Zanim będziemy musieli zrobić to za ciebie naprawdę. I wbij sobie do głowy raz na zawsze: w tej rodzinie to ja jestem najważniejsza. Ja tu stoję na czele. I wszystko będzie tak, jak ja postanowię.
Barbara wyciągnęła rękę i dźgnęła Katarzynę palcem prosto w pierś.
— A ta twoja klitka… — prychnęła z pogardą. — To co najwyżej opłata za wstęp do naszego nazwiska. Za to, że cię, taką… w ogóle przyjęto. Więc nie wierzgaj. Naucz się swojego miejsca, kwoko! — wrzasnęła teściowa.
Katarzyna cofnęła się gwałtownie, jakby naprawdę dostała w twarz. W gardle ścisnął ją twardy, duszący supeł: wstyd, furia i upokorzenie zlały się w jedno.
I właśnie wtedy w progu pojawił się Michał.
Stał oparty ramieniem o futrynę, a z jego twarzy nie dało się niczego wyczytać. Tylko oczy miał dziwne — ciemne, nieruchome, płaskie jak u szczupaka, który pod powierzchnią wody wypatrzył ofiarę.
Słyszał. Wszystko.
— Mamo — odezwał się cicho, niemal łagodnie, i przez tę łagodność zrobiło się jeszcze groźniej. — Czy ciebie już kompletnie odcięło? Wiosenne przesilenie, czy może sopel spadł ci na głowę z szóstego piętra? Co ty, do cholery, wygadujesz?
Barbara parsknęła, biorąc jego ton za początek porozumienia.
— Synku! No właśnie! Wytłumacz jej, jak tu wyglądają zasady! Ja tylko mówię prawdę prosto w oczy! Ty jesteś gospodarzem! Ja jestem głową rodziny! Mieszkanie jest teraz nasze, rodzinne! A ta… — machnęła lekceważąco w stronę Katarzyny — niech zamknie ten rybi pysk i przestanie się panoszyć!
Michał powoli oderwał się od futryny. Nie podniósł głosu. Przeciwnie — ściszył go do chrapliwego, niebezpiecznego szeptu.
— Dość, mamo. Koniec przedstawienia. Przekroczyłaś wszystkie granice, jakie istniały, i jeszcze kilka takich, których nawet nie powinno się dotykać. Masz poważny problem z rzeczywistością. Teraz bez słowa się ubierasz i wychodzisz. Sama albo na moich plecach — wybór należy do ciebie. A jeśli powiesz jeszcze jedno słowo, dzwonię po karetkę, niech przyjadą z zastrzykiem dla agresywnych. Nie żartuję.
Matka zamarła.
— Michał?! Ja jestem twoją matką! Twoją krwią! A ty przez tę…
— Tak, jesteś moją matką — przerwał jej, a w jego głosie po raz pierwszy zadźwięczała stal.
