„W porządku. W takim razie ty się wyprowadzisz” — odpowiedziała spokojnie, zaskakując przygotowanego męża

Bezczelna propozycja, zimna wobec mojej godności.
Opowieści

— A mieszkanie… Przecież inwestowaliśmy w nie razem. Remont, nowe wyposażenie…

— Remont? — Katarzyna Dudekówna w końcu podniosła na niego wzrok. — Ten, który zrobił mój ojciec własnymi rękami i nie wziął za to ani złotówki?

A może masz na myśli meble kupione z mojej pensji, kiedy ty wciąż „poszukiwałeś swojego powołania”?

— Zawsze pracowałem!

— Owszem, pracowałeś. Tyle że twoja wypłata znikała na twoje potrzeby, a utrzymanie domu spadało na mnie. Pamiętasz, jak to tłumaczyłeś?

„Mężczyzna musi mieć własne pieniądze, żeby czuć do siebie szacunek.”

Marek Zając zamilkł.

— Pamiętam też, jak mówiłeś, że nie jesteś gotowy na dzieci. A kiedy urodził się Jakub Zawadzki, twierdziłeś, że ojcostwo cię przeraża.

Teraz za to opowiadasz wszystkim, jakim jesteś oddanym tatą.

— Co to ma wspólnego z obecną sytuacją?

— Wszystko. Bo doskonale wiem, że tej decyzji nie podjąłeś wczoraj. Ani tydzień temu.

Odstawiła nóż na blat i odwróciła się do niego całym ciałem.

— Powiedz mi, Marku, czy Weronice Zawadzkiównie podoba się to mieszkanie? A może planujecie kupić coś nowego?

Zbladł.

— Jakiej Weronice?

— Tej, z którą od pół roku prowadzisz bardzo intensywną korespondencję. Ośmiu lat w firmie, bezdzietna, marzy o dziecku. Zgadza się?

— Śledziłaś mnie?

— Nie musiałam. Sam wszystko zdradziłeś. Pamiętasz wieczór sprzed trzech tygodni? Wróciłeś podekscytowany, zachwycony pewną koleżanką z pracy.

Taka inteligentna, taka obiecująca.

Nazajutrz kupiłeś sobie nową koszulę.

Katarzyna sięgnęła po ściereczkę i starannie wytarła dłonie.

— Zacząłeś brać prysznic rano, choć przez lata kąpałeś się wieczorem. Pojawiły się perfumy. Zapisałeś się na siłownię — pierwszy raz od dekady.

— Kasiu…

— Telefon zabierasz nawet do łazienki. Kiedyś potrafił leżeć byle gdzie. A teraz uśmiechasz się do ekranu jak nastolatek.

Na zegarku Marka rozbłysło powiadomienie. Odruchowo spojrzał, po czym szybko opuścił rękę.

— To Weronika? — zapytała spokojnie, niemal z ciekawością.

Opadł ciężko na krzesło.

— Nie planowałem tego…

— Czego? Zakochać się czy zostać przyłapanym?

— To się po prostu stało. Najpierw rozmowy w pracy, potem…

— A potem uznałeś, że najwygodniej będzie, jeśli to ja się wyprowadzę. Sprytne.

Mieszkanie zostaje przy tobie, reputacja nieskazitelna — żona sama odeszła, więc to jej wina. A z Weroniką możesz zacząć relację z czystą kartą.

Blaskot