Jedna z nich brzmiała:
— Z tym podwykonawcą lepiej postępuj ostrożnie. On lubi, kiedy się go głaszcze pod włos. Nie rzucaj się na niego od razu.
Innym razem słyszała:
— Tego klienta na twoim miejscu bym jeszcze nie ruszała. Zbigniewa szanował, a do ciebie nie ma na razie zaufania.
Albo:
— Ten newsletter przerobiłabym od początku do końca. Ale jeśli chcesz, możesz zostawić tak, jak jest… i tak później wrócimy do mojej wersji.
Powiedzieć, że Anna miała ochotę zakląć, to byłoby zdecydowanie za mało.
Mimo to zaciskała zęby.
Jeszcze.
Pewnego wieczoru, kiedy w biurze zostały już tylko one dwie, Magdalena nagle odezwała się znad swojego biurka:
— Słuchaj, to prawda, że awans zaproponowano ci po rozmowie sam na sam z Krzysztofem?
Anna oderwała wzrok od ekranu laptopa.
— A skąd ty niby o tym wiesz?
— Po prostu… coś tam do mnie dotarło.
— Plotki są ulubioną rozrywką ludzi, którym brakuje faktów — odparła chłodno Anna i znów pochyliła się nad dokumentami.
— Nie denerwuj się, tylko zapytałam — powiedziała Magdalena z udawaną niewinnością. — Po prostu dziwne, że wybrali akurat ciebie. Kandydatów przecież nie brakowało.
— A jednak zdecydowali się na mnie — odpowiedziała Anna spokojnym tonem. — Widocznie mieli powód.
Na twarzy Magdaleny pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.
— Może. Chociaż sama wiesz, że tutaj nie zawsze decydują wyniki. Czasem ważniejsza bywa… sympatia.
Anna powoli zamknęła laptop.
— Magdaleno, jeśli chcesz coś zasugerować, powiedz to wprost.
— Ależ skąd — rozłożyła ręce. — Tak tylko myślę na głos. Nie bierz wszystkiego do siebie.
Anna nie odpowiedziała.
Właśnie wtedy po raz pierwszy dotarło do niej z pełną jasnością, że walka w domu i walka w pracy są do siebie przerażająco podobne. Zmieniają się tylko twarze przeciwników.
W weekend zadzwoniła do niej matka. Jej własna matka, nie ktoś z rodziny męża.
— Córeczko, gdzie ty przepadłaś? — usłyszała ciepły, dobrze znany głos. — Dzwoniłam, ale nie odbierałaś.
— Pracuję, mamo — odparła Anna. — Nowe stanowisko, dużo obowiązków.
— Przynajmniej się nie nudzisz — zaśmiała się matka. — Tylko pamiętaj, żeby się nie zajechać. I nie słuchaj nikogo, kto będzie ci wmawiał, że sobie nie poradzisz.
Anna słuchała jej i nagle poczuła, że z trudem powstrzymuje łzy.
Ile razy marzyła tylko o tym, by ktoś powiedział jej prosto: „Wierzę w ciebie”.
Od Jana nigdy tego nie usłyszała. Od matki — tak. I na tamten moment to wystarczyło.
Po rozmowie usiadła na kanapie i przez dłuższy czas nie ruszała się z miejsca.
W głowie kłębiły jej się sprawy zawodowe, twarze ludzi i jedna uporczywa myśl: jak łatwo wszystko się rozpada, kiedy znika zaufanie.
I jak trudno poskładać je na nowo, gdy nie ma obok nikogo.
Pierwszy prawdziwy konflikt wybuchł na poniedziałkowym zebraniu.
Magdalena przerwała jej w połowie prezentacji:
— Anno, przepraszam, ale nie uwzględniłaś, że budżet reklamowy na czwarty kwartał został już rozdysponowany. Jeśli teraz zmienimy kanały, wyjdziemy ponad plan.
— Uwzględniłam to — odpowiedziała Anna bez podnoszenia głosu. — Budżet był policzony błędnie, więc przeliczyłam go jeszcze raz na podstawie rzeczywistych danych.
