— Pomyślałem, że dziś trochę nas porozpieszczam — oznajmił, aż nazbyt pogodnym tonem, wyjmując zakupy i ustawiając je na kuchennym blacie. — Zrobimy porządną, rodzinną kolację. Usiądziemy, zjemy coś dobrego, spokojnie porozmawiamy.
Natalia Wesołowskiówna podniosła wzrok znad książki, ale nie powiedziała ani słowa. Zrozumiała natychmiast. To nie była próba pojednania. To było przygotowanie gruntu pod przesłuchanie, w którym ona miała wystąpić w roli oskarżonej, wcześniej zmiękczonej stekiem i winem przed ogłoszeniem wyroku. Patrycja Zalewskiówna zareagowała zupełnie inaczej. Ożywiła się od razu, jak aktorka, która właśnie dostrzegła zapalone reflektory.
— Och, Piotrze, jaki ty jesteś kochany! — zaszczebiotała słodko. — Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio siedzieliśmy tak razem.
Przy tych słowach rzuciła Natalii krótkie, triumfalne spojrzenie.
Kolacja upływała w dusznej, ciężkiej atmosferze. Piotr krążył między kuchenką a stołem, dolewał wina, kroił mięso, próbował rzucać żarty. Każdy z nich spadał jednak w ciszę i rozbijał się o nieruchome, twarde twarze obu kobiet. W końcu nie wytrzymał napięcia. Odchrząknął, jakby potrzebował chwili, żeby zebrać odwagę, po czym zaczął:
— Dziewczyny, no po co nam to wszystko? Przecież jesteśmy rodziną. Musimy jakoś dojść do porozumienia. Natalio, Patrycjo… znajdźmy jakiś kompromis.
Patrycja natychmiast odłożyła widelec. Jej twarz przybrała wyraz głęboko zranionej ofiary. To był jej moment.
— Ja naprawdę nie wiem, o czym tu jeszcze rozmawiać, Piotrze! — wybuchnęła. — Przecież od początku ci mówiłam, że ja jej przeszkadzam. Jestem jej solą w oku! Ona chce, żebyś należał wyłącznie do niej, żebyś poza nią nie miał nikogo. Ja jestem twoją rodzoną siostrą, twoją krwią, a ona… ona po prostu chce mnie stąd wyrzucić!
Mówiła głośno, teatralnie, z przesadną ekspresją, grając wyłącznie dla jednej osoby — dla brata. Natalia nawet nie obróciła głowy w jej stronę. Powoli dotknęła ust serwetką, odłożyła ją obok talerza i dopiero wtedy spojrzała na męża. Jej głos był cichy, lecz w martwej ciszy kuchni zabrzmiał mocniej niż krzyk.
— Piotrze, ja nie będę niczego omawiać z nią. Ta rozmowa dotyczy nas dwojga. To ty prosiłeś, żebym poczekała, żebym dała jej czas. Minęło pół roku. Przez te sześć miesięcy była na czterech rozmowach kwalifikacyjnych, na dwie się spóźniła. Ani razu nie posprzątała niczego poza własnym pokojem. Ani razu nie przyniosła do domu nawet bochenka chleba. W zeszłym miesiącu z twojej karty kredytowej, którą dałeś jej na „drobne wydatki”, poszło około sześciuset pięćdziesięciu złotych na taksówki i kawiarnie. O zepsutej suszarce i dywaniku w łazience zalanym perfumami już nawet nie wspominam. To są fakty. Reszta to tylko gadanie.
Każde jej zdanie wbijało się jak gwóźdź w kruchą trumnę nadziei Piotra na łatwe pojednanie. Nie podnosiła głosu. Nie obrażała. Nie rzucała oskarżeń. Układała przed nim same fakty, jeden po drugim. I właśnie ta chłodna, niemożliwa do podważenia prawda była dla niego znacznie straszniejsza niż jakakolwiek histeria. Spojrzał na siostrę — jej twarz skrzywiła się od urażonej dumy. Potem spojrzał na żonę — spokojną, zamkniętą, nieprzeniknioną. Znalazł się w pułapce.
I dokonał wyboru. Takiego, jakiego dokonuje człowiek słaby, zawsze szukający najłatwiejszej ścieżki. Prościej było ulec manipulacji siostry, niż stanąć twarzą w twarz z prawdą.
— Ale dlaczego ty jesteś taka… taka bezwzględna? — wydusił z siebie z pretensją. — Naprawdę nie mogłaś potraktować jej trochę bardziej po ludzku? Pomóc jej, spróbować zrozumieć? Przecież widzisz, że jest jej ciężko. Dlaczego ty w ogóle nie chcesz ustąpić? Zrobiłaś z naszego domu pole bitwy.
To było dokładnie to zdanie, które Natalia musiała usłyszeć. Nie tylko stanął po stronie siostry. Obwinił ją. W tej samej sekundzie pojęła, że cały ten tydzień był zbędny. Decyzję podjęto za nią już wcześniej.
Niedzielny poranek przyszedł z podstępną ciszą. Siódmy dzień. Ostatni. Patrycja, całkowicie przekonana o swoim pełnym i bezwarunkowym zwycięstwie, wyjątkowo długo pluskała się w łazience. Potem, nucąc pod nosem klubową melodię, weszła do kuchni z miną osoby, która właśnie oficjalnie przejęła władzę nad całym terytorium. Piotr siedział przy stole.
