…jakby utrzymywanie jej było naszym obowiązkiem. A on? Nawet nie próbuje znaleźć czegokolwiek, choćby dorywczej pracy.
— Skąd ja to znam — westchnęła Daria Białekówna, opierając się o blat. — Moja koleżanka przechodziła identyczne piekło. Jej mąż przez dwa lata „szukał swojej drogi”, a teściowa co tydzień wpadała z kazaniem o tym, jaką jest beznadziejną żoną. W końcu sprawa skończyła się rozwodem.
— I co teraz u niej? — zapytała Agnieszka Ostrowskiówna, unosząc wzrok.
— Odetchnęła pełną piersią. Mówi, że jakby ktoś zdjął z niej ogromny ciężar. I wiesz co? Finansowo też wyszła na plus. Utrzymanie samej siebie kosztuje mniej niż sponsorowanie dorosłego faceta i jego mamusi.
Agnieszka zapatrzyła się w ciemność za oknem. Może naprawdę nadszedł moment, by coś zmienić? Tak dalej funkcjonować się nie dało.
— Najgorsze jest to, że ja go wciąż… — zawahała się. — Kocham. A może już tylko kochałam? Sama nie wiem. Jedno jest pewne — tak żyć nie potrafię.
— W takim razie postaw sprawę jasno — powiedziała stanowczo Daria. — Albo zacznie pracować i przestanie finansować matkę twoim kosztem, albo każde z was pójdzie w swoją stronę. Zobaczysz, jak zareaguje.
— Boję się, że wybierze ją — uśmiechnęła się gorzko Agnieszka.
— Jeśli tak się stanie, przynajmniej będziesz miała odpowiedź — ścisnęła jej dłoń przyjaciółka. — A wtedy podejmiesz decyzję bez złudzeń.
Kiedy wróciła do mieszkania, Marcin Walczak siedział przy biurku, wpatrzony w ekran. Słuchawki na uszach, palce nerwowo uderzające w klawiaturę — wciągnęła go jakaś internetowa rozgrywka. Nawet nie odwrócił głowy, gdy weszła.
— Musimy porozmawiać. Teraz — oznajmiła spokojnie, choć w środku aż się trzęsła.
— Daj mi chwilę, kończę mecz — rzucił, nie odrywając wzroku od monitora.
Podeszła i zdecydowanym ruchem zamknęła laptop.
— Nie będzie żadnego „za chwilę”. To ważniejsze niż twoja gra.
— Oszalałaś? To był ranking! — wybuchł.
— Twoje punkty w sieci kompletnie mnie nie interesują. Nasze małżeństwo się sypie, a ty zachowujesz się jak nastolatek.
Odchylił się na krześle i założył ręce na piersi.
— No dobrze. Wyrzuć z siebie wszystko.
— Przestaję przelewać pieniądze twojej mamie — powiedziała wprost. — A ty masz miesiąc, żeby znaleźć pracę. Jakąkolwiek. Nie musi to być stanowisko marzeń, ale potrzebujemy realnego dochodu.
— Czy ty właśnie stawiasz mi ultimatum? — uniósł brwi.
— Tak. Mam dość dźwigania wszystkiego sama. Albo zaczniesz zachowywać się odpowiedzialnie, albo się rozstaniemy.
— Mama miała rację — prychnął. — Powtarzała, że liczą się dla ciebie tylko pieniądze.
— Twoja mama się myli. Myślę o naszej przyszłości. Mam trzydzieści dwa lata i chcę dziecka. Jak mam planować ciążę, skoro mój mąż od ośmiu miesięcy nie pracuje?
— To przejściowe!
— Osiem miesięcy to nie chwilowy przestój, tylko styl życia! — podniosła głos. — I nic nie wskazuje, żebyś chciał coś zmienić.
— Co mam zrobić? Iść na ochronę? Do sklepu za ladę? Upokorzyć się, żebyś była spokojniejsza?
— Chcę tylko, żebyś dorósł i wziął odpowiedzialność za rodzinę. Ale najwyraźniej to zbyt wiele.
Nagle wstał gwałtownie.
— Wiesz co? Pojadę do mamy. Przynajmniej tam nikt nie robi mi scen.
— Jedź — odpowiedziała cicho. — I przemyśl to, co powiedziałam. Masz miesiąc.
Gdy trzasnęły drzwi, opadła na kanapę i rozpłakała się. Wszystko miało wyglądać inaczej. Jednak odwrotu już nie było — albo Marcin się opamięta, albo ona zacznie od nowa.
Następnego ranka obudziła się sama. Łóżko obok pozostało puste, telefon milczał. Przygotowała sobie szybkie śniadanie i wyszła do pracy, starając się nie wracać myślami do wczorajszej awantury.
W biurze czekała ją niespodzianka. Sekretarka poinformowała, że wzywa ją dyrektor działu, Krzysztof Pawłowski.
— Agnieszko, mam dla pani bardzo dobrą wiadomość — uśmiechnął się, gdy weszła. — Pamięta pani projekt dla międzynarodowej korporacji, który prowadziła?
— Oczywiście, zakończyliśmy go w zeszłym miesiącu.
— Klient jest zachwycony. Chcą podpisać z nami roczną umowę i życzą sobie, by to pani nadzorowała wszystkie ich przedsięwzięcia.
Serce zabiło jej szybciej.
— To fantastyczna wiadomość.
— A to nie wszystko. W związku z rozszerzeniem współpracy proponujemy pani awans na stanowisko starszego project managera. Z podwyżką rzędu czterdziestu procent.
Przez moment nie mogła wydobyć głosu.
— Dziękuję… Przyjmuję z ogromną radością.
— Zasłużyła pani. Od poniedziałku zaczyna pani nowe obowiązki.
Wychodząc z gabinetu, odruchowo sięgnęła po telefon, by zadzwonić do Marcina i podzielić się sukcesem. Zawahała się jednak. Najpierw niech on pokaże, że potrafi zrobić krok w jej stronę.
Wieczorem, gdy przekręciła klucz w zamku, z kuchni dobiegł ją zapach herbaty. Przy stole siedziała Elżbieta Pawłowskiówna, spokojnie mieszając łyżeczką w filiżance, jakby była u siebie.
Agnieszka zatrzymała się w progu.
— Dobry wieczór… — zaczęła chłodno, czując, że nadchodzi rozmowa, która może przesądzić o wszystkim.
