Katarzyna zajęła miejsce naprzeciwko Tomasza i przez chwilę przyglądała mu się uważnie.
— Wiesz, co jest w tym wszystkim najbardziej zaskakujące? — odezwała się spokojnie. — Wcale nie czuję gniewu. Wręcz przeciwnie… jestem ci wdzięczna.
Uniósł brwi.
— Wdzięczna?
— Dzięki tobie zrozumiałam, że mam w sobie o wiele więcej siły, niż przypuszczałam.
— I co teraz zamierzasz?
— Żyć. Tu, u siebie. W swoim mieszkaniu. — Rozejrzała się po kuchni, jakby widziała ją po raz pierwszy. — Może wreszcie zrobię to, na co od lat brakowało mi odwagi. Będę miała czas tylko dla siebie.
— A Michał? — zapytał niepewnie.
— Michał ma dwadzieścia jeden lat. Jest dorosłym mężczyzną. Sam oceni, które z rodziców zachowało się uczciwie.
Tomasz poderwał się z krzesła i zaczął krążyć po kuchni, przeczesując dłonią włosy.
— Katarzyno, może da się to jakoś rozwiązać? Mogę wypłacić ci rekompensatę…
Spojrzała na niego z autentycznym zdumieniem.
— Za co konkretnie?
— No… za mieszkanie. Za te wszystkie lata razem.
— Chcesz odkupić mój dom, żeby wprowadzić tu swoją wybrankę? — zapytała chłodno.
— Nie mów tego w ten sposób…
— A jak mam mówić? Proponujesz mi pieniądze w zamian za to, żebym sama pozbawiła się dachu nad głową?
Roześmiała się cicho, bez cienia histerii.
— Wiesz, kiedyś pewnie bym się zgodziła. Z litości. Pomyślałabym: „Biedny Tomasz, to nie jego wina, po prostu się zakochał”. Spakowałabym walizkę, przeniosła się do siostry i jeszcze przepraszała, że nie potrafiłam cię zatrzymać.
Wstała i podeszła do okna.
— Dziś widzę to inaczej. Uznałeś, że jestem wygodna. Że zniosę wszystko i pokornie ustąpię.
Odwróciła się powoli.
— Pomyliłeś się.
— Czyli nie zamierzasz się wyprowadzić?
— Nie. To ty opuścisz to mieszkanie. Dzisiaj. Zabierzesz wyłącznie swoje rzeczy osobiste.
— A jeśli nie?
W jej spojrzeniu nie było już wahania, tylko spokój kogoś, kto przestał się bać.
— W takim razie jutro Natalia dowie się, że jej ukochany wcale nie jest wolny. I usłyszy, jak planowałeś „rozwiązać” kwestię mieszkania. Myślisz, że będzie zachwycona?
Tomasz zamilkł.
— Masz godzinę — dodała rzeczowo. — O siedemnastej przychodzą moje przyjaciółki. Nie chciałabym, żeby oglądały finał tego przedstawienia.
Zdjęła z parapetu spryskiwacz i zaczęła delikatnie zraszać liście roślin. W mieszkaniu zapadła cisza; słychać było jedynie ciche syknięcia wody i skrzypienie podłogi pod stopami pakującego się mężczyzny.
Katarzyna uśmiechnęła się do swojej ulubionej fiołkowej rośliny.
Miała wrażenie, że wszystko dopiero się zaczyna.
