— …na remont mieszkania Michała, a ty ją praktycznie wyrzuciłaś za drzwi. I jeszcze podobno powiedziałaś kilka przykrych rzeczy. — Paweł zmierzył Karolinę chłodnym spojrzeniem, po czym wszedł do salonu, jakby to on był tu gospodarzem. — Wszystko z tobą w porządku?
— Chwileczkę… — odłożyła książkę na stolik z wyraźnym trzaskiem. — Ty naprawdę stajesz po jej stronie? Uważasz, że powinnam sponsorować odświeżanie mieszkania twojego brata?
— Każdy z nas dokłada się, żeby mu pomóc. Tak funkcjonuje rodzina. Wspieramy się nawzajem. — Opadł na kanapę i splótł palce, przybierając ton moralizatora. — Rodzice dali pieniądze, teściowie Michała też coś dorzucili. Ja przekazałem swoją część. Teraz twoja kolej.
— Ciekawe — odpowiedziała z ironią. — Bo kiedy potrzeba było kupić nową pralkę, zimowe opony albo zapłacić za wspólny wyjazd, twoi rodzice nagle nie mieli z czego dołożyć. A gdy Michał postanowił robić remont, środki cudownie się znalazły.
Zamilkła na moment, po czym dodała ciszej, ale ostrzej:
— I jeszcze jedno mnie zastanawia. Skąd ty wziąłeś pieniądze? Bo ilekroć trzeba opłacić rachunki czy zrobić większe zakupy, twoja kieszeń świeci pustkami.
— Przecież wiesz, że pracuję jako pośrednik. Raz jest prowizja, raz jej nie ma. — Wzruszył ramionami. — Wczoraj zamknąłem wynajem mieszkania. Pierwsze, co zrobiłem, to przelałem część mamie.
Zdjął zegarek i odłożył go demonstracyjnie na stół, jakby chciał podkreślić swoją „ofiarność”.
— Paweł, od roku nie pamiętam miesiąca, w którym przyniósłbyś do domu więcej niż czterdzieści tysięcy. Ja zarabiam co miesiąc pół miliona. — Skrzyżowała nogi i oparła się wygodnie w fotelu. — Dzieli nas przepaść finansowa wielkości całego Krakowa.
— Utrzymuję cię od dawna — odburknął. — Twoje ubrania? Ja płacę. Kredyt sprzed ślubu? Ja go zamknąłem. Wakacje nad morzem? Też z mojej kieszeni. Kto tu jest mężczyzną? Może uważasz się za jakiegoś dominatora?
Karolina spojrzała na niego tak, że na chwilę stracił rezon.
— Dominatorem? Nie. Ale fakty są takie, że to ja utrzymuję ten dom. A ty? Snujesz wizje o wielkich projektach. Może najpierw udowodnij, że potrafisz być odpowiedzialny.
— Nie zawsze będę bez pieniędzy. Jeszcze zobaczysz, ile będę zarabiał. A tego, że dziś nie wsparłaś mojej rodziny, nie zapomnę. Gdy mój projekt ruszy, wszystko się zmieni. — Wstał gwałtownie i skierował się do sypialni.
Nie miał już argumentów, więc uciekł, pozostawiając jej ostatnie słowo.
— Najpierw wymyśl, jak ten twój projekt ma w ogóle wystartować… — rzuciła za nim. — Nawet dziecka nie potrafisz mi dać.
Słowa padły ostrzej, niż planowała. Miała trzydzieści pięć lat i coraz silniejsze pragnienie macierzyństwa. Paweł, młodszy o pięć lat, od ponad roku unikał tematu badań, tłumacząc się stresem i „nieodpowiednim momentem”.
Tego wieczoru podjęła decyzję: koniec z finansowaniem jego krewnych. Wyjęła z szafy zapasową pościel, rozłożyła kanapę w salonie i postanowiła położyć się wcześniej. Chciała jasno pokazać, że coś się między nimi zmieniło.
Około północy obudziła się z pragnienia. Idąc do łazienki, dostrzegła smugę światła spod drzwi kuchni. Zatrzymała się odruchowo. Paweł stał przy blacie, odwrócony tyłem, i mówił półgłosem do telefonu.
— Nie, ona niczego się nie domyśla. Jesteśmy prawie na finiszu. Pojutrze będę mógł wpłacić całą sumę. Jeszcze chwila i uzbieram brakującą kwotę.
Karolina znieruchomiała. Każde słowo wbijało się w nią jak igła.
— Spokojnie. Dla mnie jesteś najważniejsza. Obiecałem, że rozwiążę ten problem, i tak będzie. Wszystko idzie zgodnie z planem — szeptał czule.
Serce podeszło jej do gardła.
Najważniejsza? Nie ja? Więc kto?
Zakryła usta dłonią, by nie wydać żadnego dźwięku.
— W tym roku naprawdę udało mi się sporo odłożyć. Miałaś rację… Przeprowadzka do mieszkania Karoliny, żeby ograniczyć koszty, to był świetny pomysł. Dzięki temu szybciej zbieram pieniądze. Jeszcze raz dziękuję za radę. — Sięgnął po kieliszek i nalał sobie wina.
Zrozumiała, że rozmowa dobiega końca. Zamiast iść do łazienki, cicho wycofała się do salonu i wsunęła pod kołdrę.
— Spiskuje z kimś… — przemknęło jej przez myśl.
— Ożenił się ze mną z wyrachowania…
— A teraz wykorzystuje mnie jak bankomat…
Leżała nieruchomo, a serce waliło jej w piersi jak rozpędzona lokomotywa. W głowie kłębiły się pytania, obrazy i podejrzenia, które nie pozwalały jej zmrużyć oka, i czuła, że tej nocy nie zazna ani chwili spokoju.
