„Muszę się dowiedzieć, komu w tym domu przeszkadzam” wyszeptał, prosząc lekarza, by udawał, że wciąż nie słyszy

To okropne, że miłość bywa tak niepewna.
Opowieści

Wyszedł na korytarz, celowo wzdychając ciężej, niż wymagała tego sytuacja.

— Na razie słuch jest bardzo osłabiony — oznajmił Agnieszce Nowickiównie takim tonem, by Jakub Zając, pozostawiony w gabinecie przy uchylonych drzwiach, bez trudu wychwycił każde słowo. — Może nie reagować na szept. Prawdopodobnie dotrze do niego jedynie wyraźna, głośniejsza mowa. Proszę przygotować się na długą rehabilitację.

Kobieta przymknęła powieki, jakby nagle zabrakło jej sił, po czym opadła na krzesło.

— Rozumiem — wyszeptała.

I wtedy wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, niż Jakub sobie wyobrażał.

— Jestem okropną matką, prawda? — wyrwało jej się nagle, a głos zaczął jej drżeć. — Zawaliłam wszystko. Powinnam była wcześniej zauważyć, że dzieje się coś złego. Godzinami siedział w słuchawkach, a ja tłumaczyłam sobie, że to zwykłe młodzieńcze wygłupy. A teraz… teraz może nawet mojego głosu już nie słyszy.

— Proszę się nie obwiniać — odparł lekarz spokojnie. — Choroby przychodzą niezależnie od naszej woli.

— Dlaczego akurat on? — Agnieszka zakryła twarz dłońmi. — Pan nie ma pojęcia, jak bardzo żył muzyką. Marzył, że zostanie realizatorem dźwięku. Wieczorami siadał przy starym laptopie, sklejał różne brzmienia, nagrywał mi na telefon swoje „arcydzieła”. A ja się śmiałam… Myślałam, że mu przejdzie. Teraz błagam w myślach, żeby to „na razie” naprawdę jeszcze trwało. Żeby zdążył usłyszeć, jak mówię mu, że jestem z niego dumna.

Za drzwiami Jakub przywarł do ściany i zacisnął palce na krawędzi leżanki. Serce podeszło mu aż do gardła. Nie takiej skargi się spodziewał. Był pewien, że padną słowa: „mam go dość”, „to mnie przerasta”, „opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem jest zbyt ciężka”. Tymczasem słyszał własne marzenie wypowiedziane głośno ustami matki.

— Mówi mu pani o tym? — spytał lekarz łagodnie.

— Nie — przyznała cicho Agnieszka. — Wciąż boję się, że go przestraszę. Że jeśli pokażę mu, jak bardzo się boję, uzna siebie za ciężar. W domu więc udaję spokój.

Blaskot