Michał zbladł, po czym jego twarz pociemniała z gniewu. Poderwał się tak gwałtownie, że krzesło z głośnym zgrzytem odsunęło się po podłodze.
— Już ci tłumaczyłem, że nie mogę brać byle czego! — rzucił ostro. — Potrzebuję stanowiska na odpowiednim poziomie. A ty… ty myślisz tylko o sobie!
Drzwi do gabinetu trzasnęły z impetem. Maja została sama w salonie, który z taką pieczołowitością urządzała miesiącami, przywracając mu dawny charakter. Każdy detal był jej wyborem — od odcienia ścian po stylizowane, mosiężne włączniki światła. Teraz to miejsce, które miało być azylem, miało na dwa tygodnie zamienić się w pole nieustannej konfrontacji z Grażyną Małeckiówną.
Wieczorem Maja spakowała laptop, rulony projektów i segregatory z dokumentacją do dużej torby. Michał, widząc jej przygotowania, uśmiechnął się z pobłażaniem.
— Zamierzasz pracować w jakiejś kawiarni? Bez przesady. Mama przyjeżdża dopiero jutro wieczorem.
— Zatrzymam się kilka dni u Joanny — odparła spokojnie. — Muszę w ciszy dopracować prezentację.
Joanna Jaworskiówna była kimś więcej niż współpracownicą. Po pięciu latach wspólnej pracy w biurze architektonicznym łączyła je prawdziwa przyjaźń. To właśnie Joanna dodała Mai odwagi, gdy ta zdecydowała się otworzyć własną pracownię.
— U Joanny? — Michał zmarszczył brwi. — U tej twojej radykałki, która wciąż wmawia ci, że świat kręci się wokół kariery?
— U cenionej architektki, która rozumie, jak istotny jest dla mnie ten projekt — poprawiła go chłodno.
— Czyli ja niby nie rozumiem?
Maja zasunęła zamek torby i spojrzała na niego bez emocji.
— Zaprosiłeś swoich rodziców na dwa tygodnie do mojego domu, nie pytając mnie o zdanie. Zrobiłeś to w momencie, gdy przygotowuję się do najważniejszej prezentacji w mojej karierze. I mówisz mi o zrozumieniu?
W mieszkaniu Joanny unosił się aromat świeżo zaparzonej kawy i ciepłego ciasta. Przyjaciółka bez słowa przytuliła Maję, a potem posadziła ją przy stole zasłanym branżowymi magazynami i szkicami.
— Opowiadaj — powiedziała tylko.
Maja mówiła długo. Nie tylko o ostatniej awanturze, ale o wszystkim, co narastało od miesięcy. O uszczypliwościach, które słyszała za każdym razem, gdy zdobywała nowe zlecenie: „Widzę, że pani architekt już nie ma czasu dla zwykłych śmiertelników”. O scenie, którą Michał urządził, gdy jej projekt prywatnej willi trafił na okładkę prestiżowego czasopisma: „Mogłaś uprzedzić, że będzie sesja zdjęciowa. Przynajmniej wyprasowałbym koszulę”. O jego milczeniu, gdy Grażyna przy gościach oznajmiła z wyższością: „Prawdziwa kobieta nie powinna zarabiać więcej niż mąż, to go upokarza”.
— Wiesz, co boli najbardziej? — Maja wpatrywała się w wizualizację centrum kultury. — Zawsze byłam dumna z tego, że jestem samodzielna i konsekwentna. A we własnym domu zaczęłam czuć się winna za każdy sukces.
Następnego dnia w pracowni wprowadzała ostatnie poprawki do slajdów. Skupiona, nie zauważyła nawet, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem. Michał wszedł bez pukania, twarz miał zaczerwienioną ze złości.
— Wracasz natychmiast do domu! — rzucił zamiast powitania. — Mama jest oburzona, że wyjechałaś. Gdzie twój szacunek dla starszych?
Maja uniosła wzrok znad planów. W pomieszczeniu pracowało jeszcze dwoje architektów, którzy udawali, że całkowicie pochłaniają ich monitory.
— Michał, chodźmy do sali konferencyjnej i spokojnie porozmawiajmy — zaproponowała cicho.
— Nie ma o czym rozmawiać! Pakujesz się i jedziesz przeprosić moją matkę!
— Jestem w pracy. Pojutrze prezentuję projekt wart czterdzieści milionów złotych.
— Mam gdzieś twój projekt! — uderzył pięścią w blat, aż ołówki potoczyły się po podłodze. — Jesteś moją żoną i twoim obowiązkiem jest być w domu, kiedy przyjeżdżają moi rodzice!
W biurze zapadła ciężka cisza, przerywana jedynie szelestem rozsypanych kartek. Napięcie wisiało w powietrzu tak gęste, że trudno było zaczerpnąć oddechu.
