„Ona już całkiem weszła ci na głowę!” — syczała teściowa, a żona przypadkiem usłyszała i nad ranem zaczęła pakować rzeczy

To niesprawiedliwe, że ją tak bezczelnie poniżają.
Opowieści

Żona przypadkiem usłyszała nocną rozmowę męża z teściową. Nad ranem podjęła decyzję, że spakuje swoje rzeczy.

Agnieszkę Michalakównę wyrwały ze snu przytłumione głosy dobiegające z kuchni. Spojrzała na zegarek — była wpół do drugiej. Leżała nieruchomo, próbując zrozumieć, kto o tej porze może jeszcze nie spać. Po chwili rozpoznała głos teściowej.

— Michałku, jak długo zamierzasz to jeszcze znosić? — syczała Beata Nowakowskiówna. — Ona już całkiem weszła ci na głowę!

Agnieszka zesztywniała pod kołdrą. O kim oni mówili?

— Mamo, ciszej. Agnieszka śpi — odpowiedział półgłosem jej mąż.

— A niech słyszy! Może wreszcie dotrze do niej, co wyprawia!

Serce Agnieszki zaczęło bić tak mocno, jakby jego dudnienie mogło rozejść się po całym mieszkaniu. Teraz nie miała już wątpliwości — rozmawiali o niej.

— Wczoraj poprosiłam ją, żeby obrała ziemniaki. A ona mi na to, że sama wie, kiedy to zrobi! Słyszałeś kiedyś coś podobnego? Do mnie tak się odzywać? W moim wieku?

— Mamo, daj spokój…

— Nie broń jej! Przez trzydzieści pięć lat milczałam! Myślałam, że kiedyś zmądrzeje i pojmie, kto tu powinien mieć ostatnie słowo. A ona z roku na rok jest coraz gorsza!

Agnieszka zacisnęła powieki. Boże, o czym ta kobieta mówiła? Jakie ziemniaki? Przecież poprzedniego dnia od rana sprzątała, gotowała i robiła pranie. I teraz całym problemem miały być ziemniaki?

— Zresztą spójrz tylko na nią — ciągnęła teściowa. — Chodzi po domu, jakby była jakąś księżniczką! A co ona właściwie potrafi? Gotować porządnie nie umie, domu dopilnować też nie…

— Mamo, wystarczy.

— Wcale nie wystarczy! Michałku, ty jesteś mężczyzną czy nie? Dlaczego pozwalasz, żeby żona mówiła ci, co masz robić?

— Nikt mi niczego nie dyktuje.

— Ależ oczywiście, że dyktuje! Pamiętam, jak chciałeś zmienić samochód — była przeciw. Myślałeś o kupnie domku letniskowego — znowu kręciła nosem. W każdej sprawie najpierw patrzysz, co ona powie!

Agnieszka usiadła na łóżku z rozchylonymi ustami. Jaki samochód? Jaki domek? Przecież wszystkie decyzje podejmowali razem. A może tylko jej się tak wydawało?

— Wiesz, co ja myślę? — głos Beaty Nowakowskiówny stał się cichszy, lecz jeszcze bardziej jadowity. — Ona cię w ogóle nie szanuje. Ani odrobinę.

— Mamo…

— Nie zaczynaj z tym „mamo”! Ja wszystko widzę. Ty harujesz jak wół, a ona? Leży na kanapie i ogląda telewizję!

Agnieszka aż wciągnęła powietrze. Leży na kanapie? Czy ta kobieta była ślepa? A może po prostu nie chciała dostrzegać, że synowa od świtu do nocy nie miała chwili wytchnienia?

— I do tego jest niewdzięczna! — dorzuciła teściowa. — Tyle dla niej zrobiłam! Kiedy chorowała, to ja się nią zajmowałam. Gdy brakowało pieniędzy, to ja pomagałam. A teraz jeszcze ma czelność zadzierać nosa!

— Nikt nie zadziera nosa, mamo.

— Właśnie że tak! Wczoraj zapytałam, dlaczego nie odbiera ode mnie telefonu. Powiedziała, że była zajęta! Zajęta! Ciekawe czym można być tak strasznie zajętym?

Agnieszka przypomniała sobie poprzedni dzień. Pięć nieodebranych połączeń od teściowej. Rzeczywiście nie oddzwoniła od razu, bo stała przy kuchence i szykowała obiad dla całej rodziny.

— Michałku — Beata mówiła teraz niemal szeptem — czy nie sądzisz, że pora coś wreszcie zmienić?

— Co masz na myśli?

— No… porozmawiaj z nią poważnie. Wytłumacz jej, jak powinna się zachowywać. Bo chyba uwierzyła, że wszystko jej wolno.

— Mamo, jesteśmy razem od trzydziestu pięciu lat…

— Właśnie! Od trzydziestu pięciu lat to znosisz! A ona? Co takiego dla ciebie zrobiła? Dzieci nawet porządnie nie wychowała, w domu wieczny bałagan…

Agnieszka ścisnęła dłonie w pięści. Dzieci? Czyżby wychowały się same? A dom… Boże, jak można było mówić coś takiego?

— Nie twierdzę, że masz ją wyrzucić — ciągnęła Beata Nowakowskiówna. — Ale trzeba ją ustawić do pionu. Niech w końcu pozna swoje miejsce.

Zapadła długa cisza. Agnieszka nasłuchiwała, spięta do granic.

— Dobrze, mamo. Jest późno. Idź spać.

— Przemyśl to, co ci powiedziałam, Michałku. I to bardzo dokładnie.

Rozległo się szuranie kapci, potem stuk zamykanych drzwi. Później Michał Ostrowski poszedł do łazienki, wrócił do sypialni i położył się obok niej. Oddychał równo, spokojnie, jak człowiek, którego nic nie dręczy.

Agnieszka natomiast wpatrywała się w sufit. Sen odszedł bezpowrotnie.

Rano Michał wstał tak, jakby nocą nie wydarzyło się absolutnie nic. Wesoło pogwizdywał pod prysznicem, potem usiadł do śniadania i przeglądał wiadomości w telefonie.

Blaskot