Triumf, który czuła na sobie jeszcze chwilę wcześniej, nie był złudzeniem. Kiedy pakowała do zwykłego kartonowego pudła swoje drobiazgi — ulubiony kubek z wyszczerbionym uchem, niewielkiego kaktusa stojącego dotąd na parapecie, kilka książek z notatkami na marginesach — zza drzwi gabinetu Danuty Majewskiówny dobiegł ją charakterystyczny trzask odbezpieczanej butelki. Sekundę później korytarz wypełnił głośny, beztroski śmiech. Świętowali. Jej odejście stało się dla nich powodem do toastu.
Na parkingu zatrzymała się jeszcze na moment. Uniosła wzrok ku rzędom rozświetlonych okien budynku, w którym jeszcze rano miała swoje biurko. Tam, wysoko, bawili się przekonani, że właśnie odnieśli zwycięstwo i że nic im za to nie grozi. Ani despotyczna Danuta Majewskiówna, ani jej lojalni wykonawcy poleceń nie mieli pojęcia o jednym, zasadniczym fakcie.
Nie wiedzieli, że większościowy pakiet udziałów ich prężnie działającej spółki „Przyszłe Technologie” kilka dni wcześniej trafił w ręce Tadeusza Borkowskiego. A dzisiejsze „zwolnienie” Alicji Królówny było w istocie prezentem, którego nie mogli wymyślić lepiej.
W ciszy własnego mieszkania pozwoliła sobie wreszcie na łzy. Nie płakała z bezradności. To była mieszanina wściekłości i upokorzenia, które narastały miesiącami, odkąd przekroczyła próg firmy jako zwykła specjalistka. Pozwoliła emocjom wypłynąć, by oczyścić się z ciężaru minionych wydarzeń i zamknąć ten rozdział. Gdy oddech się uspokoił, a dłonie przestały drżeć, sięgnęła po telefon i wybrała numer ojca.
— I jak, córeczko? — odezwał się spokojnie. — Ostatni dzień za tobą?
W jego głosie brzmiał opanowany ton człowieka, który już zna odpowiedź.
— Zostałam wyrzucona. Z fanfarami, szampanem i publicznym upokorzeniem. Danuta Majewskiówna dopilnowała, żeby wszystko wyglądało jak pokazowa egzekucja.
— Rozumiem — odparł krótko. — Czyli nasze przypuszczenia się potwierdziły. Wytrzymałaś do końca, a to było kluczowe. Twoja misja dobiegła końca. Dostarczyłaś nam cennych informacji.
Rok wcześniej, gdy Tadeusz Borkowski analizował możliwość przejęcia „Przyszłych Technologii”, przedstawił jej niecodzienną propozycję. „Raporty i prezentacje pokazują jedynie fasadę — mówił wtedy. — Chcę wiedzieć, jak ta firma funkcjonuje naprawdę. Jak wygląda codzienność, jakie mechanizmy rządzą zespołami. Potrzebuję kogoś, komu ufam bezgranicznie. Kogoś, kto zobaczy to od środka”. Zgodziła się bez wahania. Chciała sprawdzić siebie, udowodnić, że potrafi zapracować na sukces bez wsparcia nazwiska, które otwierało wiele drzwi.
Nie przypuszczała jednak, że trafi do środowiska tak toksycznego.
— To nie jest tylko kwestia złej atmosfery — powiedziała teraz, patrząc na migoczące światła miasta za oknem. — Oni realnie szkodzą firmie. Jestem niemal pewna, że Danuta manipuluje budżetem naszego działu. Na papierze wszystko się zgadzało, ale rzeczywiste wydatki nigdy nie pokrywały się z raportami. Zawsze znajdowała winnych: „nieprzewidziane okoliczności” albo „niekompetentnych pracowników”, czyli mnie. Stworzyła układ, w którym jej potknięcia spadały na podwładnych.
— To już poważna sprawa — głos ojca stwardniał. — Mówimy o możliwych nadużyciach finansowych, a nie o personalnych animozjach. W takim razie zmieniamy strategię. Samo przetasowanie kadrowe nie wystarczy. Zlecimy kompleksowy audyt. Zaczynamy w poniedziałek.
— A ja? — zapytała cicho.
— Ty odpocznij. Wycisz się przez weekend. W poniedziałek rano pojedziesz ze mną do siedziby spółki. Nie jako była pracownica, lecz jako mój pełnomocnik i nowa wiceprezes do spraw rozwoju.
Po krótkiej pauzie dodał łagodniej:
— Jestem z ciebie dumny, Alicjo. Wykazałaś się charakterem. Teraz przyjdzie czas, by przywrócić właściwy porządek.
W piątkowy poranek w skrzynkach mailowych pracowników „Przyszłych Technologii” pojawiła się lakoniczna wiadomość: „Szanowni Państwo, informujemy o zmianie głównego akcjonariusza spółki. W poniedziałek o godz. 10:00 w sali konferencyjnej na parterze odbędzie się spotkanie z nowym właścicielem, Tadeuszem Borkowskim. Obecność obowiązkowa”.
Alicja bez trudu wyobraziła sobie poruszenie, jakie musiało zapanować w biurze. Danuta Majewskiówna zapewne gorączkowo próbowała zdobyć informacje o nowym właścicielu. Zmiana na szczycie zawsze budzi niepokój, zwłaszcza u tych, którzy opierali swoją pozycję na nieformalnych układach. Jednak o Tadeuszu Borkowskim krążyło niewiele danych — celowo dbał o dyskrecję i unikał medialnego rozgłosu.
Tymczasem Alicja zrobiła dokładnie to, co jej polecono. Odcięła się od służbowych myśli. Spacerowała po mieście, zaglądała do ulubionej kawiarni, sięgała po książki, na które wcześniej brakowało jej czasu, starając się odzyskać spokój przed poniedziałkowym porankiem.
