„Myślcie sobie, co chcecie, ale ja nie będę udawała, że niczego nie widzę” — oznajmiła Elżbieta Michalskiówna donośnie, odstawiając ciężki kryształowy kieliszek na obrus

Bezczelna pogarda rani głębiej niż milczenie.
Opowieści

Elżbieta Michalskiówna z impetem odstawiła ciężki, kryształowy kieliszek na wykrochmalony obrus. Uderzenie było tak ostre, że stojące obok lampki zadźwięczały cicho. Przy stole natychmiast zapadła cisza; goście zamarli z widelcami nad talerzami, na których zostały niedojedzone sałatki.

— Myślcie sobie, co chcecie, ale ja nie będę udawała, że niczego nie widzę — oznajmiła jubilatka donośnie, tak aby usłyszał ją cały pokój. Spojrzenie wbiła w trzyletniego Michała Wieczorka, który siedział na dywanie i bezgłośnie przesuwał po nim klocek. — U Gabrieli Góreckiówny Jakub Zając w tym wieku recytuje już wierszyki z pamięci! Po angielsku liczy do dwudziestu bez zająknięcia! Od razu widać krew po moim świętej pamięci mężu profesorze.

Po tych słowach Elżbieta Michalskiówna powoli, niemal teatralnie, odwróciła się całym ciałem w stronę synowej, Katarzyny Nowakowskiówny. Na twarzy starszej kobiety malowała się mieszanka udawanego współczucia i wyniosłej pogardy.

— A twój Michał? Co on potrafi? Tylko piach w piaskownicy do buzi pcha i coś tam mruczy pod nosem. No cóż, genów się nie oszuka. Widać, że poszedł w waszą rodzinę. Tam u was, pod Zamościem, inteligencji nigdy za wiele nie było, sami ludzie od łopaty i młotka. Pogódź się z tym, Kasiu. Wyżej własnej głowy nie podskoczysz.

Katarzyna poczuła, jak palce zaciskające pod stołem materiałową serwetkę drętwieją jej z napięcia. Siedzący obok Radosław Mazur gwałtownie spuścił wzrok na talerz i z przesadnym skupieniem zaczął wpatrywać się w kawałek pieczonego mięsa. Na jego twarzy nie poruszył się ani jeden mięsień.

— Elżbieto Michalskiówno, proszę, nie porównuj dzieci przy wszystkich — powiedziała Katarzyna cicho, lecz bardzo wyraźnie, z trudem utrzymując spokojny głos. — Każde dziecko rozwija się we własnym tempie. Nasz syn jest całkowicie zdrowy.

Starsza kobieta rozłożyła ręce z oburzeniem tak gwałtownie, że rękawiem eleganckiej sukienki omal nie strąciła półmiska z rybą. Oddychała ciężko, jakby naprawdę poczuła się głęboko dotknięta.

— A cóż ja takiego powiedziałam? No co? Prawda w oczy kole? Ja przecież chcę go zmotywować! Powinien równać do mądrzejszych, do swojego kuzyna, a wy robicie z niego fajtłapę tym waszym ciągłym cackaniem się! Żadnej uwagi przyjąć nie potraficie, człowiek już słowa powiedzieć nie może! Radku, popatrz ty na swoją żonę. Przecież ona aż kipi z zazdrości, bo Gabriela ma rozwinięte dziecko, a ona ma… szczególnego syna!

Gabriela Góreckiówna, siedząca naprzeciwko, wyprostowała się z wyraźnym zadowoleniem i pogładziła Jakuba Zająca po głowie. Chłopiec patrzył gdzieś pusto przed siebie, kiwał się miarowo w przód i w tył, a w dłoniach bez przerwy obracał plastikową łyżeczkę.

Katarzyna znieruchomiała, czując, że za chwilę ta rodzinna uroczystość może zamienić się w coś znacznie bardziej bolesnego niż zwykła kłótnia przy stole.

Blaskot