— „Piotrze, przecież obiecałeś, że mi pomożecie! Porozmawiaj ze swoją żoną, bo ona nie chce dać mi pieniędzy!” — teściowa najwyraźniej postanowiła upokorzyć synową przy świadkach.
Agnieszka Pawłowska porządkowała właśnie dokumenty na biurku, kiedy do gabinetu zajrzała sekretarka, Karolina Majewska. Miała zaniepokojoną minę.
— Pani Agnieszko, na zewnątrz… przyszła do pani jakaś kobieta. Twierdzi, że jest pani… — Karolina Majewska zawahała się na moment — krewną. I bardzo stanowczo domaga się rozmowy.
Agnieszka Pawłowska oderwała wzrok od papierów. W recepcji ich agencji reklamowej zwykle kręcili się klienci, kontrahenci i kurierzy, ale rodzina? To od razu wzbudziło w niej nieprzyjemne przeczucie.
— Jak wygląda?

— Ma około sześćdziesięciu lat, beżowy prochowiec i dużą torbę. Powiedziała, że przyjechała z daleka.
Teściowa. Agnieszka Pawłowska zacisnęła usta. Barbara Nowicka nigdy wcześniej nie pojawiła się w jej pracy. Przez pięć lat małżeństwa udało im się wypracować kruchą, lecz wygodną równowagę: uprzejme uśmiechy podczas rodzinnych uroczystości, niedzielne telefony z obowiązku i sporadyczne wizyty. Jednak od mniej więcej pół roku coś zaczęło się zmieniać.
Odkąd Agnieszka Pawłowska awansowała na dyrektorkę artystyczną, a jej pensja wzrosła niemal trzykrotnie, Piotr Rutkowski coraz częściej odwiedzał matkę. Z początku wyglądało to niewinnie: naprawił cieknący kran, przyniósł zakupy, pomógł przy drobiazgach. Potem pojawiły się prośby o pieniądze. Najpierw były to niewielkie kwoty — na leki, rachunki, bieżące wydatki. Agnieszka Pawłowska nie protestowała. Rozumiała, że emerytura Barbary Nowickiej nie wystarcza na wiele.
Z czasem jednak potrzeby rosły. Dwa tygodnie wcześniej Piotr Rutkowski poprosił o około tysiąc trzysta złotych, bo matka rzekomo musiała wymienić lodówkę. Agnieszka Pawłowska dała pieniądze, choć zaczęła nabierać podejrzeń: stary sprzęt działał bez zarzutu, widziała go przecież miesiąc wcześniej. Niedługo potem wyszło na jaw, że zamiast lodówki Barbara Nowicka kupiła sobie nowe futro.
— Mama po prostu wstydziła się powiedzieć prawdę — tłumaczył wtedy Piotr Rutkowski. — Głupio jej prosić o coś dla siebie.
W poprzednim tygodniu pojawiła się kolejna sprawa: około osiemset sześćdziesiąt złotych na „pilną naprawę dachu” w domku letniskowym Barbary Nowickiej. Wtedy Agnieszka Pawłowska po raz pierwszy odmówiła. Piotr Rutkowski poczuł się urażony i wybuchła kłótnia. Przez trzy dni prawie się do niej nie odzywał, a potem i tak wziął pieniądze ze swojej pensji, chociaż wcześniej ustalili, że odkładają na wakacje.
A teraz teściowa stała tutaj. W jej biurze. Między współpracownikami i klientami.
— Proszę ją wpuścić — powiedziała Agnieszka Pawłowska ze zmęczeniem.
Barbara Nowicka weszła tak, jakby była królową, która łaskawie przekracza próg chaty poddanego. Omiótła wzrokiem gabinet — nowoczesne meble, panoramiczne okna, świeże kwiaty na parapecie — po czym jej usta zwęziły się w cienką kreskę.
— No proszę, jak się urządziłaś — przeciągnęła zamiast przywitania. — Myślałam, że to zwykłe biuro. A tu oddzielny gabinet. I sekretarka.
— Dzień dobry, pani Barbaro — Agnieszka Pawłowska wstała zza biurka, ale nie wyszła jej naprzeciw. — Czy coś się stało? Z Piotrem Rutkowskim wszystko w porządku?
— Właśnie z moim Piotrem Rutkowskim nie jest w porządku — odparła Barbara Nowicka i opadła na krzesło dla gości, nawet nie czekając na zaproszenie. — I to przez ciebie, jeśli chcesz wiedzieć.
Agnieszka Pawłowska poczuła, jak narasta w niej irytacja, lecz twarz zachowała spokojną.
— Co ma pani na myśli?
— Dobrze wiesz, że on cierpi. Matka prosi o pomoc, a żona odmawia pieniędzy. Biedny syn znalazł się między młotem a kowadłem.
— Pani Barbaro, porozmawiajmy o tym w domu, spokojnie…
— Nie chcę rozmawiać w domu! — przerwała jej teściowa, podnosząc głos. — W domu nastawiasz go przeciwko własnej matce! A tutaj wszyscy zobaczą, jaka naprawdę jesteś!
Za drzwiami rozległy się przytłumione odgłosy; ktoś musiał się zatrzymać, słysząc krzyk. Przez szklaną ścianę Agnieszka Pawłowska dostrzegła zarysy współpracowników. Zastygli na miejscach i udawali, że są pochłonięci obowiązkami.
— Proszę mówić ciszej — powiedziała, obchodząc biurko i przymykając drzwi. — Ludzie tutaj pracują.
— Pracują! — prychnęła Barbara Nowicka. — Zarabiają pieniądze! A co ma z tego mój Piotr Rutkowski? Pewnie tylko biega za tobą!
— To prywatna sprawa między mną a Piotrem Rutkowskim.
— Jaka prywatna, skoro mój syn cierpi! — Teściowa zaczęła grzebać w torbie, wyciągnęła pogniecioną chusteczkę i przycisnęła ją do oczu, choć te pozostały zupełnie suche. — Jestem matką, czuję, kiedy jest mu ciężko. Wczoraj też do mnie przyszedł. Miał taką twarz… wykończoną. A wszystko przez ciebie!
Agnieszka Pawłowska przypomniała sobie poprzedni wieczór. Piotr Rutkowski rzeczywiście pojechał do matki, wrócił późno, milczący i ponury. Na jej pytania odpowiadał półsłówkami, po czym szybko zamknął się w sypialni.
