Talerze zabrzęczały cienko, jakby w proteście przeciwko kolejnemu wybuchowi.
— Tak się odzywasz do człowieka, który na ciebie zarabia? — warknął Tomasz Nowicki. — Matka kompletnie cię rozpuściła. Przynieś dziennik. Już. Sprawdzę, za co płacę korepetytorom takie pieniądze.
Chłopak bez słowa odwrócił się na pięcie. Po chwili wrócił z wydrukiem ocen i położył kartkę na stole. Tomasz prześlizgnął się wzrokiem po linijkach.
— Trójka z fizyki? To ma być żart? Po co ja wykładam kasę na dodatkowe lekcje?
— To była kartkówka z trudnego działu. Poprawiłem już na czwórkę — odpowiedział spokojnie Michał Zając, starając się, by głos mu nie zadrżał.
— Nie interesują mnie twoje tłumaczenia! Beztalencie! Wykapana matka. Ta sama miękka, bezbarwna masa!
Karolina Jaworskiówna zrobiła krok naprzód i stanęła pomiędzy nimi, jakby odruchowo zasłaniając syna własnym ciałem.
— Tomasz, usiądźmy i zjedzmy kolację. Michał siedział dwie godziny nad geometrią. Jest zmęczony. To nie jest moment na awantury.
Twarz mężczyzny wykrzywiła się, jakby ktoś uderzył go w policzek. Najbardziej drażniło go podważanie jego autorytetu. A już szczególnie wtedy, gdy robiła to żona, którą przez lata traktował jak cień przesuwający się po ścianach mieszkania.
— Zamknij się! — ryknął tak głośno, że echo odbiło się od kafelków. — Sam wychowam swojego syna! A ty wracaj do garów! I do tej swojej śmiesznej jogi! Wymyśliłaś sobie hobby, żeby tylko wymigać się od obowiązków. Trzy razy w tygodniu tarzanie się na macie, a efektów zero! Jak byłaś nijaka, tak jesteś!
Karolina powoli nabrała powietrza. Dawniej w takich chwilach serce waliło jej jak oszalałe, a ręce drżały. Teraz czuła jedynie chłodną jasność umysłu. Tomasz nie miał pojęcia, że „joga” była jedynie wygodnym pretekstem. Czternaście lat wcześniej, gdy w przypływie furii cisnął w nią ciężkim kubkiem, zrozumiała, że musi nauczyć się bronić. O odejściu nawet nie myślała — niemowlę na rękach, puste konto i paraliżujący lęk przed nieznanym skutecznie ją zatrzymały.
Znalazła inne wyjście. Aikido — sztukę wykorzystywania siły przeciwnika przeciwko niemu samemu. Lata wyczerpujących treningów, siniaki skrywane pod długimi rękawami, popękane dłonie smarowane kremem przed snem. Każda sesja na macie budowała w niej coś więcej niż sprawność — odbudowywała poczucie własnej wartości.
— Michał, idź do swojego pokoju — powiedziała spokojnie, nie odrywając wzroku od męża.
Chłopak zawahał się ułamek sekundy, spojrzał na matkę i wyszedł, domykając drzwi nieco mocniej niż zwykle.
Ten drobny gest dolał oliwy do ognia.
— Co ty wyprawiasz? — Tomasz podszedł tak blisko, że niemal na nią napierał. Pachniał taną kawą i narastającą wściekłością. — Powiedziałem, że ma tu zostać!
— W tym domu nikt nie będzie już na nikogo wrzeszczał — odparła Karolina, unosząc podbródek. W jej oczach nie było łez ani strachu. Tylko twarda decyzja.
Otwarte przeciwstawienie się jego woli podziałało na Tomasza jak zapalnik. Przywykł do tego, że wystarczy podnieść głos, a żona kuli się i zaczyna przepraszać. Teraz jednak stała przed nim zupełnie inna kobieta, wyprostowana i niewzruszona, a w jego spojrzeniu zaczęło pojawiać się coś więcej niż gniew — narastająca potrzeba siłowego rozwiązania tej sytuacji.
