— Zuzanna, możesz mi wyjaśnić… co się dzieje z twoją miną? — zapytał Michał, kiedy ostatni goście wyszli, a ona, wyczerpana, lecz zadowolona z przyjęcia urodzinowego, wkładała do zmywarki ostatnie talerze. Najwyraźniej uznał, że to idealny moment na „szczerą rozmowę”.
I wcale nie był to pierwszy taki wieczór w ostatnich tygodniach. Za każdym razem znajdował nowy powód do uwag, a cała sytuacja dziwnym trafem kończyła się tak, że winna była ona — i to Zuzanna musiała przepraszać.
Tym razem postanowiła, że nie da się wciągnąć w ten schemat.
— Co konkretnie przeszkadza ci w mojej twarzy, Michał? Jestem po prostu zmęczona po całym dniu. Jeśli oczekujesz, że przez dwadzieścia cztery godziny na dobę będę chodzić z przyklejonym uśmiechem, to chyba przez dwa lata małżeństwa patrzyłeś wszędzie, tylko nie na mnie.
— Jakby było na co patrzeć — rzucił z przekąsem.

Zignorowała to. Skupiła się na tym, co powiedział chwilę później.
— Widziałem, jak cieszyłaś się z innych prezentów. Mój ewidentnie ci nie podszedł. Więc pytam: co znowu zrobiłem źle? Szukałem, wybierałem, chciałem trafić w twój gust, a ty skrzywiłaś się, jakbym wręczył ci coś obrzydliwego.
— Nie wiem, ile włożyłeś w to wysiłku, ale przez dwa lata mógłbyś zapamiętać jedną rzecz: nie znoszę zapachu cytrusów. To jedyna nuta, która mnie autentycznie drażni.
Wszystko, co pachnie w ten sposób, oddaję mamie albo młodszej siostrze. Zresztą jej zestaw do włosów farbowanych przyda się bardziej — w wieku piętnastu lat zmienia kolor już trzeci raz w ciągu półrocza. Ja nigdy nie farbowałam włosów. To też dało się zauważyć.
— Czyli twierdzisz, że moje prezenty są beznadziejne?
— Nie „twierdzę między wierszami”. Mówię wprost: tak. Wystarczyło zajrzeć na moją listę życzeń. Od dwóch miesięcy jest przypięta na moim profilu. Obserwujesz mnie, więc masz do niej dostęp.
— Jeszcze mam studiować twoje listy? Naprawdę myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty? I w ogóle najważniejsze w prezencie nie jest to, co się dostaje.
