Wszystkie znalezione materiały Katarzyna Adamczykówna uporządkowała i włożyła do jednej teczki. Następnego dnia zaniosła ją Karolinie Głowackiównie.
— Świetnie — oceniła przyjaciółka, przeglądając dokumenty. — To wystarczy. Teraz możemy przejść do działania.
Minął dokładnie tydzień. Tak jak zapowiadał, Tomasz Nowakowski ponownie wrócił do tematu rozwodu.
— I co? Przemyślałaś? — zapytał.
Katarzyna siedziała na kanapie. Była opanowana, niemal obojętna.
— Tak. Rozwiedźmy się.
Tomasz wyraźnie się tego nie spodziewał. Na chwilę znieruchomiał.
— Mówisz poważnie?
— Całkowicie. Składaj pozew. Nie będę robiła problemów.
— Zdajesz sobie sprawę, że zostaniesz z niczym?
Katarzyna tylko lekko się uśmiechnęła.
— Zobaczymy.
Ten uśmiech go zaniepokoił. Coś w nim nie pasowało do kobiety, którą uważał za złamaną i zastraszoną. Nie okazał jednak niepewności.
— Dobrze. Jak chcesz. Jutro wszystko załatwię.
Nazajutrz rzeczywiście złożył dokumenty. Po miesiącu rozwód został formalnie orzeczony.
Tomasz był przekonany, że wygrał. Czuł się wolny. Wreszcie mógł bez ukrywania się zamieszkać z Amelią Kaczmarekówną, młodą menedżerką z jednego ze swoich sklepów, z którą od dwóch lat miał romans.
Katarzyna wyprowadziła się z mieszkania i wynajęła niewielką kawalerkę. Tomasz uznał, że sprawa została zamknięta.
Tydzień później otrzymał jednak wezwanie do sądu. Był to pozew o podział majątku wspólnego. Powódka: Katarzyna Adamczykówna.
Przeczytał pismo i poczuł, jak lodowacieją mu dłonie.
Katarzyna domagała się połowy wszystkiego: mieszkania wartego około 258 000 zł, domu wycenionego na mniej więcej 430 000 zł, dwóch samochodów o łącznej wartości około 129 000 zł. Najważniejszy był jednak biznes — siedem sklepów oszacowanych na blisko 1 720 000 zł.
Łącznie żądała około 1 268 500 zł.
— Ona kompletnie zwariowała — wymamrotał Tomasz.
Natychmiast zadzwonił do swojego prawnika.
— Panie Krzysztofie, była żona złożyła pozew o podział majątku. Chce prawie milion trzysta tysięcy złotych. Przecież to absurd.
Krzysztof Jabłoński zapoznał się z dokumentami i nie brzmiał już tak pewnie, jak Tomasz by sobie życzył.
— Panie Tomaszu, obawiam się, że to wcale nie jest absurd. Ona ma podstawy. Przedstawiła dowody swojego udziału w rozwijaniu firmy: umowy, korespondencję, przelewy. Sąd może uznać jej roszczenia.
— Ale wszystko jest zapisane na mnie!
— Owszem. Tyle że zostało nabyte w trakcie małżeństwa. Zgodnie z prawem podlega podziałowi. Ostrzegałem pana wtedy, że warto podpisać intercyzę. Nie posłuchał mnie pan.
Tomasz, wściekły, cisnął telefonem o kanapę.
Proces ruszył niedługo potem. Interesy Katarzyny reprezentowała Karolina Głowackiówna — i robiła to znakomicie.
Przedstawiła komplet dokumentów. Wykazała, że Katarzyna nie tylko przekazywała pieniądze na rozwój firmy, lecz także prowadziła rozliczenia, przygotowywała umowy i zajmowała się sprawami organizacyjnymi. Udowodniła również, że poświęciła własną karierę dla rodziny, bo to mąż nalegał, by porzuciła pracę.
Karolina pokazała także dowody zdrad Tomasza: wyciągi z kart, zdjęcia z mediów społecznościowych, fotografie z restauracji i hoteli, na których występował razem z Amelią Kaczmarekówną.
— Moja klientka była lojalna wobec małżeństwa, wspierała męża i wkładała własne siły oraz środki w rodzinę — mówiła Karolina przed sądem. — Tymczasem pozwany przeznaczał wspólne pieniądze na kochankę. Ten fakt również powinien zostać uwzględniony.
Sędzia słuchała uważnie.
Tomasz siedział blady. Jego adwokat próbował protestować, lecz przedstawione dowody były zbyt mocne, by łatwo je podważyć.
Po dwóch miesiącach zapadło orzeczenie.
Katarzynie przyznano sześćdziesiąt procent majątku wspólnego, czyli około 1 522 200 zł. Tomasz miał wypłacić jej tę kwotę w ciągu sześciu miesięcy.
