Matka Michała zamontowała w kuchni kamerę, a Katarzyna odkryła ją przypadkiem, schowaną za chlebakiem. Małe, czarne oczko urządzenia patrzyło prosto na stół, przy którym codziennie jedli obiady.
Teściowa ukryła kamerę właśnie tam, w kuchni. Katarzyna znalazła ją za pojemnikiem na pieczywo i przez chwilę stała bez ruchu, wpatrując się w ten niewielki, ciemny punkt.
Pierwszy odruch był gwałtowny: zerwać urządzenie, cisnąć je do kosza i skończyć z tym absurdem. Powstrzymała się jednak w ostatniej chwili. Skoro Barbara postanowiła ich podglądać, musiała mieć w tym jakiś cel.
Katarzyna postanowiła więc nie działać pochopnie. Najpierw chciała zrozumieć, o co naprawdę chodzi.
Razem z Michałem mieszkali w jego dwupokojowym mieszkaniu. Ona pracowała w szkole, wychodziła z domu bardzo wcześnie, często jeszcze przed świtem, a wracała dopiero pod wieczór. Michał miał etat w zakładzie i zwykle pojawiał się w mieszkaniu trochę później niż ona.

Ich życie toczyło się spokojnie i przewidywalnie, dopóki kilka miesięcy wcześniej nie wprowadziła się do nich Barbara, matka Michała.
— To tylko na jakiś czas — oznajmiła, stawiając walizkę w przedpokoju. — Dopóki Mateusz nie rozwiąże sprawy z mieszkaniem.
Mateusz, młodszy syn Barbary, stracił wynajmowane lokum, bo właściciel je sprzedał. Od tamtej pory tułał się po znajomych, zatrzymując się raz u jednych, raz u drugich.
Już od pierwszego dnia teściowa zachowywała się tak, jakby to ona była gospodynią tego mieszkania. Najpierw poprzestawiała naczynia według własnego uznania. Potem wyrzuciła z parapetu fikusa Katarzyny, bo, jak stwierdziła, „tylko kurz się na nim zbiera”.
Przy każdej kolacji znajdowała też powód, żeby skomentować gotowanie synowej. A to potrawa była przesolona, a to mięso zbyt twarde, a to sałatka nie taka, jak trzeba.
Michał za każdym razem powtarzał to samo:
— Mama jest starszą osobą. Wytrzymaj jeszcze trochę, niedługo się wyprowadzi.
Pewnego wieczoru Katarzyna zauważyła, jak mąż chowa do kuchennej szafki teczkę z dokumentami dotyczącymi mieszkania. Wsunął ją głęboko za słoiki z kaszą i mruknął pod nosem coś w rodzaju: „Tu na pewno się nie zgubi”.
Właśnie wtedy do kuchni weszła Barbara. Zatrzymała się przy kuchence, zerknęła w stronę szafki, ale nie odezwała się ani słowem. Katarzyna nie przywiązała wtedy do tego większej wagi, choć powinna była.
Mniej więcej tydzień wcześniej, podczas kolacji, Barbara oznajmiła nagle:
— Zamontowałam kamerę nad naszymi drzwiami na klatce. Różni ludzie się tu kręcą, lepiej uważać.
Michał pomógł jej skonfigurować Wi-Fi, a aplikacja została w jego telefonie. Katarzyna tylko skinęła głową i szybko wyrzuciła to z pamięci. Kamera na klatce schodowej nie wydawała się niczym niezwykłym.
Ale ta ukryta za chlebakiem była druga, a o niej Barbara nie powiedziała ani jednego słowa.
