— Zgodziłam się, żeby twoja siostra mieszkała u nas na czas studiów, ale od ich zakończenia minęło już pół roku. Najwyższa pora, żeby wreszcie grzecznie się stąd wyniosła. Nie zamierzam dłużej utrzymywać tej bezrobotnej darmozjadki.
Natalia Wesołowskiówna mówiła spokojnie, niemal bezbarwnie, jakby nie wkładała w słowa żadnych emocji. Jednak sposób, w jaki odstawiła swój talerz do zlewu, tuż obok tłustego, umazanego sosem naczynia Patrycji Zalewskiówny, powiedział więcej niż krzyk. Ostry brzęk porcelany uderzającej o metal sprawił, że Piotr Sikora aż drgnął i z opóźnieniem oderwał wzrok od kolacji. Od kilku dni udawał, że nie widzi narastającego między nimi napięcia, lecz ten dźwięk przebił się przez jego wygodny pancerz obojętności.
— Znowu o co chodzi? — zapytał, z wyraźnym trudem rozstając się z apetycznym kawałkiem mięsa. W jego głosie nie było ani troski, ani ciekawości. Brzmiało w nim jedynie zmęczone rozdrażnienie, jakby po raz kolejny przeszkodzono mu jakąś zupełną błahostką.
— Jak to: o co chodzi? — Natalia odwróciła się w jego stronę. Oparła biodro o blat kuchenny i skrzyżowała ramiona na piersi. Jej spojrzenie stało się twarde, ostre, niemal kłujące. — Twoim zdaniem wszystko jest w porządku, Piotrze? Twoja siostra, ta świeżo upieczona absolwentka, zjadła, zostawiła po sobie cały ten syf, jakby była w restauracji, a potem pobiegła do klubu.
Przed chwilą wyniosłam z łazienki stertę mokrych ręczników i wytarłam kałużę, w którą rozmazała swój podkład. A teraz mam jeszcze pozmywać po niej naczynia, bo rano „jaśnie pani” nie będzie miała ochoty pić kawy przy brudnym zlewie. Naprawdę uważasz, że to normalne?

Piotr przełknął kęs, odłożył widelec i westchnął głęboko, z miną cierpiętnika. Ta rozmowa była mu wybitnie nie na rękę. Pragnął tylko spokoju, ciszy i odrobiny domowego wytchnienia po dniu pracy. Nie miał najmniejszej ochoty występować w roli sędziego w konflikcie dwóch kobiet.
— Natalia, nie zaczynaj znowu. Ona też się stara. Szuka pracy. Próbuje odnaleźć samą siebie. Ma trudny okres, potrzebuje czasu, żeby przystosować się do dorosłego życia.
Te słowa były tak przewidywalne i tak wyświechtane, że nie zrobiły już na Natalii żadnego wrażenia. Roześmiała się tylko krótko, sucho, bez cienia rozbawienia. Był to śmiech człowieka, który po raz setny słyszy tę samą płytę i zna na pamięć każdą jej rysę.
— To ja mam trudny okres, Piotrze. To dla mnie jest trudne wracać codziennie do mieszkania, które wygląda jak skrzyżowanie taniego hostelu z salonem kosmetycznym. Sprzątam, gotuję i piorę za nas troje, podczas gdy twoja siostra „odnajduje siebie” w klubach i galeriach handlowych. Ona nie szuka żadnej pracy. Nawet nie zadaje sobie trudu, żeby udawać. Po prostu siedzi nam na karku i wykorzystuje to, że nie potrafisz postawić granicy.
— Teraz już przesadzasz! — podniósł głos, zaciskając usta urażony. — To moja siostra! Nie mogę jej tak po prostu wyrzucić na ulicę!
— Za to ja mogę — odparła Natalia natychmiast. Jej opanowanie było aż niepokojące. Nie krzyczała, nie urządzała sceny; brzmiała tak, jakby ogłaszała wyrok. — Ma tydzień. Siedem dni na znalezienie sobie nowego miejsca do tego swojego „poszukiwania”. Mieszkanie, pokój, koleżanka, wszystko mi jedno. Jeśli po siedmiu dniach nadal będzie tutaj, wyprowadzę się ja. Już nawet obejrzałam jedno lokum. A wtedy sam zdecydujesz, którą z nas wolisz dalej utrzymywać: ją czy mnie.
Poranek po tym ostatecznym ultimatum nie zaczął się awanturą. Zaczął się ciszą. Gęstą, lepką, taką, która wypełniała całe mieszkanie i sprawiała, że powietrze stawało się cięższe. Natalia, jak zwykle, wstała o siódmej. Zaparzyła kawę dla dwóch osób, przygotowała dwa tosty i postawiła na stole talerz z omletem — jeden, pojedynczy.
Kiedy Piotr, pognieciony po nocy i ponury, wszedł do kuchni, jego porcja już na niego czekała. Usiadł bez słowa, starannie unikając spojrzenia żony. Liczył na to, że przez noc Natalia ochłonie, że wczorajsze słowa okażą się jedynie wybuchem emocji. Jednak idealny porządek na stole, nakrytym surowo i wyłącznie dla dwóch osób, odebrał mu ostatnie złudzenia.
