Katarzyna od razu zwróciła uwagę, że Tomasz włożył swoją odświętną koszulę — tę kremową, którą wspólnie wybrali rok wcześniej na jego urodziny.
Do tego nowe półbuty.
Nawet spinki do mankietów zapiął, choć w niedzielne poranki zwykle snuł się po mieszkaniu w dresie.
— Katarzyno, musimy porozmawiać — odezwał się, stojąc przy oknie tyłem do niej.
Odstawiła filiżankę z kawą na blat, robiąc to powoli, niemal z namysłem. Serce zabiło jej mocniej, lecz ku własnemu zdziwieniu nie ze strachu, a raczej z ciekawości.

Widać było, że przygotował się do tej chwili. Jakby szykował się na coś przełomowego.
I nagle zrozumiała — on spodziewa się łez, dramatów, może błagania. Tymczasem ona odczuwała jedynie zadziwiający spokój.
— Sądzę, że powinniśmy się rozstać — ciągnął dalej, nie odwracając głowy. — Oboje wiemy, że tak będzie najlepiej.
— Oboje? — powtórzyła, zaskoczona brzmieniem własnego głosu.
Brzmiał rzeczowo. Prawie obojętnie.
Tomasz w końcu się odwrócił. Na jego twarzy malowało się wyraźne zdumienie — jej reakcja zupełnie nie pasowała do scenariusza, który sobie ułożył.
— Jesteśmy dorośli. Uczucia wygasły. Po co udawać, że jest inaczej?
Oparła się wygodniej o krzesło.
Dwadzieścia dwa lata wspólnego życia. Wychowali syna. Przetrwali jego buntownicze lata i jej własny kryzys czterdziestki. A teraz, najwyraźniej, zaczynała się jej prawdziwa pięćdziesiątka.
— I co dalej? Gdzie mam się podziać? — zapytała spokojnie.
— No… — zawahał się. — Możesz na jakiś czas zamieszkać u Aleksandry. Albo coś wynająć. Na początku będę dokładał się do kosztów.
Aleksandra — siostra, która od zawsze twierdziła, że popełniła błąd, wychodząc za Tomasza.
„Będę dokładał się do kosztów”. Niezwykła hojność.
— A ty? Jak to sobie wyobrażasz? — spojrzała na niego uważnie.
— Ja? — wyraźnie nie był gotów na pytania. — Na razie bez planów. Może sprzedam mieszkanie i kupię coś mniejszego.
— Sprzedasz mieszkanie? — lekko przechyliła głowę. — To konkretne?
— Oczywiście. A które niby?
Podniosła się i podeszła do okna. Tomasz odruchowo cofnął się o krok.
Na dole dzieci z plecakami wracały ze szkoły — wrzesień dopiero się zaczynał. Świat toczył się swoim rytmem.
— Tomaszu, przypomnij mi… Na kogo formalnie jest zapisane to mieszkanie?
— Na mnie. Przecież to jasne. — Wzruszył ramionami. — O co ci chodzi?
— Na pewno? — w jej tonie pojawiła się nuta zdziwienia, brzmiąca niemal autentycznie. — Jesteś tego całkiem pewien?
Po raz pierwszy od początku rozmowy wyglądał na zdezorientowanego.
— No tak. Kupiliśmy je przecież lata temu…
— Kupiliśmy za pieniądze, które dostałam od mamy jeszcze przed ślubem. Pamiętasz?
