„Jeśli oczekujesz, że przez dwadzieścia cztery godziny na dobę będę chodzić z przyklejonym uśmiechem, to chyba przez dwa lata małżeństwa patrzyłeś wszędzie, tylko nie na mnie” odparła Zuzanna, odcinając się po latach bycia obwinianą

Jego prezenty były upokarzająco bezsensowne.
Opowieści

— …tylko sam fakt, że ktoś o tobie pamięta! Nawet gdybym przyniósł z ulicy zwykły patyk, powinnaś się cieszyć, bo daje go kochający mąż! A jeśli mnie nie kochasz, to i tak nic ci nie będzie pasowało.

Zuzanna westchnęła ciężko. Te słowa zapadły jej w pamięć wyjątkowo mocno. I właśnie dlatego następnego dnia odniosła do sklepu drogą konsolę do gier, którą planowała wręczyć Michałowi na urodziny.

Skoro według niego liczy się wyłącznie „gest”, postanowiła się do tego zastosować. W dniu jego święta dostał więc zwyczajny żel pod prysznic. Nieważne, że zapach był raczej wątpliwy. Przecież chodzi o uwagę, prawda?

Michał jednak wcale nie poczuł wdzięczności za taką lekcję. Po przyjęciu wybuchł.

— Naprawdę nie mogłaś wybrać czegoś porządnego?!

Kiedy usłyszał w odpowiedzi własne wcześniejsze słowa, zrozumiał aluzję w jednej chwili — i tylko bardziej się zagotował.

— Chciałaś mnie ukarać? Specjalnie zepsułaś mi urodziny? Miałem młyn w pracy, pomyliłem się, każdemu się zdarza! A ty od razu takie numery?!

— Nie podnoś na mnie głosu — skrzywiła się Zuzanna.

— Po takim prezencie powinnaś się cieszyć, że w ogóle jeszcze jestem twoim mężem, a nie złożyłem papierów o rozwód! — rzucił ostro.

— Czyli naprawdę o tym myślisz? — zapytała bez wahania.

— Tak, mam dość! Ciągle coś ci nie pasuje: to źle, tamto nie tak…

— W porządku. To jutro pójdźmy i złóżmy pozew.

— Co? Tak po prostu? — speszył się nagle.

— A co w tym skomplikowanego? Kilka podpisów. Nie mamy dzieci ani wspólnego majątku, więc formalności zamkną się w miesiąc.

— Tak oceniasz nasze małżeństwo? Mówiłaś, że mnie kochasz, że zrobisz dla mnie wszystko… A kiedy pojawiły się pierwsze trudności, od razu chcesz się rozstać? Mama miała rację — nie zdałaś egzaminu.

— Jaki znowu egzamin? — natychmiast wyłapała sedno. — I co do tego ma twoja matka?

— Bo twierdziła, że nie kochasz mnie naprawdę. Gdybyś kochała, zaproponowałabyś terapię, próbowałabyś dociec, gdzie tkwi problem, walczyłabyś o nas… Zrobiłabyś cokolwiek, żebym został! A ty? Od razu rozwód!

Zuzanna patrzyła na niego przez chwilę w milczeniu, czując, jak coś w niej ostatecznie pęka.

— Wiesz co… Ja teraz już wszystko rozumiem.

Kontynuacja artykułu

Blaskot