— I właśnie przed chwilą obraziłaś moją żonę, nazywając ją „kwoką”, a do tego zaczęłaś grzebać w jej bieliźnie. Ubieraj się. Wychodzisz.
Wtedy rozpętała się prawdziwa furia. Barbara zawyła tak, jakby ktoś ją zranił do żywego, i zamachnęła się na niego torebką.
— Niewdzięczniku! Wychowałam cię! To ona cię omamiła! Ona zrobiła ci pranie mózgu!
Michał nie odpowiedział ani słowem. Złapał matkę pewnym ruchem za łokieć i ramię, po czym odwrócił ją w stronę drzwi. Nie było w tym brutalności dla samej brutalności. Była za to twarda, bezdyskusyjna stanowczość, której nie dało się przełamać. Barbara szarpała się, kopała, wykrzykiwała urwane oskarżenia o truciznę, uroki i jakieś chore spiski, a jej obcasy zgrzytały po panelach.
Katarzyna stała z dłonią przyciśniętą do ust i patrzyła, jak jej mąż — jej łagodny, pogodny Michał — bez wahania wyrzuca z ich mieszkania osobę, którą tak wielu ludzi uważa za nietykalną świętość: własną matkę. Był opanowany. Dokładny. Nieustępliwy.
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, odcinając histeryczny wrzask w pół słowa. W mieszkaniu zapadła cisza tak głęboka, że aż ogłuszająca. Miało się wrażenie, że ten brak dźwięku dzwoni w uszach.
Michał odwrócił się powoli. Oddychał ciężko, a ręka, którą przed chwilą trzymał matkę, drżała mu lekko. Wpatrywał się w Katarzynę, jakby próbował wyczytać z jej twarzy potępienie albo strach.
— Jak się czujesz? — wydusił.
Cała złość, cały ten chłodny metal w jego głosie zniknęły. Zostało tylko zmęczenie i lęk.
Katarzyna podeszła do niego. Nie rzuciła mu się od razu na szyję, po prostu zrobiła kilka kroków. Spojrzała w znajome oczy, teraz nagle tak bezbronne, i serce, które jeszcze chwilę wcześniej waliło jej z gniewu oraz przerażenia, napełniło się czymś ciepłym, cichym i niemal absurdalnie radosnym. O mało się nie roześmiała.
— Dobrze — powiedziała miękko, kładąc mu dłoń na piersi i czując pod palcami szaleńczy rytm jego serca.
Potem objęła go mocno, wtuliła twarz w jego szyję i dodała szeptem, w którym pobrzmiewały jednocześnie łzy i śmiech:
— Dziękuję, bohaterze. Teraz to już naprawdę jest nasz dom.
