— Odwołałem hydraulika i dostawę rur. Posiedzisz sobie przez weekend bez wody, to wreszcie zrozumiesz, kto jest w tym domu mężczyzną.
Marek rzucił mi to w plecy takim tonem, jakby był surowym panem, który odbiera poddanym prawo do czystej wody.
— Na weekend jadę do matki. Odpocznę od twoich niekończących się próśb. Spróbuj choć raz sama załatwić męskie sprawy. Niech życie nauczy cię doceniać człowieka, który dźwiga na sobie cały ten dom.
Stał w przedpokoju z gotową torbą podróżną i wypiętą piersią, jakby pod kurtką ukrywał medal za ocalenie galaktyki.
Od lat każdą wkręconą żarówkę przedstawiał jako czyn niemal państwowej wagi, a paragon ze sklepu budowlanego traktował niczym dowód nadania orderu.

Był pewien, że zaraz załamię ręce, uczepię się jego nogawki i zacznę błagać, by nie zostawiał mnie na pastwę zepsutej instalacji wodnej w domku letniskowym.
Bez słowa przesunęłam wzrok z jego wypolerowanych butów na klatkę stojącą w kącie pokoju.
Na żerdce siedział Bruno — duża papuga żako, mój prywatny pierzasty prokurator, obdarzony zdumiewającą pamięcią do cudzych głupot. Właśnie czyścił pióra.
Bruno spojrzał na Marka okrągłym, żółtym okiem i wymownie zakrakał.
— Szerokiej drogi, Marek — odpowiedziałam spokojnie. — Zmiana zajęcia to najlepszy wypoczynek.
Męska niezastąpioność bywa towarem wyjątkowo nietrwałym. Wystarczy raz poradzić sobie bez niej, a na oczach zamienia się w zwykły brak kompetencji.
Marek jeszcze o tym nie wiedział. Prychnął głośno, trzasnął drzwiami wejściowymi tak mocno, że z sufitu posypał się tynk, po czym odmaszerował ku zachodowi słońca, prosto do swojej mamusi, Barbary.
Gdy tylko jego kroki ucichły na klatce schodowej, włączyłam komputer.
Zlecenie naprawy było wystawione na jego numer telefonu, ale zapłata miała pójść z naszej wspólnej karty.
W historii wyszukiwania na komputerze, którego mąż w teatralnym porywie wyjścia zapomniał wyłączyć, widniała anulowana faktura na nową pompę, rury i złączki.
Tuż obok pozostawało otwarte okno korespondencji.
Wbiłam wzrok w monitor, a mój lekki uśmieszek bardzo szybko ustąpił miejsca lodowatej furii.
W rozmowie z kolegą dostawcą wisiała krótka wiadomość od mojego męża: „Niech Katarzyna posiedzi parę dni bez wody, potem…”.
Na tym urywał się widoczny fragment, ale już czułam, że za tą drobną zemstą kryje się coś znacznie paskudniejszego.
