Powietrze w biurze było ciężkie jak przed burzą, gęste i niemal nieruchome, jakby można je było zagarnąć dłonią. Klimatyzacja pracowała na najwyższych obrotach, jednostajnie buczała, lecz nie potrafiła rozproszyć napięcia, które wisiało między rzędami biurek. Dla większości był to zwyczajny czwartek, dzień jak każdy inny. Dla Alicji Królówny jednak miał smak końca. Siedziała przy komputerze, a jej palce, chłodne i zesztywniałe, uderzały w klawisze. Każde kliknięcie odbijało się echem w jej piersi. Przeczuwała, co nadejdzie. Czuła to instynktownie, całym ciałem.
Danuta Majewskiówna, kierująca działem, przechadzała się powoli pomiędzy stanowiskami. Obcasy jej butów wybijały miarowy, stanowczy rytm na jasnej posadzce. Jej spojrzenie — surowe, przenikliwe — sunęło po plecach pracowników, lecz Alicja miała wrażenie, że zatrzymuje się zawsze na niej. Było w tym spojrzeniu coś z celownika, chłodnej kalkulacji. Ostatnie miesiące stały się dla niej próbą wytrzymałości. Zaczęło się niewinnie, od drobiazgów: znikających plików, wiadomości e-mail, które rozpływały się bez śladu, niby przypadkowych uwag wypowiadanych z uprzejmym uśmiechem, a jednak raniących ostrzej niż otwarta krytyka.
Z czasem aluzje przestały być subtelne. Szepty za plecami nie były już nawet ściszane. Złośliwe komentarze padały coraz śmielej i natychmiast znajdowały poklask. Łukasz Zalewski, największy plotkarz w zespole, rozpowiadał, że Alicja nie radzi sobie z obowiązkami. Mariusz Zając, zawsze gotów przypodobać się przełożonej, z entuzjazmem podchwytywał każdą uszczypliwość Danuty Majewskiówny pod jej adresem. Nawet Weronika Majewskiówna, z którą kiedyś codziennie zaczynała dzień przy kawie, teraz milkła i odwracała wzrok, gdy rozmowa schodziła na Alicję.
Była dla nich wygodnym celem. Spokojna, skupiona na zadaniach, stroniła od biurowych intryg i nie uczestniczyła w wieczornych spotkaniach, gdzie dominowały plotki i pochlebstwa. Interesowała ją wyłącznie rzetelna praca. Projekty, które prowadziła, przynosiły wymierne efekty, a liczby w raportach mówiły same za siebie. Być może właśnie to najbardziej drażniło Danutę Majewskiównę. Nie znosiła, gdy ktoś na jej terenie mógł błyszczeć mocniej niż ona.
Dzisiejszy cios był najdotkliwszy. Prezentacja przygotowywana przez Alicję przez kilka tygodni dla kluczowego partnera została zrujnowana. Ktoś w nocy zalogował się do systemu i podmienił finalne slajdy na stare wersje robocze, pełne błędów. Odkryła to na kilka minut przed rozpoczęciem spotkania. Nie miała czasu na naprawę ani przywrócenie właściwych plików.

— Alicjo, czy możesz wyjaśnić, co to ma znaczyć? — rozległ się lodowaty głos Danuty Majewskiówny. Stała nad nią z założonymi rękami. — To kompromitacja całego działu.
— Wczoraj wszystko było sprawdzone i gotowe. Ktoś musiał… — zaczęła Alicja, lecz nie pozwolono jej dokończyć.
— Ktoś? — Danuta zaśmiała się krótko, bez cienia wesołości. — Proszę nie zrzucać winy na innych. To skrajny brak profesjonalizmu. Zawiodłaś zespół w kluczowym momencie.
Zza monitora dobiegł przytłumiony chichot Łukasza. Mariusz z powagą przytakiwał przełożonej. Alicja czuła, jak twarz pali ją ze wstydu. Była bezradna. Wiedziała, że każda próba obrony zostanie obrócona przeciwko niej.
Pod koniec dnia poproszono ją do gabinetu. Danuta Majewskiówna siedziała za masywnym biurkiem z wyrazem satysfakcji na twarzy. Obok stał pracownik kadr, obojętny i milczący.
— Alicjo, musimy zakończyć naszą współpracę — oznajmiła bez wstępu Danuta. — Ostatnia sytuacja przesądziła sprawę. Nie możemy pozwolić sobie na pracowników, którzy nie spełniają naszych standardów.
Słowa były wyuczone, pozbawione emocji, lecz w jej oczach błyszczała autentyczna radość. Osiągnęła cel. Pozbyła się jej. Alicja bez słowa podpisała dokumenty. Upokorzenie było tak głębokie, że nie potrafiła nawet zapłakać. Kiedy wyszła z gabinetu i przeszła przez dział, mijając współpracowników udających skupienie na ekranach, wyraźnie czuła na swoich plecach ich triumfujące spojrzenia.