— Kto to zatwierdził? — głos Magdaleny stał się ostry.
— Ja.
— Bez konsultacji z działem?
— Kierownik ma prawo podejmować decyzje — powiedziała Anna stanowczo. — Jeśli są zastrzeżenia, omówimy je po spotkaniu.
W sali zapadła cisza.
Dyrektor generalny uśmiechnął się delikatnie, niemal niezauważalnie, ale Anna to dostrzegła.
Po naradzie Magdalena dopadła ją przy windzie.
— Chcesz wszystkim pokazać, jaka jesteś zdecydowana? Uważaj, bo cię rozszarpią.
— Niech spróbują — odparła Anna, patrząc jej prosto w oczy. — Jestem już do tego przyzwyczajona.
Wieczorem dostała kolejną wiadomość od Jana.
Jan: „Anno, spotkajmy się. Wszystko zrozumiałem. Nie chcę, żeby tak się to między nami skończyło”.
Długo nie odpisywała. W końcu wystukała:
Anna: „Zobaczymy. Teraz to nie jest dobry moment”.
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
Jan: „Zmieniłaś się. Zrobiłaś się taka zimna”.
Patrzyła na te słowa i pomyślała, że może rzeczywiście się zmieniła. Tylko nie w taki sposób, jak on to rozumiał. Nie stała się zimna. Stała się trzeźwa.
Cały tydzień minął w biegu. Pod koniec miesiąca dział miał świetne wyniki: nowi klienci, większy obrót, wyraźny wzrost liczby zapytań. Krzysztof pochwalił zespół przy wszystkich:
— Dobra robota. Szczególnie Anna. Widać, że trzyma sprawy w garści.
Podziękowała, lecz jej uśmiech był napięty. Wiedziała już, że sukces jest rzeczą dwuznaczną. Po pochwałach ludzie zaczęli patrzeć na nią inaczej.
Niektórzy gratulowali szczerze.
Inni robili to z kpiącym półuśmiechem.
Wieczorem, gdy wszyscy wyszli, Anna została sama. W biurze panowała cisza, przerywana jedynie odgłosami z ulicy i cichym szumem monitora.
Otworzyła wiadomości i napisała do matki:
Anna: „Mamo, chyba mi wychodzi. Ale jest ciężko”.
Matka: „Jeśli jest ciężko, to znaczy, że idziesz dobrą drogą”.
Anna uśmiechnęła się mimowolnie.
I zrozumiała, że po raz pierwszy od dawna słowo „ciężko” nie kojarzy jej się ze strachem.
Następnego dnia wszystko jednak gwałtownie się zmieniło.
Rano, gdy tylko weszła do biura, Magdalena podała jej teczkę.
— Tu są dokumenty dotyczące podwykonawcy. Trzeba podpisać.
— Najpierw je przejrzę.
Anna zaczęła kartkować papiery i niemal od razu zauważyła, że liczby się nie zgadzają. W starej umowie kwota była niższa. Tutaj widniało o czterdzieści tysięcy więcej.
— Co to ma znaczyć?
— Nowy cennik — odparła spokojnie Magdalena. — Podnieśli stawki.
— Z jakiego powodu?
— Inflacja, koszty, wszystko drożeje.
Anna uniosła wzrok.
— Sama do nich zadzwonię.
— Jak chcesz — Magdalena wzruszyła ramionami. — Tylko nie zdziw się, jeśli potem będziesz musiała przepraszać.
Piętnaście minut później Anna rzeczywiście połączyła się z firmą.
I dowiedziała się, że żaden nowy cennik nie istnieje.
Odłożyła telefon i przez kilka sekund siedziała bez ruchu. Potem wstała i powiedziała cicho:
— No dobrze. Teraz naprawdę się zaczyna.
Do domu wróciła później niż zwykle. Na stole stała niedopita herbata, a w telefonie czekała kolejna wiadomość od Jana:
„Tęsknię za tobą. Chcę porozmawiać. Wiem, że popełniłem błąd”.
Nie odpisała. Po prostu wyłączyła telefon.
Poniedziałkowy poranek zaczął się od zebrania.
