„Zostań w domu, zajmij się sobą i naszym życiem” — Tomasz nalegał, by porzuciła pracę i poświęciła się domowi

Smutna samotność w luksusie wydaje się zdradliwa.
Opowieści

— Jakieś osiem, może dziewięć tysięcy złotych. Starczy ci na pokój do wynajęcia przez pół roku.

Katarzyna Adamczykówna zacisnęła dłonie tak mocno, że pobielały jej knykcie.

— Ty mówisz poważnie?

— Najzupełniej — odparł spokojnie. — Dlatego radzę ci dobrze się zastanowić. Może ten rozwód wcale nie jest potrzebny? Możemy przecież dalej funkcjonować tak jak teraz. Ja nie wchodzę ci w drogę, ty nie wchodzisz mnie.

— Czyli według ciebie mam udawać, że nie widzę twoich zdrad, znosić twoją obojętność i siedzieć cicho?

— Jakich zdrad? — uniósł brwi z przesadnym zdziwieniem. — Wkręcasz sobie jakieś chore historie.

Jednak w jego spojrzeniu na moment błysnęła drwina. Nawet nie próbował się naprawdę maskować.

— Przemyśl to — rzucił Tomasz Nowakowski, podnosząc się z miejsca. — Masz tydzień. Jeśli zdecydujesz się na rozwód, sama będziesz sobie winna. Wylądujesz na bruku.

Zniknął za drzwiami swojego pokoju, a Katarzyna Adamczykówna została w salonie, zupełnie oszołomiona.

Co miała zrobić? Czy naprawdę mógł ją zostawić z pustymi rękami? Czy piętnaście lat małżeństwa, jej praca, wyrzeczenia i pomoc przy rozkręcaniu firmy nagle miały nie mieć żadnej wartości?

Następnego dnia zadzwoniła do Karoliny Głowackiówny, przyjaciółki jeszcze z czasów szkoły. Karolina pracowała jako prawniczka w dużej spółce i od lat zajmowała się sprawami rodzinnymi.

— Karolina, potrzebuję pomocy. I to natychmiast.

Umówiły się w kawiarni. Katarzyna Adamczykówna opowiedziała jej wszystko od początku: groźby Tomasza Nowakowskiego, jego pewność siebie, słowa o tym, że po rozwodzie nie dostanie niczego poza jałmużną.

Karolina Głowackiówna słuchała uważnie, co jakiś czas zapisując coś w notesie.

— Kasiu, on blefuje — powiedziała w końcu. — Przynajmniej częściowo.

— Co to znaczy: częściowo?

— Owszem, majątek jest formalnie zapisany na niego. Ale przez piętnaście lat byłaś jego żoną. Zgodnie z prawem masz prawo do połowy tego, co zostało nabyte w trakcie małżeństwa. Mieszkanie, dom, samochody, firma — to wszystko podlega podziałowi.

— On twierdzi, że jego adwokat udowodni, że tylko on wnosił wkład.

— Nie udowodni, jeśli dobrze to przygotujemy. Przecież w pierwszych latach pracowałaś, pomagałaś mu w interesach, prowadziłaś księgowość. Masz na to jakiekolwiek dowody?

Katarzyna Adamczykówna zamyśliła się.

— Nie wiem. Może gdzieś zostały stare dokumenty, korespondencja, jakieś pliki…

— Szukaj wszystkiego — poleciła Karolina. — Umów, rachunków, potwierdzeń przelewów, maili. Każdego śladu, który pokaże, że brałaś udział w budowaniu tego majątku.

— A później?

Na twarzy Karoliny pojawił się chytry uśmiech.

— Później zrobimy twojemu mężowi niespodziankę. On jest przekonany, że się przestraszysz i zrezygnujesz z rozwodu. A ty się zgodzisz. Bez płaczu, bez scen, zupełnie spokojnie. I złożysz pozew o podział majątku, porządnie przygotowany, z kompletem dowodów.

— I co wtedy może dostać?

— Według podstawowej zasady połowę. Ale są też możliwości, żeby walczyć o więcej. Jeśli wykażemy, że poświęciłaś własną karierę dla jego firmy i włożyłaś ogromny wysiłek w dom oraz rodzinę, sąd może przyznać ci nawet sześćdziesiąt procent.

Katarzyna Adamczykówna poczuła, jak zamiast strachu pojawia się w niej energia.

— Spróbujmy.

Przez kolejny tydzień przewracała do góry nogami stare segregatory, dyski, skrzynki mailowe i zapomniane foldery. Szukała po nocach, gdy Tomasz Nowakowski był u siebie albo znikał z domu. I znalazła więcej, niż się spodziewała.

Były tam kopie umów z pierwszymi dostawcami, przygotowywane przez nią i opatrzone jej podpisem. Była korespondencja z klientami, którą prowadziła w początkowym okresie działalności. Były też wyciągi z jej dawnego konta, pokazujące, że przez pięć lat przelewała Tomaszowi Nowakowskiemu całe swoje wynagrodzenie na rozwój sklepów.

Oprócz tego natrafiła na dziwne wydatki z jego kart kredytowych: restauracje, hotele, kosztowne prezenty. Kwoty jasno wskazywały, że nie były to zakupy przeznaczone dla żony.

Blaskot