— Jak możesz twierdzić, że to wyłącznie twoje mieszkanie? Wszyscy tu mieszkamy i nie masz prawa decydować, kto może tu zostać, a kto nie! — wybuchła teściowa, podnosząc głos.
— Powiedziałam, że nie — powtórzyła Katarzyna, z trudem utrzymując nerwy na wodzy. — To jest moje mieszkanie i nie zamierzam…
— Twoje? — przerwała jej Ludmiła, mrużąc oczy z niedowierzaniem. — A rodzina to już się nie liczy? Aleksander, słyszysz, co twoja żona wygaduje?
Katarzyna bardzo powoli przekręciła klucz w zamku i nacisnęła klamkę. Zbliżała się dziewiąta wieczorem. W pracy zatrzymał ją ważny projekt, który pochłonął ją bez reszty. Gdy weszła do środka, przywitał ją znajomy gwar podniesionych głosów.
— Znowu tak późno! — rzuciła Ludmiła natychmiast, gdy tylko Katarzyna przekroczyła próg. — Aleksander siedzi i czeka głodny!

Katarzyna ściągnęła płaszcz i wzięła głęboki oddech. Coraz częściej miała wrażenie, że to mieszkanie przestało być jej azylem. Czuła się tu raczej jak ktoś obcy, kto przez przypadek znalazł się nie na swoim terenie.
Półtora miesiąca wcześniej, kiedy Aleksander poprosił, by przyjęli jego rodziców na czas remontu ich mieszkania, zgodziła się bez sprzeciwu. Mówiono o dwóch, najwyżej trzech tygodniach. To wydawało się drobiazgiem. Jednak dni zamieniały się w tygodnie, a tygodnie w kolejne tygodnie — i nic nie wskazywało na rychły wyjazd gości. Sytuacja zaczynała przypominać koszmar bez końca.
— Dobry wieczór — odezwała się cicho, wchodząc do kuchni.
Aleksander i Mikołaj siedzieli przy stole z oczami wlepionymi w telewizor. Ludmiła krzątała się przy kuchence, z hałasem przestawiając garnki.
— Prosiłam, żebyś wracała najpóźniej o siódmej — kontynuowała teściowa tonem pełnym pretensji. — U nas zawsze panował porządek dnia. Kolację jada się o stałej porze!
Katarzyna otworzyła lodówkę, starając się nie zdradzić zdenerwowania.
— Miałam obowiązki służbowe. Musiałam dopiąć ważne zadanie — odpowiedziała spokojnie.
— Praca, praca… — zakpiła Ludmiła. — A mężem kto się zajmie? Aleksander, powiedz jej coś!
Aleksander poruszył się niespokojnie na krześle, jakby chciał zniknąć.
— Kasiu, może faktycznie dałoby się wracać trochę wcześniej? — wymamrotał, unikając jej wzroku.
Zacisnęła usta. Wcześniej nigdy nie robił jej wyrzutów o nadgodziny. Dopiero odkąd wprowadzili się jego rodzice, coś zaczęło się zmieniać. A może to ona zaczęła widzieć więcej?
— Oczywiście — wtrącił Mikołaj, odrywając wzrok od ekranu. — Kobieta powinna przede wszystkim myśleć o domu. W dzisiejszych czasach…
Katarzyna zesztywniała. Ile razy już słyszała to protekcjonalne „w dzisiejszych czasach”?
— Zaraz przygotuję kolację — powiedziała cicho, wyjmując zakupy z torby.
— Nie trzeba — machnęła ręką Ludmiła. — Wszystko już zrobiłam. Poprzestawiałam też twoje naczynia, bo panował tam kompletny chaos.
Katarzyna znieruchomiała.
— Co znaczy: poprzestawiałaś? To moja kuchnia, Ludmiło.
— Właśnie dlatego trzeba ją było uporządkować — odparła spokojnie teściowa. — Mam doświadczenie, wiem, jak powinno być.
W Katarzynie narastała złość. Spojrzała na męża — siedział ze spuszczoną głową, jakby wolał nie brać w tym udziału.
— A swoją drogą — dodała nagle Ludmiła, omiatając ściany krytycznym spojrzeniem — przydałby się wam remont. Wszystko wygląda na mocno przestarzałe.
Katarzyna z trudem opanowała drżenie głosu.
— Ludmiło, ustaliliśmy, że zamieszkacie u nas tylko na czas waszego remontu. Tymczasem nawet go jeszcze nie rozpoczęliście. Może warto wreszcie się tym zająć?
Teściowa uniosła brwi i uśmiechnęła się z dziwnym spokojem.
— Och, remont to wcale nie taka prosta sprawa — zaczęła przeciągle, jakby zamierzała wyjaśnić coś oczywistego.
