Mama opadła ciężko na krzesło, jakby nagle zabrakło jej sił w nogach.
— To z czego ty właściwie żyjesz? Za co ubierasz Michała? — zapytała cicho, ale w jej głosie drżało napięcie.
— Z mojej pensji — wtrącił ostro Paweł. — Nie jestem przecież darmozjadem. Pięćdziesiąt tysięcy złotych wystarcza na wszystko. Przestańcie robić tragedię z niczego.
Pięćdziesiąt tysięcy…
Dla trzech osób. W 2025 roku.
Przypomniało mi się, jak kilka dni wcześniej stałam przy kasie i przeliczałam drobne, żeby kupić Michałowi jogurt. Jak odwołałam spotkanie z przyjaciółkami, bo nie miałam nawet na zwykłą kawę w pobliskiej kawiarni. Każda złotówka była oglądana z dwóch stron, zanim ją wydałam.
— A twoja ukochana siostrzyczka czym się zajmuje? — głos taty stał się niepokojąco spokojny. Znałam ten ton.
— Na razie nie pracuje. Po porodzie jeszcze nie wróciła do pracy.
— Po porodzie? — mama uniosła brwi. — Ile lat ma dziecko?
— Pięć — burknął Paweł i po jego minie było widać, że zaczyna rozumieć, w jaką pułapkę się zapędził.
Tata przez moment stał nieruchomo, potem powoli podwinął rękawy koszuli.
— Czyli dobrze rozumiem — powiedział łagodnie, choć dłonie lekko mu drżały — że dziecko ma pięć lat. Od pięciu lat twoja siostra „dochodzi do siebie po porodzie”. Za pieniądze mojej córki. A moja córka chodzi w spranym szlafroku i oszczędza na jogurcie dla mojego wnuka. Tak to wygląda?
— Tato, proszę… — chciałam ich powstrzymać, lecz mama delikatnie ścisnęła mnie za nadgarstek.
— Nie, Karolino, trzeba o tym mówić — odezwała się pierwszy raz z cieniem uśmiechu, który wcale nie był ciepły. — Pawle, a przyszło ci kiedyś do głowy, że Karolina też mogłaby być „chwilowo bez pracy”? Że jej też przydałoby się trochę oddechu i odrobina przyjemności?
— Ona i tak sobie dogadza — wybuchnął. — Kupuje jakieś kremy i inne bzdury.
— Jakie kremy? — spojrzałam na niego z niedowierzaniem. — Od pół roku używam najtańszego kremu dla dzieci za kilkanaście złotych!
— No… coś przecież musisz kupować za swoje pieniądze.
— Za jakie „swoje”, Pawle? — tata zrobił krok w jego stronę. — Sam przed chwilą powiedziałeś, że zabierasz żonie całą wypłatę. To skąd miałaby mieć cokolwiek dla siebie?
Paweł zamilkł. Twarz poczerwieniała mu jak cegła. Widziałam, że plącze się we własnych słowach.
— To nasza prywatna sprawa! — spróbował przejść do ataku. — Nie wtrącajcie się w nasze finanse. Sami to załatwimy. Bez pomocy z zewnątrz.
— O, nie — odpowiedziała stanowczo mama. — Bardzo nas to dotyczy. Kiedy moja córka wygląda jak zaharowana służąca, a jakaś obca kobieta korzysta z jej pieniędzy, to jest również nasza sprawa, drogi zięciu.
Z pokoju obok dobiegł płacz Michała. Obudził się.
Odruchowo chciałam wstać, lecz mama mnie zatrzymała.
— Niech ojciec zajmie się synem. Czy potrafi tylko przelewać pieniądze na konto siostry?
Paweł z wyraźną niechęcią ruszył do pokoju dziecka. Słyszałam, jak niezgrabnie próbuje uspokoić Michała, jak mówi do niego z irytacją, nie bardzo wiedząc, co robić. Zwykle to ja brałam wszystko na siebie — nocne pobudki, choroby, strachy.
Tata usiadł obok mnie na kanapie.
— Od kiedy to trwa? — zapytał ciszej.
— Około dwóch lat — odpowiedziałam, wpatrując się w podłogę. — Na początku mówił, że to tylko na chwilę. Że Alicja ma problemy z kredytem, że bank grozi jej odebraniem mieszkania. Zgodziłam się pomóc przez trzy miesiące.
— A potem?
— Potem zawsze pojawiał się nowy powód. A to samochód, a to remont, a to jakieś nagłe wydatki. Za każdym razem słyszałam, że to ostatni raz. A ja… myślałam, że nie powinnam się sprzeciwiać. To mój mąż, ojciec Michała. Zarabia mniej ode mnie.
Mama prychnęła.
— Mniej zarabia, więc ma prawo ogołocić żonę do ostatniego grosza? Tak to sobie tłumaczysz?
— Mamo, proszę, nie podnoś głosu.
— Jeszcze go nie podnoszę — odparła chłodno i sięgnęła po telefon. — Podaj mi numer tej wspaniałej krewnej.
— Po co?
— Chcę jej serdecznie pogratulować, że tak wygodnie urządziła się kosztem mojej córki.
Nigdy wcześniej nie widziałam mamy w takim stanie. Zwykle była spokojna, wyważona, starała się łagodzić konflikty rozmową. Teraz jednak obudziło się w niej coś pierwotnego — instynkt, który kazał jej stanąć do walki bez wahania, jak lwica gotowa rzucić się na każdego, kto zagrozi jej młodym.
