„Mama ma okrągłe urodziny, a ty myślisz o zębach dziecka” odparł Tomasz lekceważąco, odrzucając trzydzieści tysięcy przeznaczonych na aparat dla Oliwii

Niewybaczalna królewskość kosztuje czyjeś zdrowie.
Opowieści

Siedziałam przy kuchennym stole i po raz kolejny przeliczałam banknoty schowane w kopercie. Trzydzieści tysięcy złotych. Dokładnie tyle brakowało na leczenie Oliwii. Ortodonta nie pozostawił złudzeń: jeśli założymy aparat jeszcze w tym miesiącu, za rok zgryz będzie idealny. Jeśli zwlekniemy – później pozostanie już tylko ingerencja chirurgiczna. Wizyta była umówiona na wtorek, zaliczkę wpłaciłam.

Z salonu dobiegał podniesiony dźwięk telewizora. Tomasz półleżał w fotelu, przesuwał palcem po ekranie telefonu i uśmiechał się pod nosem. Znałam ten wyraz twarzy aż za dobrze – oznaczał, że wpadł na „genialny” pomysł.

– Joanna, chodź na chwilę – zawołał, nawet na mnie nie patrząc.

Wsadziłam kopertę do szuflady i weszłam do pokoju. Tomasz odłożył telefon i spojrzał na mnie z przesadną powagą.

– Mama ma w tym roku sześćdziesiątkę. To nie byle jaka okazja. Taki jubileusz trzeba uczcić z rozmachem.

– Pamiętam – odpowiedziałam ostrożnie. – Mówiliśmy, że zamówimy tort, kupimy bukiet, jakiś prezent…

– Prezent to drobiazg. Chodzi o przyjęcie. Mama zasługuje na królewski stół. I my go przygotujemy.

Podszedł do stołu, chwycił notes i zaczął energicznie zapisywać kolejne pozycje. Długopis niemal ślizgał się po kartce.

– Kawior – co najmniej kilogram. Wędzona jesiotr. Wołowina marmurkowa, niech spróbuje prawdziwego steku. Truflę zamówię u znajomego, przywiezie z Warszawy. Halibut, świeży, nie mrożony. Do tego sery, egzotyczne owoce, porządny szampan…

– Tomasz – przerwałam, czując, jak drętwieją mi dłonie. – Policzyłeś, ile to wszystko wyniesie?

– Oczywiście. Około stu tysięcy. Przecież pracujesz, masz jakieś oszczędności.

Przełknęłam ślinę.

– Nie mam stu tysięcy. Mam trzydzieści i one są przeznaczone na aparat dla Oliwii.

Uniósł brwi, jakbym powiedziała coś absurdalnego.

– Jaki aparat? Mówisz serio? Mama ma okrągłe urodziny, a ty myślisz o zębach dziecka. Zdąży jeszcze z tymi zębami. I tak jest ładna.

– Lekarz wyraźnie zaznaczył, że jeśli teraz nie zaczniemy…

– Lekarze zawsze coś mówią – uciął. – Chcesz mnie skompromitować? Postawisz na stole tanią pastę z puszki i nazwiesz to przyjęciem? Mama na to nie zasłużyła.

Podnosił głos z każdym zdaniem. Patrzyłam na jego szerokie plecy, na drogi sweter, który kupiłam mu miesiąc wcześniej, bo poprzedni „nie wyglądał wystarczająco elegancko”. Od trzech miesięcy nie pracował, choć oficjalnie wszyscy wierzyli, że to tylko przejściowy okres między „świetnymi ofertami”. Utrzymywałam dom sama, a jego rozmowy kwalifikacyjne dziwnym trafem zawsze kończyły się fiaskiem.

– Tomasz, zarabiam sześćdziesiąt tysięcy. Opłacam mieszkanie, rachunki, szkołę Oliwii. Jeśli wydam te pieniądze…

– To znajdź inne – przerwał ostro. – Jesteś kobietą, powinnaś umieć sobie radzić. Chyba nie chcesz, żeby moja matka poczuła się niedoceniona?

Nie odpowiedziałam. Z korytarza dobiegł cichy szelest kroków. Oliwia musiała wyjść ze swojego pokoju. Wiedziałam, że słyszała każde słowo.

– Mamo, naprawdę nie potrzebuję aparatu – powiedziała cicho, zaglądając do salonu. – Mogę tak chodzić.

Oczy miała pełne łez, choć na ustach próbowała utrzymać uśmiech. Spojrzałam na Tomasza. Stał z rękami skrzyżowanymi na piersi i patrzył na mnie z mieszaniną wyższości i pewności, że i tak ulegnę.

– Dobrze – odezwałam się w końcu. – Będzie królewski stół.

Skinął z satysfakcją głową i znów zatopił się w telefonie. Wróciłam do kuchni, domknęłam szufladę z kopertą i usiadłam na taborecie. Po chwili Oliwia objęła mnie od tyłu.

– Mamo, nie płacz.

– Nie płaczę – szepnęłam. – Zastanawiam się.

W rzeczywistości decyzja już zapadła. Pojawiła się nagle, jakby czekała na ten moment od dawna.

Przez cały tydzień milczałam. Tomasz codziennie przypominał, gdzie kupić konkretne produkty, kogo zaprosić, jak ustawić zastawę. Zachowywał się jak reżyser wielkiego widowiska. Przytakiwałam, udając skupienie, a jednocześnie każdego dnia wychodziłam z domu, by załatwić wszystko tak, jak sama zaplanowałam, odwiedzając kolejne sklepy i przygotowując się do zakupów, o których on nie miał pojęcia.

Blaskot