— …skończone? — dopytała, wbijając w Michała uważne spojrzenie.
— Tak, właściwie już w zeszłym roku. Zostało tylko trzecie piętro, ale tam nic pilnego się nie dzieje. Zadzwonię do kolegi i w jeden dzień to domkniemy. — Uśmiechnął się z wyraźną dumą. — Chodź, zobacz salon. Wyszedł nam naprawdę świetnie.
Karolina poczuła, jak coś w niej pęka. Wszystko stało się boleśnie jasne. Bez słowa odwróciła się na pięcie.
— No to koniec, Paweł — syknęła pod nosem, idąc w stronę samochodu. — Przez cały rok robiłeś ze mnie bankomat. Tego ci nie daruję.
Wróciwszy do mieszkania, działała jak w transie. Wyciągnęła z szafy rzeczy męża, wrzucając je bez ceregieli do dwóch dużych walizek. Koszule, buty, dokumenty — wszystko lądowało w pośpiechu w bagażu. Potem, z zimną precyzją, uruchomiła w telefonie aplikację lokalizacyjną. Punkt na mapie zatrzymał się przy eleganckiej restauracji w Krakowie, którą doskonale znała.
Zamówiła taksówkę. Kierowca bez słowa zapakował walizki do bagażnika, a ona przez całą drogę patrzyła przed siebie, czując, jak narasta w niej gniew.
Nie pomyliła się. Przez szerokie okno zobaczyła Pawła siedzącego przy stoliku razem z Ewą Nowak. Oboje wznosili kieliszki, roześmiani i zadowoleni — najwyraźniej świętowali udaną transakcję.
Karolina zacisnęła zęby. Wepchnęła walizki do środka, ignorując zaskoczone protesty obsługi, i z impetem ustawiła je tuż przy ich stoliku.
— Karolina? Co ty tu robisz? — Paweł pobladł, patrząc na nią jak na zjawę.
Bez odpowiedzi rozpięła torebkę i wyjęła kopię aktu kupna mieszkania. Rzuciła papiery na stół. Kartki wpadły prosto do talerza z zupą. Jasny bulion z owocami morza rozlał się szeroko — tłusta plama ozdobiła śnieżnobiałą bluzkę Ewy Nowak, a wielka krewetka zsunęła się na spodnie Pawła.
— Zwariowałaś?! — wyrwało się teściowej.
Karolina jednak już się nie powstrzymywała.
— Rok! Cały rok utrzymywałam cię z własnej pensji! — jej głos odbił się echem po sali. — Narzekałeś, że nie masz zleceń, że ledwo wiążesz koniec z końcem, a w tym czasie odkładałeś pieniądze na mieszkanie dla mamusi!
Goście przy sąsiednich stolikach zastygli, udając, że nie słuchają, choć każdy chłonął każde słowo.
— A pani? — zwróciła się do Ewy Nowak z lodowatą pogardą. — Mogła pani wziąć kredyt, ale wygodniej było wyciągać rękę po moje pieniądze. Cztery miliony złotych w rok? Niech mi pani nie opowiada bajek, że syn tyle zarobił.
Wskazała na Pawła.
— Kupiłam ci pralkę. Opony zimowe do samochodu. Opłaciłam wakacje. Telefon, laptop, ubrania — wszystko za moje. A ty w tym czasie udawałeś ofiarę losu i zbierałeś na boku!
Paweł próbował coś wtrącić, lecz uciszyła go ostrym gestem.
— Nie przerywaj. Jeszcze nie skończyłam. Rozwodzimy się. Znajdę najlepszego adwokata w Krakowie i odzyskam każdy grosz, który ze mnie wyciągnąłeś. Twoje rzeczy są tutaj. — Kopnęła jedną z walizek, która przechyliła się z głuchym stukiem.
Nachyliła się w jego stronę.
— I ostrzegam: nie dzwoń do mnie, nie próbuj mnie nachodzić. Jeden krok za blisko i naprawdę pożałujesz. To, że jesteś mężczyzną, nie daje ci prawa traktować kobiet jak sponsorów. Ze mną ten numer się skończył.
Chwyciła talerz z resztką zupy i jednym ruchem wylała zawartość na jego koszulę.
— Kolacja zakończona.
Z wysoko uniesioną głową wyszła z restauracji. W środku zapadła ciężka, krępująca cisza.
Rozwód przebiegł szybko. Prawnik Karoliny okazał się bezlitosny i skuteczny — ojciec Pawła musiał sprzedać samochód, by pokryć część zobowiązań syna.
Paweł wrócił do rodzinnego domu. Do dziś rozgląda się za kolejną „zaradną” partnerką, która przejmie na siebie ciężar jego wydatków i pomoże spłacać kredyt. Jak dotąd bez powodzenia.
Sześć miesięcy później Karolina poznała mężczyznę, który był jej całkowitym przeciwieństwem do Pawła — niezależny, odpowiedzialny, spełniony zawodowo. Przy nim po raz pierwszy poczuła się naprawdę bezpieczna. Urodziła córkę. Znajomi mówią, że promienieje szczęściem.
Gdy niedawno jedna z przyjaciółek wspomniała o Pawle, Karolina wzruszyła ramionami.
— Każdy człowiek pojawia się w naszym życiu po coś. Jedni przynoszą radość, inni uczą nas siły.
Po chwili dodała spokojniej:
— Cierpliwość to cenna cecha. Ale życie jest zbyt krótkie, by latami znosić coś, co odbiera nam godność.
