Nie rozpaczała.
Magdalena przeszła wolno przez mieszkanie, jakby robiła cichy przegląd swojego terytorium. W kuchni połyskiwał ekspres do kawy, jeszcze pachnący świeżo mielonymi ziarnami. Nowe zasłony poruszały się lekko przy uchylonym oknie. Każdy przedmiot był owocem jej pracy — nadgodzin, nieprzespanych nocy, zleceń przyjmowanych wtedy, gdy inni już dawno odpoczywali. To wszystko powstało dzięki jej determinacji.
Zadzwoniła do ślusarza. Wymieniła zamki. Zastrzegła kartę w banku. Ustawiła nowe hasła wszędzie tam, gdzie mogła.
Teoretycznie — koniec historii.
Tyle że życie rzadko zatrzymuje się w wygodnym momencie.
Trzeciego dnia po jego wyprowadzce rozległ się dzwonek do drzwi. Długi, natarczywy. Nie taki, który sugeruje pomyłkę, lecz raczej zapowiadający oblężenie.
Spojrzała przez wizjer.
Na klatce stała Halina — wyprostowana, w szarym płaszczu, z ustami zaciśniętymi w cienką kreskę. Obok niej Marek. A za nimi funkcjonariusz policji w mundurze.
W żołądku Magdaleny coś zadrżało.
Dzwonek zabrzmiał ponownie.
— Proszę otworzyć. Musimy porozmawiać — odezwała się Halina.
Policjant odchrząknął.
— Złożono zawiadomienie o podejrzeniu oszustwa.
Magdalena wyprostowała plecy.
— O jakim oszustwie mowa? — zapytała spokojnie przez drzwi.
— Bezprawnie przelałaś pieniądze — powiedział Marek, nie patrząc w stronę wizjera. — Wspólne środki małżeńskie.
Uśmiechnęła się pod nosem. Ironia sytuacji była niemal komiczna: człowiek, który zabrał jej kartę bez pytania, oskarżał ją o kradzież.
— Moment. Otwieram.
Nowy zamek przekręcił się gładko.
— Zapraszam — oznajmiła tonem, jakby spodziewała się gości z ciastem, nie z zarzutami.
Drzwi otworzyła szeroko. Młody policjant, jeszcze z akademicką starannością w ruchach, wszedł pierwszy. Za nim — Marek i Halina, niczym w źle wyreżyserowanej scenie. Teściowa rozejrzała się czujnie: nowe zamki, równo ustawione buty, porządek w przedpokoju.
— Zamki już wymienione — rzuciła z przekąsem. — Ukrywasz się?
— Dbam o bezpieczeństwo — odparła Magdalena. — Proszę zdjąć buty, podłoga jest świeżo umyta.
Marek skrzywił się. Drażniło go jej opanowanie. Bez łez, bez krzyku — a to odbierało mu przewagę.
Policjant wyjął notatnik.
— Otrzymaliśmy zgłoszenie dotyczące nielegalnego transferu środków z karty bankowej, która — według zgłaszającej — pozostawała do dyspozycji rodziny.
— Karta była wystawiona na moje nazwisko — przerwała rzeczowo Magdalena. — Konto również. Dostęp do niej uzyskano bez mojej wiedzy.
— Za zgodą męża — wtrąciła Halina. — A mąż jest głową rodziny.
Magdalena spojrzała na nią chłodno.
— Pani Halino, w którym stuleciu pani żyje?
Teściowa poczerwieniała.
— Nie kpij! Chcieliśmy dobrze. Wydajesz pieniądze bez rozsądku. Zasłony, ekspres, kosmetyki. Marek nie wytrzymał.
— Dlatego zabrał moją kartę? — uniosła brwi.
— Nie ukradłem! — zaprotestował Marek. — Wziąłem, bo jesteśmy małżeństwem!
— Bez mojej zgody — podkreśliła. — I przekazałeś ją osobie trzeciej.
Policjant uniósł wzrok.
— Komu dokładnie?
— Mojej matce — odpowiedział niechętnie Marek.
— Żeby mogła zarządzać pieniędzmi — dodała Halina z dumą.
Magdalena skrzyżowała ramiona.
— I zdążyła przeznaczyć trzydzieści trzy tysiące złotych na spłatę własnych kredytów.
Długopis funkcjonariusza zawisł w powietrzu.
— Część środków została już wykorzystana?
— Na jej prywatne zobowiązania. Bez mojej wiedzy — doprecyzowała.
Zapadła cisza.
Marek przeczesał włosy nerwowym gestem.
— To były rodzinne wydatki!
— Zadłużenie pani matki to wspólne koszty? — policjant zmarszczył czoło. — Czy istnieje dowód, że rachunek był wspólny?
— Jesteśmy małżeństwem! — wyrzucił z siebie Marek.
— Mieszkanie kupiłam przed ślubem — powiedziała spokojnie Magdalena. — Konto jest wyłącznie moje. Dochody pochodzą z mojej pracy jako freelancerki. Mam deklaracje podatkowe.
Przyniosła z salonu segregator z dokumentami. Jej ruchy były pewne, choć w środku buzowały emocje.
Halina nagle podniosła głos.
— Ona jest przebiegła! Specjalnie przelała pieniądze, żebyśmy nie mieli do nich dostępu!
— Oczywiście — przyznała Magdalena. — Bo to moje środki.
Policjant chrząknął.
— Na tę chwilę nie widzę podstaw do wszczęcia postępowania karnego. Przelew z własnego rachunku nie stanowi przestępstwa.
— Ale to były wspólne plany! Remont! Nasza przyszłość! — Marek zrobił krok naprzód.
— Przyszłość — powtórzyła cicho. — Taka, w której moje zarobki kontroluje twoja mama?
Halina zmieniła ton na łagodniejszy.
— Magdo, dziecko… Chcieliśmy oszczędzać. Jesteś młoda, nie rozumiesz. Trzeba odkładać. Mężczyznom jest ciężko.
— Ciężko? — powtórzyła. — Zwłaszcza gdy żona zarabia więcej.
Marek pobladł.
— Znowu zaczynasz!
— Bo sedno nie tkwi w zasłonach ani w ekspresie — odpowiedziała spokojnie. — Problem polega na tym, że nie potrafisz pogodzić się z tym, iż jestem finansowo niezależna.
