„Ty chyba ze mnie drwisz?! Haruję na dwóch etatach, a mimo to mam jeszcze utrzymywać twoich pasożytów!” — wybuchłam

Bezdusznie niesprawiedliwe życie odbiera im nadzieję.
Opowieści

Michał siedział w fotelu, wpatrzony w ekran telewizora, choć było jasne, że niczego nie oglądał. Katarzyna sprzątała ze stołu po kolacji, starając się nie patrzeć w jego stronę.

W końcu nie wytrzymał.

— Musiałaś robić to przy mojej matce? — zapytał cicho, ale w jego głosie pobrzmiewał wyrzut.

Katarzyna odstawiła talerz do zlewu i odwróciła się powoli.

— A twoja matka musiała wtrącać się w nasze życie?

Michał westchnął ciężko.

— Kasiu, ja rozumiem, że jesteś zmęczona. Naprawdę rozumiem. Ale nie można tak…

— Czego nie można? — przerwała mu. — Mówić prawdy? Michał, ja już nie daję rady. Co miesiąc to samo. Raz czegoś potrzebuje twoja matka, innym razem Aleksandra. Ciągle ktoś wyciąga rękę po pieniądze.

Michał podniósł się z fotela i podszedł do niej.

— To tylko przejściowe. Znajdę w końcu normalną pracę…

— Kiedy? — spytała natychmiast. — Kiedy dokładnie znajdziesz tę swoją „normalną” pracę? I jak długo ją utrzymasz? Miesiąc? Dwa?

W jego oczach błysnęła uraza.

— Czyli ty już w ogóle we mnie nie wierzysz?

Katarzyna opadła na krzesło, jakby nagle zabrakło jej sił.

— Jestem zmęczona, Michał. Zmęczona wiarą. Zmęczona czekaniem. Zmęczona tym, że wszystko dźwigam sama.

Tej nocy nie mogła zasnąć. Leżała nieruchomo, patrzyła w sufit i po raz pierwszy od dawna pozwoliła sobie naprawdę pomyśleć o własnym życiu. Miała trzydzieści dwa lata. Siedem z nich spędziła w małżeństwie. I co dalej? Kolejne siedem lat harówki za dwoje? A właściwie za troje, jeśli doliczyć wieczne „pożyczki” dla rodziny Michała?

Rano obudziła się z jasną decyzją. Podczas śniadania spojrzała na męża i powiedziała spokojnie:

— Michał, musimy poważnie porozmawiać.

Zerknął na nią podejrzliwie znad kubka.

— O czym?

— O pieniądzach. O twojej rodzinie. I o nas.

Wyjęła kartkę, którą przygotowała poprzedniego wieczoru. Spisała na niej wszystkie kwoty, jakie przez ostatnie lata odpływały z ich domu do jego krewnych.

— Popatrz. W ciągu dwóch lat twoja matka „pożyczyła” od nas około tysiąca trzystu złotych. Aleksandra — prawie dwa tysiące. Razem wychodzi ponad trzy tysiące trzysta złotych. Ponad trzy tysiące, Michał. Dla nas to nie są drobne.

Michał wziął kartkę do ręki. Im dłużej czytał, tym bardziej pochmurniała mu twarz.

— Skąd ty to wzięłaś?

— Prowadzę zapiski. Od dawna. Każdą złotówkę wpisuję. A wiesz, ile z tego wróciło? Nic. Ani grosz.

— Kasiu, ale rodzina czasem naprawdę ma trudną sytuację…

— Każdy ją czasem ma! — powiedziała ostrzej. — Tylko dlaczego ja mam płacić za ich problemy? Dlaczego moi rodzice, kiedy czegoś potrzebują, trzy razy zastanowią się, zanim zadzwonią, a twoi zachowują się tak, jakby nasze pieniądze po prostu im się należały?

Michał milczał. Katarzyna wykorzystała tę ciszę.

— Podjęłam decyzję. Od dziś ani złotówki dla twoich krewnych. Jeśli jeszcze raz weźmiesz pieniądze z naszego budżetu bez mojej zgody, składam pozew o rozwód.

Mąż pobladł.

— Ty… ty sobie żartujesz?

— Nigdy nie mówiłam bardziej serio. Kocham cię, Michał. Ale nie będę już dojną krową dla twojej rodziny.

Michał gwałtownie odsunął krzesło i zerwał się od stołu.

— To ma być ultimatum?

— Nazwij to, jak chcesz. Ja po prostu dłużej tego nie zniosę.

Wypadł z kuchni, a po chwili trzasnęły drzwi wejściowe. Katarzyna została sama przy stole. Za oknem właśnie zaczął padać deszcz, drobny i zimny, jakby idealnie pasował do tego poranka.

Po godzinie zadzwoniła Aleksandra Stępieńówna. Katarzyna spojrzała na wyświetlacz i nie odebrała. Chwilę później telefonowała Halina Białekówna. Ten telefon również został bez odpowiedzi.

Wieczorem Michał wrócił do domu. Był wściekły i pijany.

— Zadowolona jesteś? — rzucił od progu. — Osiągnęłaś, co chciałaś? Matka w szpitalu, siostra dostała histerii!

— To ich sprawa — odpowiedziała Katarzyna zaskakująco spokojnie.

— Ty… ty jesteś po prostu egoistką!

— Być może. Ale egoistką, która ma prawo decydować o własnych pieniądzach.

Michał zrobił krok w jej stronę, a Katarzyna poczuła od niego ostry zapach alkoholu.

Blaskot