„„Sądzę, że powinniśmy się rozstać” — powiedział Tomasz stojąc tyłem do okna, ona odpowiedziała zaskakującym spokojem

Bezlitosne milczenie przeczyło niby rozsądnym racjom.
Opowieści

— Twoja mama sprzedała swój pokój w starej kamienicy i wręczyła mi pieniądze, mówiąc: „To na twoją przyszłość”. Pamiętasz? — Katarzyna mówiła spokojnie. — I rzeczywiście tak się stało. To były środki na naszą wspólną przyszłość.

Tomasz zamilkł, jakby nagle zabrakło mu argumentów.

— Dokumenty jednak podpisaliśmy na mnie — ciągnęła. — W tamtym czasie nie miałeś stałego zatrudnienia, wciąż „szukałeś siebie”. Bank wymagał zaświadczeń o dochodach do kredytu, a tylko ja mogłam je przedstawić. Teraz już sobie przypominasz?

— Ale przecież… umawialiśmy się inaczej… — wyjąkał.

— Ustaliliśmy, że to będzie nasze. I takie było. Do chwili, gdy sam postanowiłeś wszystko podzielić.

Katarzyna wróciła na krzesło i sięgnęła po filiżankę. Napój zdążył wystygnąć, lecz mimo to upiła łyk.

— Wiesz, chyba masz rację — powiedziała po chwili. — Skoro oboje dusimy się w tym układzie, powinniśmy się rozstać.

— Naprawdę? — Ożywił się, choć w spojrzeniu przemknął cień niepokoju.

— Tak. A skoro marzy ci się nowy początek, zróbmy to uczciwie. Ja zostaję tutaj, bo mieszkanie formalnie należy do mnie. Ty poszukasz czegoś dla siebie. Na własny rachunek.

— Kasia, możemy to jakoś załatwić po ludzku…

— Czy to nie jest po ludzku? — uśmiechnęła się lekko. — Chcesz wolności — dostajesz ją w pakiecie ze wszystkimi konsekwencjami.

Usiadł naprzeciw niej. Elegancka koszula, którą specjalnie dziś włożył, nagle wydała mu się nie na miejscu.

— Nie mam teraz pieniędzy na wynajem…

— A ja nie mam zamiaru cię utrzymywać. Sam przecież podkreślałeś, że jesteśmy dorośli.

— Myślałem, że uda się to rozwiązać bez wojny…

— I właśnie tak robimy. Bez krzyków, bez scen. Każde z nas dostaje to, czego chciało. Ty oczekiwałeś, że się wyprowadzę. Tymczasem to ty będziesz pakował walizki. Czy to naprawdę niesprawiedliwe?

Wstała, zaniosła kubek do zlewu. Na ekranie telefonu mignęło powiadomienie o dostawie zakupów — zamówienie złożone poprzedniego dnia.

— Muszę to przemyśleć — mruknął Tomasz.

— Oczywiście — odparła, płucząc naczynie. — Tylko nie odkładaj decyzji w nieskończoność. Wieczorem wpadają do mnie koleżanki i wolałabym uniknąć przy nich rodzinnych sporów.

Zniknął w sypialni. Po chwili usłyszała jego przytłumioną, nerwową rozmowę telefoniczną. Odebrała torby z zakupami i zaczęła kroić warzywa na obiad. Jej ruchy były miarowe, niemal uspokajające.

Po pół godzinie znów stanął w drzwiach kuchni.

— Kasia, może działamy zbyt pochopnie? Spróbujmy jeszcze raz to omówić.

— Co tu omawiać? — nie podniosła wzroku znad deski. — To ty podjąłeś decyzję. Ja się tylko do niej dostosowałam.

Blaskot