— Właśnie tak trzeba do tego podejść — przytaknęła Aleksandra z wyraźnym zadowoleniem. — Do zobaczenia jutro.
Sala rozpraw okazała się znacznie skromniejsza, niż Magdalena sobie wyobrażała. Przypominała zwykłe biuro: kilka drewnianych ławek, podwyższenie z biurkiem sędziowskim, na ścianie godło. Siedząc, nerwowo obracała w palcach pasek torebki i uparcie wpatrywała się w podłogę, byle tylko nie spotkać wzroku Tomasza, który po drugiej stronie sali sprawiał wrażenie człowieka absolutnie pewnego swego.
— Proszę zachować spokój — szepnęła Aleksandra, pochylając się ku niej. — Mamy wszystko pod kontrolą.
— A jeśli on coś wymyśli? Pani go nie zna…
— Tacy jak on to moja codzienność — odparła z lekkim uśmiechem prawniczka. — Proszę spojrzeć, przyszedł z Krzysztofem Jabłońskim. Specjalista od „zamożnych klientów”. Tyle że nawet najlepszy adwokat nie podważy faktów.
Do sali weszła sędzia — kobieta po czterdziestce, o zmęczonej twarzy i chłodnym spojrzeniu.
— Otwieram rozprawę w sprawie podziału majątku państwa Kowalskich — oznajmiła, przeglądając akta. — Strona powodowa?
— Tomasz Kowalski — podniósł się mecenas Jabłoński. — Wnosimy o oddalenie roszczeń pozwanej. Cały majątek został nabyty z osobistych środków mojego klienta i figuruje wyłącznie na jego nazwisko.
Magdalena zacisnęła dłonie tak mocno, że zbielały jej knykcie. Bezczelność tych słów aż ją zabolała. Przed oczami stanęły jej lata wyrzeczeń: odkładanie każdej złotówki, dodatkowe godziny pracy na uczelni, korepetycje brane „na wspólną przyszłość”.
— Stanowisko pozwanej? — zwróciła się sędzia.
— Magdalena Kowalska nie zgadza się z twierdzeniami strony przeciwnej — odpowiedziała spokojnie Aleksandra. — Cały majątek powstał w trakcie trwania małżeństwa, a moja klientka wniosła do niego zarówno własne środki finansowe, jak i osobisty wkład pracy. Dysponujemy dowodami.
Tomasz prychnął i nachylił się do swojego adwokata, coś mu szepcząc. Ten skinął głową.
— Jakimi dowodami? — dopytała sędzia.
Aleksandra otworzyła teczkę.
— Pokwitowania podpisane przez Tomasza Kowalskiego, potwierdzające przyjęcie od żony pieniędzy na budowę domu. Faktury opłacone kartą Magdaleny. Wyciągi bankowe pokazujące znaczące wypłaty gotówki w okresie inwestycji. Oraz zeznania świadków.
— To absurd! — zerwał się Tomasz. — Jakie pokwitowania? To było dawno, niczego nie pamiętam!
— Proszę zachować porządek — ucięła sędzia ostrym tonem. — Głos zabiera pan wyłącznie na wezwanie sądu.
Dokumenty powędrowały na stół sędziowski. Po chwili zapadła decyzja o przesłuchaniu świadka.
— Wzywam Mateusza Kowalskiego.
Mateusz wszedł niepewnie. Widać było, że sytuacja go przytłacza.
— Czy może pan potwierdzić, że pańska matka finansowo wspierała budowę domu? — zapytała sędzia.
— Tak — odpowiedział po krótkim wahaniu. — Byłem dzieckiem, ale pamiętam, jak mama regularnie przywoziła pieniądze na budowę. Mówiła, że to jej pensja i że wszystko idzie na materiały.
— Kłamstwa! — wybuchł Tomasz. — On po prostu trzyma stronę matki!
— Jeszcze jedno takie zachowanie i opuszcza pan salę — ostrzegła sędzia.
Kolejni świadkowie potwierdzali wersję Magdaleny. Sąsiadka Karolina opowiedziała o kredycie zaciągniętym na pierwszą wpłatę za działkę. Koleżanka z uczelni wspominała, jak Magdalena brała dodatkowe zlecenia, tłumacząc, że zbiera na wykończenie łazienki.
Z każdą minutą twarz Tomasza stawała się coraz bardziej napięta. Jego adwokat nerwowo przekładał kartki, jakby liczył, że między nimi znajdzie ratunek.
— Wysoki Sądzie, pozwolę sobie przedstawić jeszcze jeden dokument — odezwała się Aleksandra i wyjęła pożółkły arkusz. — Pełnomocnictwo udzielone przez Magdalenę mężowi do prowadzenia spraw firmy. A także potwierdzenie przelewu kapitału początkowego z jej rachunku oszczędnościowego.
W sali zaległa cisza tak głęboka, że słychać było tykanie zegara. Tomasz pobladł.
— Skąd to macie? — syknął.
— Z archiwum bankowego — odparła spokojnie Aleksandra. — Dokumenty finansowe przechowuje się latami.
Sąd zarządził przerwę na naradę. Magdalena siedziała bez ruchu, jakby bała się, że najmniejszy gest mógłby zburzyć to, co właśnie się wydarzyło.
— Myśli pani, że mamy szansę? — zapytała cicho.
Aleksandra uśmiechnęła się lekko.
— Proszę mi wierzyć, my już tę sprawę wygraliśmy. Sędzia jest związana przepisami, a prawo w tej sytuacji stoi po naszej stronie.
