Syn nachylił się ku lekarzowi i wyszeptał:
— Panie doktorze, proszę jej nie mówić, że słyszę już wszystko. Muszę się dowiedzieć, komu w tym domu przeszkadzam.
Lekarz na moment zamilkł. Spojrzał najpierw na bladego nastolatka leżącego na kozetce, a potem na kobietę stojącą przy drzwiach, która nerwowo obracała w palcach pasek od torebki.
— To jego matka — podpowiedziała bezgłośnie pielęgniarka, poruszając tylko ustami.
Jednak kiedy lekarz ponownie napotkał wzrok chłopca, zrozumiał, że nie chodzi wyłącznie o problem ze słuchem.

Chłopiec nazywał się Jakub Zając, miał czternaście lat i dwa tygodnie wcześniej przeszedł ciężkie zapalenie mózgu. Lekarze uprzedzali jego matkę, że mogą pojawić się powikłania, w tym nawet częściowa lub całkowita utrata słuchu. Od tamtej pory Agnieszka Nowickiówna powtarzała wszystkim dookoła:
— On prawie nic nie słyszy. Mówcie głośniej.
Jakub Zając zwykle milczał, patrzył przez okno i udawał, że nie docierają do niego półszeptem wypowiadane słowa za jego plecami.
Tego dnia matka przyprowadziła go na kontrolę. Usiadła ciężko na krześle, wyraźnie zmęczona, a lekarz poprosił chłopca do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie miało odbyć się badanie słuchu. Gdy pielęgniarka szykowała aparaturę, Jakub Zając przysunął się do lekarza i powiedział niemal bezgłośnie:
— Panie doktorze, proszę udawać, że nadal słabo słyszę. Proszę. Ja… po prostu chcę wiedzieć.
— Co dokładnie? — zapytał lekarz równie cicho.
Chłopiec przełknął ślinę.
— Czy mama naprawdę mnie kocha, czy opiekuje się mną tylko z litości. W domu, kiedy jest przekonana, że jej nie słyszę, mówi zupełnie inaczej.
Lekarz poczuł bolesny ucisk gdzieś pod żebrami. Jakub Zając jednak mówił dalej:
— Kiedy pan stąd wyjdzie, proszę powiedzieć jej, że wciąż źle słyszę. Chcę usłyszeć, co powie o mnie wtedy, gdy uzna, że nic do mnie nie dociera. Tylko… proszę tak na mnie nie patrzeć. Dam radę.
Wynik badania był jednoznaczny: słuch Jakuba Zająca wrócił niemal całkowicie. Mimo to lekarz, łamiąc zawodowe zasady, skinął chłopcu głową i skierował się ku drzwiom.
