Krystyna Nowickiówna poczuła się w mieszkaniu tak swobodnie, jakby od dawna była u siebie, i uznała, że najwyższa pora zaprowadzić porządek. Natalia wracała właśnie z kuchni z kubkiem kawy, gdy zatrzymała się w progu salonu. Na półkach wszystkie jej książki stały inaczej niż dotąd.
— Krystyno Nowickiówno, po co pani to zrobiła? — zapytała, stojąc na środku pokoju z kubkiem w dłoniach.
— Jak to po co? Sprzątam — odparła teściowa, ścierając kurz z deski regału. — Przecież tu panował kompletny bałagan. Książki każda w inną stronę, bez ładu i składu. Ustawiłam według rozmiaru, od razu wygląda porządniej.
— Tylko że mnie było wygodnie tak, jak stały wcześniej…
— Wygodnie! — prychnęła Krystyna Nowickiówna. — Wy, młodzi, w ogóle nie macie pojęcia, co to znaczy porządek. Do kuchni też zajrzałam. Garnki poupychane byle jak, kasze i płatki porozsypywane po jakichś słoikach… Tam też wszystko trzeba będzie poukładać od nowa.
Natalia zacisnęła usta, ale nie odpowiedziała. Nie miała ochoty wszczynać awantury, a o książki, choć ją to zabolało, nie zamierzała robić sceny. Wróciła do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
Z każdym kolejnym dniem Krystyna Nowickiówna pozwalała sobie na coraz więcej. Wtrącała się do gotowania, krytykowała sposób, w jaki Natalia robi zupę, narzekała, że w mieszkaniu nie jest wystarczająco czysto, że pranie powinno się nastawiać częściej, a naczynia zmywać zupełnie inaczej. Kiedy Natalia próbowała skarżyć się Pawłowi, ten tylko machał ręką i powtarzał, że matka chce dobrze, więc nie warto brać wszystkiego do siebie.
W środę rano Natalia siedziała przy komputerze i dopracowywała projekt strony sprzedażowej dla dużego klienta. Termin oddania wypadał za dwa dni, a pracy nadal było mnóstwo. W pełnym skupieniu przesuwała elementy na ekranie, poprawiając układ, gdy nagle drzwi otworzyły się z impetem i do pokoju weszła Krystyna Nowickiówna.
— Natalio Michalskiówno, naprawdę nie masz nic pożyteczniejszego do roboty? — stanęła w progu z rękami opartymi na biodrach. — Idź do sklepu. Na obiad trzeba dokupić parę rzeczy. Ziemniaki się skończyły, cebuli nie ma, marchew też potrzebna.
Natalia odwróciła się na krześle.
— Krystyno Nowickiówno, ja teraz pracuję. Za pół godziny mam rozmowę z klientem.
— Pracujesz! — teściowa lekceważąco machnęła dłonią. — Siedzisz w internecie i przesuwasz obrazki. To ma być praca? Ja w twoim wieku harowałam w zakładzie, wtedy człowiek wiedział, co to robota.
— To jest mój zawód i dzięki temu zarabiam pieniądze. W tej chwili nie mogę iść na zakupy.
— Nie możesz? A kto ma pójść? Może ja mam biegać po schodach w moim wieku? Plecy mnie bolą!
Natalia nabrała powietrza, powstrzymując ostrą odpowiedź.
— Porozmawiajmy o tym później. O drugiej skończę ten etap i wtedy wyjdę do sklepu.
Krystyna Nowickiówna mruknęła coś pod nosem, wyraźnie niezadowolona, po czym odwróciła się gwałtownie i wyszła, trzaskając drzwiami.
Następnego dnia sytuacja powtórzyła się niemal identycznie. Natalia analizowała właśnie specyfikację techniczną od nowego klienta, kiedy teściowa ponownie wtargnęła do pokoju bez pukania.
— Natalio, chodź natychmiast pomóc mi przy sprzątaniu! Sama nie dam rady, to mieszkanie jest ogromne!
— Jestem w środku godzin pracy — odpowiedziała Natalia, nawet się nie odwracając, z oczami wbitymi w monitor.
— No właśnie o tym mówię. Siedzenie bez sensu! Jesteś w domu, a pożytku z ciebie żadnego. Wstawaj i pomóż.
— Ja. Pracuję — wycedziła Natalia przez zęby.
— Praca! Prawdziwa kobieta prowadzi dom, a nie gapi się całymi dniami w komputer!
Tym razem Natalia nie wytrzymała.
— Krystyno Nowickiówno, dość tego wchodzenia do mojego pokoju bez pukania! To jest moja przestrzeń i moje miejsce pracy. Zarabiam tu pieniądze, dzięki którym, między innymi, pani może teraz u nas mieszkać.
Teściowa natychmiast przybrała urażoną minę i wyszła, ciężko tupiąc. Wieczorem, gdy Paweł wrócił z biura, poskarżyła się synowi, że synowa ją obraziła. Paweł przyszedł porozmawiać z Natalią, ale rozmowa szybko utknęła w martwym punkcie.
— Natalio, dlaczego byłaś taka niemiła dla mamy? To starsza osoba.
— Pawle, ona ciągle wybija mnie z rytmu. Mam terminy, klientów i konkretną odpowiedzialność.
— I co z tego? Nie możesz jej pomóc chociaż przez pięć minut?
— Pięć minut? Ona po dziesięć razy dziennie wyrywa mnie z pracy!
